Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Dzisiejszy wpis nie powinien się tutaj zjawić, jednak zaistniało coś, co mnie skłania do zmiany postanowienia.
Wracam więc do roku 1983 lub 1984.
Było lato i całą rodziną wybraliśmy się do rodziny męża na wiejskie wesele- niedaleko Dobrego Miasta.
Biesiada weselna na jakieś 50 osób, jadło i napitek jak na dworze królewskim.
Sałatka jarzynowa, ryby różne, wędliny, szynki no i król polskich stołów czyli bigos.
Na odjezdne, szwagierka dała nam do bagażnika dwa słoje - takie 3 litrowe... w jednym sałatka a w drugim bigos.
Po powrocie do domu- dzieciaki wsiadły w sałatkę a ja- zmęczona- już nic nie chciałam.
Ale mąż przyniósł mi sporą porcję bigosu i powiedział : Jutro na nockę przygotowałem ci słoik z bigosem. jest w lodówce.
Po co ? Przecież jutro do pracy sama mogłam sobie jedzenie przygotować.
To dziwne. Pierwszy raz po wielu latach małżeństwa- był taki opiekuńczy.
Około północy obudziły mnie silne bóle w dole brzucha. Ale dopiero rano mąż wezwał pogotowie.
Zawieźli mnie na izbę przyjęć do gdyńskiego szpitala. Pobrali krew i zbadali też mocz.
W pustej salce z cewnikiem i kroplówką- przeleżałam kilka godzin. Pytam się lekarza kiedy mnie puszczą, bo ja muszę na nockę do pracy.
A on, że do pracy się nie nadaję bo właśnie odebrał wyniki i w moim moczu,
stan jakiś azotanów czy innego diabelstwa (nie pamiętam nazwy),
jest prawie dziesięciokrotnie więcej niż powinno być i spytał, co ostatnio jadłam lub piłam.
Powiedziałam, że wieczorem trochę bigosu, a on na to, żebym taki bigos wywaliła i nikomu nie pozwoliła go jeść bo może się coś złego zdarzyć.
Zapisał lekarstwa, wystawił L-4 na kilka dni i kazał dużo pić i często.... sikać .
"Niech pani sama sobie przygotowuje posiłki, bo te pani wyniki to trochę podejrzana sprawa" .
Było po dwudziestej gdy z chylońskiego dworca zadzwoniłam na nastawnię aby powiadomić, że nie przyjdę do pracy.
Okazało się, że już wszyscy wiedzą bo przed południem zadzwonił mój mąż i powiadomił, że jestem w szpitalu.
(Ciekawe skąd wiedział, że w tym szpitalu tak długo potrwa ?)
Do domu odwieźli mnie karetką chociaż czułam się o wiele lepiej.
Byłam głodna i spytałam męża o słoiczek z bigosem, to powiedział, że nie ma, bo chyba dzieciaki zjadły .
Dzieci zaprzeczyły bo swoim zwyczajem dobrały się do słoja z sałatką.
Na to mąż , że mam się położyć i odpoczywać a on zrobi mi coś do picia.
Ja wypiłam pół szklanki kranówy, którą sama sobie nalałam.
Starałam się to zdarzenie wyprzeć z pamięci (jak widać- nie udało się), gdyż podejrzewałam,
że mój wybranek, być może chciał mnie otruć...
Mam nadzieję, że moje podejrzenia nie były uzasadnione... ale lepiej dmuchać na zimne.
Od tej pory do pracy wychodziłam pół godziny wcześniej i prowiant do pracy kupowałam po drodze.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 12,811
Liczba wątków: 690
Dołączył: 28 Jul 2014
Reputacja:
592
Płeć: Mężczyzna
Ciekawa historia... Czytałem o takich przypadkach, więc wszystko możliwe. O ile przejawiał inne toksyczne zachowania to można by o to podejrzewać.
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
---- Część 1 -----
Czas na kolejne odległe wspomnienie...
To była końcówka 6-ej klasy szkoły podstawowej... lekcja polskiego z "kapo"- naszą srogą i nielubianą polonistką.
Wypisała na tablicy wyrazy z -a dokładnie- bez polskich liter ó,u, ż, rz, ć, ch, ... no wiecie o co biega bo u was pewnie było podobnie.
Mieliśmy z tymi wyrazami ułożyć wiele zdań złożonych.
No i zaczęłam.
Treść mogła być (i oczywiście była) - głupkowata , ale musiały tam być rymy i nie mogło być błędów ortograficznych, co by się Kapo nie przyczepiła.
Ale moje śmichy-chichy z koleżanką, nie umknęły uwadze naszej polonistce.
Podeszła, zabrała, przeczytała no i zadała mi karę. : skoro tak lubisz rymy to na początek września "Reduta Ordona" Mickiewicza na blachę ...
O zgrozo ! Całe wakacje z trzynastozgłoskowcem długim jak tasiemiec..! Przecież to niewykonalne !
Naukę wiersza zaczęłam zaraz po rozdaniu świadectw.
Lipiec miałam spędzić we Wrocławiu u mojej kuzynki ale książkę wzięłam ze sobą -to poczytam w pociągu.
.... za chwilę ciąg dalszy.....
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
-------- Część 2 --------
Jadąc pociągiem wyjęłam tomik i zaczęłam czytać .
W Gdańsku dosiadł się starszy pan i zapytał : pannica na wakacje jedzie ? do babci ? tak zupełnie sama ?
O widzę że panienka lubi czytać wiersze... a jaki wiersz naszego wieszcza lubi najbardziej ?
Ale mnie dziadek wkurzał swoimi pytaniami ...
Gdy powiedziałam, że czytam Redutę Ordona bo muszę za karę nauczyć się jej na pamięć- natrętny dziadzio wpadł w zachwyt.
Zapytał, czy czytałam "Syzyfowe prace".... bo tam jakiś uczeń recytuje Redutę na pamięć i czy ja też będę recytować przed cała klasą ?
Spytał się czy UMIEM się uczyć na pamięć a jeśli nie , to on mnie nauczy .
Nie pytając o zgodę, wziął mój tomik a mnie kazał przymknąć oczy i wyobrazić sobie, że jestem postacią (ordynansem) w tym wierszu.
Zapatrzyłam się w jeden punkt w przedziale i zaczęłam słuchać jak dziad czytał... a czytał pięknie.
Moja posłuszna wyobraźnia stała już na wzgórzu obok swojego jenerała, widziałam pole bitwy, blask wybuchów, słyszałam krzyki i jęki ginących żołnierzy ...
Gdy dziadek skończył, zapytał czy ma czytać jeszcze raz.. ale ja nie chciałam. Miałam załzawione oczy i gulę w gardle.
Tak się stało od słów:
" ..aż ręka w ładownicy
długo i głęboko szukała... nie znalazła.
I żołnierz pobladnął,
nie znalazłszy ładunku już bronią nie władnął,
i uczuł, ze go pali strzelba rozogniona
- upuścił ją i upadł... nim dobiją- skona..."
Dziadek wysiadł gdzieś za Tczewem, a ja wpiłam się w treść wiersza niczym hrabia Ugolino w czerep arcybiskupa...
Przez całe wakacje czytałam ten wiersz kilka razy dziennie i nawet nie zauważyłam, gdy umiałam go na pamięć.
We wrześniu, na którejś lekcji polskiego, Kapo spytała. No i jak tam twoja kara.. podukasz nam trochę ?
Poszłam do tablicy i zaczęłam deklamację "Reduty" przed cała klasą.
Gdy skończyłam, zobaczyłam, że oczy naszej polonistki są wilgotne.
Wstała z krzesła, spojrzała na mnie i powiedziała : "jak Radek... zupełnie jak Radek".
Dzisiaj, można mnie obudzić z głębokiego snu i zapodać początek wersu z któregokolwiek miejsca- a ja polecę dalej bez pomyłki.
Tak! Znam Redutę na wyrywki!
I nie tylko Redutę !
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Jakieś dwa tygodnie temu na messenger video, zagadała mnie moja dawna koleżanka z podstawówki z życzeniami świątecznymi,
ale pogadałyśmy sobie o wiele dłużej.
Prym wiodły wspomnienia... w końcu przez trzy lata siedziałyśmy w jednej klasie, w jednej ławce...
no i obie byłyśmy na liście najmniej lubianych klasowych koleżanek... czyli miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Podczas wspominek, byłyśmy poplute ze śmiechu.
Jedno takie coś wam tu opiszę :
Nasz nauczyciel od matmy miał dwie cechy, których nie sposób było nie zauważyć : był bardzo nerwowy i całkowicie łysy.
Nie pamiętam jego nazwiska ale ksywka "Łysy" wystarczyła.
W klasie była też uczennica o imieniu Danuta, dziewczynisko rude, piegowate, złośliwe, wysokie i silne.
Nawet chłopaki woleli jej w drogę nie wchodzić.
Mnie i mojej wspólniczce niedoli- zawsze potrafiła dokuczyć...
Szósta klasa, "Dzień Nauczyciela"...owa Danuta podchodzi do mojej ławki i podaje płaskie i wąskie pudełko owinięte w biały papier i przewiązane białą tasiemką.
Jak przyjdzie Łysy to macie mu to wręczyć, przeprosić w imieniu całej klasy i złożyć życzenia z okazji...
Tak też zrobiłyśmy.
Łysy się wzruszył , Gabryśkę to nawet pogłaskał po głowie, i.t.p.... a potem otworzył pudełko.
Długi grzebień z wieloma powyłamywanymi zębami a obok jakaś stokrotka czy inny chwast.
Ja z kumpelą miałyśmy do drzwi najbliżej i już po minucie schowałyśmy się w ubikacji piętro wyżej...
Co działo się w klasie- mogliśmy się jedynie domyślać.
Na przerwie poszliśmy do klasy po nasze torby a na nich kartka z naszymi nazwiskami i że natychmiast mamy się zjawić u dyra...
Więcej nie napiszę, bo wesoło nie było ale ciekawie też nie.
Były również inne wspomnienia ale o nich pisać nie będę bo mi trochę wstyd...
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...