27-03-2015, 21:20
Moja najmłodsza córka miała na imię Yuna. Nazwałem ją od cichego i spokojnego oceanu, który widzimy późnym latem.
![[Obrazek: V3kjvfyu7n.jpg]](http://biqpin.com/user_file/img_big/V3kjvfyu7n.jpg)
Ćwiczenie I. Umierasz
Przed tobą leży 20 kartoników. Proszę, napisz na każdym nazwę czegoś, co jest dla ciebie cenne. Twoi rodzice, twoja żona, twój chłopak, dzieci, praca, twoje hobby, góry, natura. Tak, wiem, to zajmuje chwilę. Przy 12. kartoniku ciężko coś wybrać. Ale to może być nawet twój iPad. Gotowe? OK, teraz zamknij oczy. Zaczynamy historię o tobie albo o kimś bardzo do ciebie podobnym. Jest ciepły, słoneczny dzień. Wiosna, niedługo zakwitną wiśnie. Wracasz do domu po pracy, szykujesz obiad. Kiedy nakrywasz do stołu, przeszywa cię ostry ból brzucha. Myślisz: to przepracowanie, samo przejdzie. Ale kłucie w brzuchu nie mija przez cały tydzień. Źle śpisz. Umawiasz się na badania do szpitala. Czujesz, że dzieje się coś złego. Otwórz oczy. Spójrz na swoje karty. Wybierz jedną. Zgnieć ją i wyrzuć na ziemię.
Lekarz przekazuje wyniki. Masz raka. Z każdym tygodniem jesteś coraz słabszy. Nie możesz już dłużej pracować. Musisz gnieść kolejne karty i rzucać je na ziemię. To, co się z tobą dzieje, nie jest racjonalne. Bo świat nie jest racjonalny. Rzeczy mogą zostać zabrane przypadkiem. Wpadniesz pod samochód i stracisz nogi. Okaże się, że masz złośliwego guza. Albo przyjdzie wielka fala i zabierze ci rodzinę. Dlatego musisz pozbywać się kolejnych kart. Próbujesz jeszcze chemii. Wypadają ci włosy. Pojawiają się krwotoki. Przychodzi taki moment, kiedy zostajesz z czterema kartami w ręku. To pewnie twoja żona, twój syn, twoi rodzice, może pieniądze albo góry.
- Uczestnicy warsztatów nie są w stanie ich zgnieść i wyrzucić - mówi 31-letni mnich Tomomitsu Gashin z tokijskiej świątyni Jogyoji, który organizuje warsztaty umierania. - Zginają kartkę i odkładają na ziemię.
Pojawiły się przerzuty. Nie możesz podnieść się z łóżka. Zwiększasz dawkę leków. Coraz częściej budzisz się zlany potem w środku nocy i nie wiesz, gdzie jesteś. Chcesz odezwać się do ludzi, którzy stoją naokoło ciebie, ale jedyne, na co cię stać, to ściskanie dłoni kogoś, kto trzyma cię za rękę. Na stole zostaje jedna karta. Proszę, odetchnij trzy razy naprawdę głęboko. Raz. Dwa. Trzy.
A teraz weź jeszcze jeden wdech. Kiedy wypuścisz powietrze - umrzesz.
Zgnieć ostatnią kartkę.
- Czemu akurat ta kartka była dla ciebie najważniejsza? Czy dla innych, którzy razem z tobą robili to ćwiczenie, ważne są te same rzeczy? Czy doceniasz to, że masz 20 skarbów? Czy się nimi cieszysz? Czy je szanujesz? Czy nie za często skupiasz się na rzeczach, które są mało istotne? Co ostatnio zrobiłeś dla tych ludzi, którzy są dla ciebie najważniejsi? Kiedy ich ostatnio widziałeś? - pyta Tomomitsu. Po ćwiczeniach z umierania coś się w ludziach zmienia. Rodzice kończą wcześniej pracę, żeby pobawić się z dziećmi. Dzieci odwiedzają mamę i tatę mieszkających w innym mieście. Ludzie nie odkładają już rzeczy na później. Znamy tylko ten moment, w którym istniejemy. Nie ma nic poza nim.
- To jest energia, którą chcemy przekazać ludziom - mówi Tomomitsu. - Nie odbudowujemy terenów zniszczonych przez tsunami, ale odbudowujemy ludzi tu, w Tokio. Przywracamy im wiarę w to, co robią. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli młodzi są zamknięci w sobie, wypaleni, jeśli żyją bez poczucia sensu, to jaka będzie przyszłość Japonii?
Tomomitsu Gashin od trzech lat późną wiosną organizuje kogen. "Ko" oznacza kierunek. "Gen" - źródło, początek. - W Japonii istnieje taki koncept: shogyo mujo, czyli zmienność rzeczy, przemijalność - tłumaczy mnich. - Uczymy się o nim już w czwartej klasie podstawówki. Ale to tylko teoria. 11 marca poznaliśmy shogyo mujo w praktyce. O 14.46 w Japonii zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy wyniosły 9 stopni - w 9-stopniowej skali Richtera. Pół godziny później Tohoku, północną część wyspy Honsiu, zalało tsunami wysokie na 40 metrów. Woda nie tylko zniszczyła domy, wyrzuciła na ląd kutry i porwała z autostrad uciekające auta, ale również uszkodziła systemy chłodnicze w jednym z reaktorów w elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi w prefekturze Fukushima. Reaktor wybuchł dzień później. Trzęsienie i tsunami zabiły prawie 16 tysięcy ludzi. Ponad 2,5 tysiąca do dzisiaj uznaje się za zaginionych. Z powodu Fukushimy około 300 tysięcy osób musiało się ewakuować. Teraz ludzie są gotowi na nasz przekaz: zatrzymaj się. Wróć do źródeł. Znajdź to, co początkowo cię napędzało. Spójrz, w tym momencie pracujesz, prowadząc ze mną wywiad - zwraca się do mnie Tomomitsu. - Ale czasem możesz się zastanawiać: "Po co to wszystko?". W przeszłości każdy z nas miał marzenie. Marzeniem dziennikarza może być informowanie o ludzkiej krzywdzie. Marzeniem mnicha może być ukojenie słowem. Przez lata zapominamy, czemu robimy to, co robimy. Gonimy za czymś, czego nie jesteśmy pewni. Myślimy, że zawsze będziemy mieć czas, żeby coś zmienić. Wypieramy się naszej śmiertelności.
W 2011 roku na kogen przyszło 70 osób. W 2014 - 2 tysiące. - Ułożyliśmy biznesplan - opowiada Tomomitsu, młodzi japońscy mnisi często studiowali w Stanach, robili tam MBA. - Do 2020 roku, kiedy Tokio będzie gościć olimpiadę, chcemy, żeby kogen odbywało się na całym świecie.
Ćwiczenie II. Zaufaj
Zanim został burmistrzem, Akira Sugenoya pracował jako chirurg specjalizujący się w leczeniu raka tarczycy. - W 1991 roku obejrzałem dokument o Czarnobylu. Zobaczyłem operację w szpitalu na Białorusi. Przez 20 lat praktyki zetknąłem się z pięcioma przypadkami raka tarczycy u dzieci. Tam były ich setki. Dwa miesiące później byłem w Mińsku. Zrobiłem kilka operacji. Pokazałem, jak ciąć, żeby zostawiać mniejsze blizny. Białoruscy lekarze nie mieli kontaktu z zachodnią medycyną. Przyjeżdżałem jeszcze siedem razy. W 1995 roku postanowiłem zostać dłużej. Utrzymywałem się z emerytury. Wróciłem po pięciu latach i kilku tysiącach operacji. Zostałem burmistrzem Matsumoto, mojego rodzinnego miasta w Alpach Japońskich. W 2011 od początku mówiłem: podawajcie jod, tak jak robiono to w Polsce po Czarnobylu. Rząd japoński nie chciał mnie słuchać. Oni nigdy nie słuchają tych z lokalnego szczebla. Teraz mówię: zadbajcie o dzieci. Przecież to nasza przyszłość. Nie można powiedzieć z całą pewnością, że przecieki z elektrowni Fukushima Daiichi powodują raka u dzieci. To prawda, znajdujemy teraz więcej przypadków zachorowań, ale możliwe, że w wyniku bardzo skrupulatnych badań, którymi objęte są wszystkie dzieci z zagrożonych terenów. Za wcześnie, by wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ale nie myślmy tylko o raku. Promieniowanie powoduje też inne problemy. Rodzice boją się wypuszczać dzieci na zewnątrz. Rośnie całe pokolenie młodych ludzi, którzy nie dotykają trawy. Którzy boją się zewnętrznego świata i którzy tracą nim zainteresowanie. To kim oni mają zostać w przyszłości? Jeśli mają siedzieć w zamknięciu, lepiej przysłać ich tutaj.
Sześciu mieszkańców Fukushimy postanowiło otworzyć w Matsumoto internat, do którego rodzice ze skażonych miejsc mogą wysłać na rok szkolny swoje dzieci. Założyli organizację, która zbiera pieniądze na wynajem domu, jedzenie, materiały szkolne i wynagrodzenie opiekunów. Dzieci chodzą do szkoły publicznej, mieszkają w domu z ogrodem, mają opiekunów, którzy są z nimi dzień i noc. Projekt wspiera burmistrz Sugenoya.
Po domu-internacie oprowadza mnie Hiroshi Ueki, 40-letni mieszkaniec Fukushimy, który postanowił nigdy tam nie wrócić. - W tym pokoju będzie spało sześcioro dzieci, a tu jeszcze czworo. Nie ma łóżek, na noc z szafy wyjmą sobie futony (cienkie materace) i rozłożą je na bambusowych matach. Na dole w oddzielnych pokojach śpią opiekun i opiekunka. Jest już kuchnia, remontujemy łazienkę. A tutaj, przy stole z widokiem na ogród i góry, będziemy jeść wspólne posiłki. W ogrodzie dzieci zasadzą warzywa. Wyślą je rodzicom do Fukushimy. Rodzice będą mieć pewność, że jedzą coś nieskażonego plutonem. Choć rząd zapewnia, że miasto jest bezpieczne, bo jest poza ewakuowaną strefą (elektrownia Fukushima Daiichi stoi w wiosce Okuma, prawie 100 kilometrów od miasta Fukushima), to liczniki Geigera pokazują co innego. A wiesz, kto jest najbardziej podatny na promieniowanie? Dzieci.
![[Obrazek: V3kjvfyu7n.jpg]](http://biqpin.com/user_file/img_big/V3kjvfyu7n.jpg)
Ćwiczenie I. Umierasz
Przed tobą leży 20 kartoników. Proszę, napisz na każdym nazwę czegoś, co jest dla ciebie cenne. Twoi rodzice, twoja żona, twój chłopak, dzieci, praca, twoje hobby, góry, natura. Tak, wiem, to zajmuje chwilę. Przy 12. kartoniku ciężko coś wybrać. Ale to może być nawet twój iPad. Gotowe? OK, teraz zamknij oczy. Zaczynamy historię o tobie albo o kimś bardzo do ciebie podobnym. Jest ciepły, słoneczny dzień. Wiosna, niedługo zakwitną wiśnie. Wracasz do domu po pracy, szykujesz obiad. Kiedy nakrywasz do stołu, przeszywa cię ostry ból brzucha. Myślisz: to przepracowanie, samo przejdzie. Ale kłucie w brzuchu nie mija przez cały tydzień. Źle śpisz. Umawiasz się na badania do szpitala. Czujesz, że dzieje się coś złego. Otwórz oczy. Spójrz na swoje karty. Wybierz jedną. Zgnieć ją i wyrzuć na ziemię.
Lekarz przekazuje wyniki. Masz raka. Z każdym tygodniem jesteś coraz słabszy. Nie możesz już dłużej pracować. Musisz gnieść kolejne karty i rzucać je na ziemię. To, co się z tobą dzieje, nie jest racjonalne. Bo świat nie jest racjonalny. Rzeczy mogą zostać zabrane przypadkiem. Wpadniesz pod samochód i stracisz nogi. Okaże się, że masz złośliwego guza. Albo przyjdzie wielka fala i zabierze ci rodzinę. Dlatego musisz pozbywać się kolejnych kart. Próbujesz jeszcze chemii. Wypadają ci włosy. Pojawiają się krwotoki. Przychodzi taki moment, kiedy zostajesz z czterema kartami w ręku. To pewnie twoja żona, twój syn, twoi rodzice, może pieniądze albo góry.
- Uczestnicy warsztatów nie są w stanie ich zgnieść i wyrzucić - mówi 31-letni mnich Tomomitsu Gashin z tokijskiej świątyni Jogyoji, który organizuje warsztaty umierania. - Zginają kartkę i odkładają na ziemię.
Pojawiły się przerzuty. Nie możesz podnieść się z łóżka. Zwiększasz dawkę leków. Coraz częściej budzisz się zlany potem w środku nocy i nie wiesz, gdzie jesteś. Chcesz odezwać się do ludzi, którzy stoją naokoło ciebie, ale jedyne, na co cię stać, to ściskanie dłoni kogoś, kto trzyma cię za rękę. Na stole zostaje jedna karta. Proszę, odetchnij trzy razy naprawdę głęboko. Raz. Dwa. Trzy.
A teraz weź jeszcze jeden wdech. Kiedy wypuścisz powietrze - umrzesz.
Zgnieć ostatnią kartkę.
- Czemu akurat ta kartka była dla ciebie najważniejsza? Czy dla innych, którzy razem z tobą robili to ćwiczenie, ważne są te same rzeczy? Czy doceniasz to, że masz 20 skarbów? Czy się nimi cieszysz? Czy je szanujesz? Czy nie za często skupiasz się na rzeczach, które są mało istotne? Co ostatnio zrobiłeś dla tych ludzi, którzy są dla ciebie najważniejsi? Kiedy ich ostatnio widziałeś? - pyta Tomomitsu. Po ćwiczeniach z umierania coś się w ludziach zmienia. Rodzice kończą wcześniej pracę, żeby pobawić się z dziećmi. Dzieci odwiedzają mamę i tatę mieszkających w innym mieście. Ludzie nie odkładają już rzeczy na później. Znamy tylko ten moment, w którym istniejemy. Nie ma nic poza nim.
- To jest energia, którą chcemy przekazać ludziom - mówi Tomomitsu. - Nie odbudowujemy terenów zniszczonych przez tsunami, ale odbudowujemy ludzi tu, w Tokio. Przywracamy im wiarę w to, co robią. Pomyśl o tym w ten sposób: jeśli młodzi są zamknięci w sobie, wypaleni, jeśli żyją bez poczucia sensu, to jaka będzie przyszłość Japonii?
Tomomitsu Gashin od trzech lat późną wiosną organizuje kogen. "Ko" oznacza kierunek. "Gen" - źródło, początek. - W Japonii istnieje taki koncept: shogyo mujo, czyli zmienność rzeczy, przemijalność - tłumaczy mnich. - Uczymy się o nim już w czwartej klasie podstawówki. Ale to tylko teoria. 11 marca poznaliśmy shogyo mujo w praktyce. O 14.46 w Japonii zatrzęsła się ziemia. Wstrząsy wyniosły 9 stopni - w 9-stopniowej skali Richtera. Pół godziny później Tohoku, północną część wyspy Honsiu, zalało tsunami wysokie na 40 metrów. Woda nie tylko zniszczyła domy, wyrzuciła na ląd kutry i porwała z autostrad uciekające auta, ale również uszkodziła systemy chłodnicze w jednym z reaktorów w elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi w prefekturze Fukushima. Reaktor wybuchł dzień później. Trzęsienie i tsunami zabiły prawie 16 tysięcy ludzi. Ponad 2,5 tysiąca do dzisiaj uznaje się za zaginionych. Z powodu Fukushimy około 300 tysięcy osób musiało się ewakuować. Teraz ludzie są gotowi na nasz przekaz: zatrzymaj się. Wróć do źródeł. Znajdź to, co początkowo cię napędzało. Spójrz, w tym momencie pracujesz, prowadząc ze mną wywiad - zwraca się do mnie Tomomitsu. - Ale czasem możesz się zastanawiać: "Po co to wszystko?". W przeszłości każdy z nas miał marzenie. Marzeniem dziennikarza może być informowanie o ludzkiej krzywdzie. Marzeniem mnicha może być ukojenie słowem. Przez lata zapominamy, czemu robimy to, co robimy. Gonimy za czymś, czego nie jesteśmy pewni. Myślimy, że zawsze będziemy mieć czas, żeby coś zmienić. Wypieramy się naszej śmiertelności.
W 2011 roku na kogen przyszło 70 osób. W 2014 - 2 tysiące. - Ułożyliśmy biznesplan - opowiada Tomomitsu, młodzi japońscy mnisi często studiowali w Stanach, robili tam MBA. - Do 2020 roku, kiedy Tokio będzie gościć olimpiadę, chcemy, żeby kogen odbywało się na całym świecie.
Ćwiczenie II. Zaufaj
Zanim został burmistrzem, Akira Sugenoya pracował jako chirurg specjalizujący się w leczeniu raka tarczycy. - W 1991 roku obejrzałem dokument o Czarnobylu. Zobaczyłem operację w szpitalu na Białorusi. Przez 20 lat praktyki zetknąłem się z pięcioma przypadkami raka tarczycy u dzieci. Tam były ich setki. Dwa miesiące później byłem w Mińsku. Zrobiłem kilka operacji. Pokazałem, jak ciąć, żeby zostawiać mniejsze blizny. Białoruscy lekarze nie mieli kontaktu z zachodnią medycyną. Przyjeżdżałem jeszcze siedem razy. W 1995 roku postanowiłem zostać dłużej. Utrzymywałem się z emerytury. Wróciłem po pięciu latach i kilku tysiącach operacji. Zostałem burmistrzem Matsumoto, mojego rodzinnego miasta w Alpach Japońskich. W 2011 od początku mówiłem: podawajcie jod, tak jak robiono to w Polsce po Czarnobylu. Rząd japoński nie chciał mnie słuchać. Oni nigdy nie słuchają tych z lokalnego szczebla. Teraz mówię: zadbajcie o dzieci. Przecież to nasza przyszłość. Nie można powiedzieć z całą pewnością, że przecieki z elektrowni Fukushima Daiichi powodują raka u dzieci. To prawda, znajdujemy teraz więcej przypadków zachorowań, ale możliwe, że w wyniku bardzo skrupulatnych badań, którymi objęte są wszystkie dzieci z zagrożonych terenów. Za wcześnie, by wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ale nie myślmy tylko o raku. Promieniowanie powoduje też inne problemy. Rodzice boją się wypuszczać dzieci na zewnątrz. Rośnie całe pokolenie młodych ludzi, którzy nie dotykają trawy. Którzy boją się zewnętrznego świata i którzy tracą nim zainteresowanie. To kim oni mają zostać w przyszłości? Jeśli mają siedzieć w zamknięciu, lepiej przysłać ich tutaj.
Sześciu mieszkańców Fukushimy postanowiło otworzyć w Matsumoto internat, do którego rodzice ze skażonych miejsc mogą wysłać na rok szkolny swoje dzieci. Założyli organizację, która zbiera pieniądze na wynajem domu, jedzenie, materiały szkolne i wynagrodzenie opiekunów. Dzieci chodzą do szkoły publicznej, mieszkają w domu z ogrodem, mają opiekunów, którzy są z nimi dzień i noc. Projekt wspiera burmistrz Sugenoya.
Po domu-internacie oprowadza mnie Hiroshi Ueki, 40-letni mieszkaniec Fukushimy, który postanowił nigdy tam nie wrócić. - W tym pokoju będzie spało sześcioro dzieci, a tu jeszcze czworo. Nie ma łóżek, na noc z szafy wyjmą sobie futony (cienkie materace) i rozłożą je na bambusowych matach. Na dole w oddzielnych pokojach śpią opiekun i opiekunka. Jest już kuchnia, remontujemy łazienkę. A tutaj, przy stole z widokiem na ogród i góry, będziemy jeść wspólne posiłki. W ogrodzie dzieci zasadzą warzywa. Wyślą je rodzicom do Fukushimy. Rodzice będą mieć pewność, że jedzą coś nieskażonego plutonem. Choć rząd zapewnia, że miasto jest bezpieczne, bo jest poza ewakuowaną strefą (elektrownia Fukushima Daiichi stoi w wiosce Okuma, prawie 100 kilometrów od miasta Fukushima), to liczniki Geigera pokazują co innego. A wiesz, kto jest najbardziej podatny na promieniowanie? Dzieci.



![[Obrazek: z9703857Q,Zniszczona_przez_tsunami_dziel...odniej.jpg]](http://bi.gazeta.pl/im/7/9703/z9703857Q,Zniszczona_przez_tsunami_dzielnica_Kesennumy_w_polnocno_wschodniej.jpg)
![[Obrazek: z10883603Q,Apokaliptyczny_obraz_japonski...zonych.jpg]](http://bi.gazeta.pl/im/3/10883/z10883603Q,Apokaliptyczny_obraz_japonskich_terenow_zniszczonych.jpg)
![[Obrazek: z16687932Q,Prace_przy_konstrukcji__scian...idowac.jpg]](http://bi.gazeta.pl/im/3c/a3/fe/z16687932Q,Prace_przy_konstrukcji__sciany_lodowej__majacej_zlikwidowac.jpg)