Ocena wątku:
  • 10 głosów - średnia: 3.3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Irytujące słowa
#1

Podczas rozmowy zwyczajnej zdarzają się słowa,wyrazy,które działają na nerwy.
Nie chodzi o jakieś wulgaryzmy czy gramatykę i ortografię.
Czy coś Was zirytować potrafi?Już popełniłem błąd.
Czasem są to naleciałości dialektyczne,albo zwyczajnie gwarowe.
Jakoś nie pasuje mi,,przyszłeś",,,burtnik" ,,wziunć" ?

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Odpowiedz
#2

Te trzy przez Ciebie wymienione, z pewnością też mogłyby mnie zirytować.  ubawa2
Nawet nie wiem co oznacza "burtnik"

Irytuje mnie taka wymowa słów, z końcówkami "om", czyli zamiast na przykład "mogą", ktoś mówi "mogom".

I jeszcze jedno!
Wyraz/ słowo "laczki", jak pierwszy raz to usłyszałam, to nie dość, że nie wiedziałam o co chodzi ale do tego, skojarzyło
mi się z flaczkami.   :lol:

Oczywiście te "laczki", to po polsku "klapki".

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#3

Burtnik to ponoć krawężnik.
Brrrr ubawa

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Odpowiedz
#4

Krawężnik? Nigdy by mi się to z krawężnikiem nie skojarzyło   :ubawa:

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#5

Mnie najbardziej chyba irytują nie dokończone zdania.
Sam używam w mowie potocznej skrótów myślowych, ale to jest co innego.
Ktoś pozaczyna pięć zdań i żadnego nie kończy...wrrrrr
Ja nie mam cierpliwości by czekać aż te wątki zostaną dokończone.
Tyczy się to opisów i relacji, bo w  innych sytuacjach dość szybko "łapię intencję"....... oczko
I wtedy drażni mnie przydługawe tłumaczenie oczywistych spraw.
Odpowiedz
#6

Mnie nie drażnią jakieś naleciałości gwarowe...ale drażni mnie wszechobecne, modne słowo określające coś fajnego "zajebiście" zwłaszcza  w publicznych wypowiedziach i w TV, normalnie cholera mnie bierze, bo jeszcze trochę takiej "edukacji" i dzieciaki zapomną normalnych słów a widzę to po moich wnukach...wnuczek 8 lat, żeby wyrazić nad czymś swój zachwyt, pyta mnie czy może powiedzieć brzydnie słowo, bo inaczej się nie da, mówię nie a on na to, że ta piosenka jest zajebista, przecież babciu inaczej nie da się tego określić...a wnusia 3 lata powtarza: jebista babciu, jebista...i jak ma nie powtarzać, kiedy w TV wszelkie "sławy", które dzieci naśladują wyrażają się takim językiem...jakoś nie mogę tego słuchać nie mówiąc już o przeklinaniu...drażni mnie to...ale ja nie jestem modna i nie idę z duchem czasów a to takie modne i na czasie dzisiaj :wrzeszcz:
Odpowiedz
#7

Obiło mi się o uszy, że wyraz "zajebisty", "zajefajny", itp., mają być dodane do Słownika Polskiego.  ubawa
Jak dla mnie, to oczywiście też jakiś absurd, bo takie wyrazy kojarzą mi się tylko z jednym i stąd też pochodzą, czyli
chodzi o pruderyjny seks a nawet gwałt.
Drażni mnie też, gdy ktoś używa określenia "dupa", zamiast na przykład "pupa", "siedzenie", czy choćby "zadek".
Dawniej było nie do pomyślenia aby publicznie tak się wyrazić czy nawet napisać.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#8

Mnie najbardziej irytuje zjawisko tzw. gimbazy. Ogólnie rozumianej jako dostosowywania sie do panującej mody mówienia i sposobu bycia. A zwłaszcza wtłaczania do polskiego języka słówek z angielskiego. Bez najmniejszej inwencji z własnej strony.
Żeby nie wyszło, że ja też jestem gimbazą, to nazwę takich ludzi pustakami. ubawa

Obowiązek obowiązkiem sygnatura musi posiadać tekst
Odpowiedz
#9

Teraz naleciałości angielskiego, podobnie jak kiedyś francuskiego...M.Rej to skwitował znanym powiedzeniem...skąd takie ciągoty biorą się w polskim narodzie, że ochoczo zapożyczamy obce słówka? może dlatego, że nie jesteśmy dumni z siebie? wstydzimy się czy co? czujemy się gorsi? nie umiem odpowiedzieć zhm ...czasami obejrzę w necie jakiś program muzyczny typu "The Voice of Poland" ot tak z czystej ciekawości, co to takiego...i zauważyłam, że większość uczestników śpiewa po angielsku nie znając nawet dobrze języka...doszłam do wniosku, że na języku polskim by się wyłożyli, wylazłoby seplenienie, brak dykcji...dlatego dla swoich podopiecznych M. Piekarczyk i A.Piaseczny wybierają polskie utwory do zaśpiewania, bo wtedy wychodzi szydło z worka, kto potrafi śpiewać naprawdę i ma dobrą dykcję...dla uczestników zaśpiewać po polsku jest najtrudniejsze...po angielsku można ukryć swoje niedociągnięcia...a może mnie się tylko tak wydaje? zhm
Odpowiedz
#10

Masz rację Filipku z tymi słówkami w języku angielskim. Takie coś choćby "ok", czy "cool".
Po co to robią, nie mam pojęcia, bo chyba takimi słówkami nikt nie  błyśnie, że zna angielski.
Osobiście, nigdy nie lubiłam języka angielskiego i nigdy się go nie uczyłam.  Może wzięło to się
u mnie stąd, że wkurzało mnie właśnie "szpanowanie" tym językiem.

Myszko, mnie nie tyle piosenki w języku angielskim wkurzają ale już sam angielski tytuł programu   :lol:

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości