Liczba postów: 2,804
Liczba wątków: 49
Dołączył: 16 Mar 2015
Reputacja:
285
Płeć: Mężczyzna
Lokalizacja: Lipno
Zodiak: skorpion
Zaradności w zajmowaniu się sobą nie nauczyło mnie wojsko,ale wcześniejsze zamiłowanie do włóczęgostwa rowerowego.
Pierwsze pół roku wspominam przyjemnie jako że często organizowano nam jako przyszłym podoficerom zabawy we wojnę na poligonach.Później kurs strażacki i rok na strażnicy-sprawdzanie i konserwacja gaśnic,piorunochronów,instalacji,szkolenie młodych i robota papierkowa-nuda prawie jak w cywilu.
Co o tym sądzę...?
W latach kiedy służyłem,polska armia liczyła jakieś ćwierć miliona ludzi zajmujących się przeważnie pilnowaniem furtek,załadunkiem i rozładunkiem wagonów,praniem,sprzątaniem i gotowaniem a od 15.00 do 6.00 spaniem(starzy wyżarci).Ulubionym zajęciem kadry zawodowej było picie.Czasem,kiedy udało się coś sprzedać o piętnastej trudno było im w bramę trafić.
Co do wartości bojowej tego ugrupowania-no cóż-jaka ona mogła być,gdy w przeważającej części jednostek żołnierz raz na trzy miesiące dostawał pięć naboi do wystrzelania-żenada.
Nie wiem jak jest teraz w służbie zawodowej,ale wtedy był to mało skuteczny w porównaniu z kosztami jakie pochłaniał wrzód na d.... podatnika.
W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.