Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 36 głosów - średnia: 2.72
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Powroty do czasów dawnych ...
#11

(03-02-2024, 16:26 )hogan napisał(a):  Kup sobie i śmigaj po Sopocie ubawa2
Popieram ubawa

Mnie bardzo kuszą elektryczne ubawa

[Obrazek: URT0WOo.jpg]
Odpowiedz
#12

Gdybym mieszkała na parterze a obok miała ścieżynę z gumowymi drzewami- to bym sobie kupiła -ale nie elektryczną, tylko taką gdzie trzeba machać nogą...

 Tymczasem wczoraj pojechałam do znajomej ...do Chyloni, do dzielnicy mojego dzieciństwa.... mijając starą prywatną piekarnię, poczułam zapach świeżego pieczywa.

 Jako dziecko byłam tam wysyłana po chleb.. czasem był jeszcze gorący , ale ja i tak obgryzałam t.zw dupki.
Wczoraj nie wytrzymałam... weszłam , kupiłam i zanim dotarłam do znajomej- skórki z obu dupek zostały skonsumowane.
 To może nie przystoi starej babie... ale niech mi ktoś zabroni być dzieckiem... ot tak, od czasu do czasu.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#13

Nikt Ci nie zabroni a jak ktoś skrytykuje, to znaczy że sam ma problem i Ci zazdrości.
Co do chleba, wczoraj kupiłam chleb w niby dobrej, prywatnej piekarni a tam... zamiast ziaren, to płatki
 owsiane a cały skład, to dla wielu nieznana tablica Mendelejewa...
 emulgator, cukier, stabilizator (guma guar E412 oraz karboksymetylocelulozę E466), syrop
 glukozowy, środek do przetwarzania mąki. Wyrzuciłam ten chleb. Może ktoś powie, że lepiej było
oddać biednym. Nie, nie zamierzam kogoś truć a do owej piekarni, wysłałam inspekcję, bo guma guar w
Polsce, jest zakazana w żywności  od ponad 10 lat.

Czy zjemy jeszcze w Polsce prawdziwy chleb ze sklepu... wątpię.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#14

Piekarnia o której  pisałam była  prywatna bo od mamy wiedziałam, że pracowali tam mąż i żona, brat i bratowa, dzieci i wnuki oraz bratanek. Nikogo nie dziwiły ich fotki w sepii na ścianach w części sprzedażowej.
 Czy wiszą tam do dzisiaj ? Za tydzień będę w Chyloni to wdepnę i się przekonam . Albo doszły nowe albo stare zniknęły .
No cóż to ponad pół wieku minęło.
Na zdjęciu z 2016 roku widać długą kolejkę ale "fotosik" mi szwankuje więc fotki nie wkleję

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#15

Piekarnia piekarni nierówna. Zwykle po smaku można poznać że tam jakieś gumy gumar.
Odpowiedz
#16

     Franc- pomidor post -1

Odświeżam wątek bo dzisiaj z rana naszły mnie wspomnienia -a szczególnie jedno- z czasów bardzo dawnych.
Pamiętam naszą sąsiadkę w ciąży z córeczką w spacerówce pilnującą swojej trzeciej córki.
 Ja więc musiałam mieć niecałe cztery lata bo jej najstarsza córka była moją rówieśniczką.

Chylonia wtedy była taką wsią bo u niektórych i drób i nawet  świnkę czy kozę za płotem można było zobaczyć.
 W tym czasie  po naszej ulicy chodził postrach dzieciarni. Nazywaliśmy go "Franc-Pomidor". 
Przezywaliśmy go i uciekaliśmy  a chłopcy to nawet rzucali w niego kamykami.
Ów człowiek był niski gruby, z garbem krzywymi rękoma i nogi miał koślawe , którymi dziwnie powłóczył.
 Dla nas, maluchów był jak potwór z baśni .

                                                               Nie komentujcie- będzie ciąg dalszy

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#17

Franc-pomidor post -2

Byłam nieco starsza gdy siedząc na murku przy płocie, chrupałam duży, suchy wafel tortowy.
Nawet nie zauważyłam jak Franc-Pomidor podszedł do mnie. Wtedy po raz pierwszy widziałam jego twarz  i jego oczy.
 Były łagodne... a on powiedział : Mała, daj masy.
Ułamałam spory kawał wafla i mu dałam a on podziękował.

 Opowiedziałam o tym mamie a tata przysłuchiwał się i powiedział, że tego pana nie wolno przezywać ani krzywdzić bo nie wiemy kim jest.

Czas mijał, ja miałam 10-12 lat gdy tata spytał mnie, czy pójdę z nim na pogrzeb bo zmarł p. Franciszek (nie pamiętam jego nazwiska)... przez dzieci zwany Franc-Pomidorem.
Poszłam !
Na cmentarzu żołnierze, milicjanci w mundurach ze sztandarem i gromadka starych ludzi. Rozbeczałam się wtedy .
Dopiero po powrocie tata opowiedział mi o tym człowieku. i znowu ryczałam...

                                            Poczekajcie na post końcowy.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#18

             Franc-pomidor  post 3 (opowieść mojego ojca)

Pan Franciszek był kapralem W.P. i pod koniec II wojny światowej zorganizował ucieczkę z sowieckiego obozu jenieckiego.
Kilku jego kolegów uciekło ale jego ruscy złapali.
Był poddany torturom ale nie pozwolili mu umrzeć , tylko wywlekli go na jakieś odludzie, może do tajgi aby umierał bez pomocy i w męczarniach.
Połamane ręce i nogi jakoś się zrosły i chyba myśliwy jakiś go znalazł i się nim zaopiekował.
Po zakończeniu wojny p.Franciszek wrócił do ojczyzny, do swojej zrujnowanej Gdyni-Chyloni i zamieszkał w domku swojego krewnego sąsiadującej z późniejszą fabryką musztardy na naszej ulicy.
Ów domek bardziej przypominał szopę niż budynek nadający się do zamieszkania.
Pan Franciszek nie dostał  żadnej pomocy od państwa... ani węgla na zimę, ani kogoś do oporządzenia owej zrujnowanej chatki.
Podobno starzy ludzie z okolicy podrzucali mu ubrania, płaszcz, buty, drwa do piecyka ale od władzy nic a nic  (jakby nie istniał).
Podobno ziemniaki i warzywa podkradał z okolicznych ogródków a ich właściciele specjalnie "NIC nie widzieli "... podkradał i z naszego ogrodu.
A dzisiaj pytam się samej siebie.
Czy można pana Franciszka nazwać bohaterem wojennym i co do cholery robiła ówczesna władza. ?
Jak sądzicie ?
Zapraszam do komentarzy .

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#19

Piękna i smutna opowieść ale tak niestety jest, że jak już niepotrzebny, to i zapomniany.
Takich wspomnień jest zapewne bardzo dużo i nawet jedna taka historia przypomniała mi się
tu, z Ornety. Jest taki pan, nie wiem jak się nazywa, który wygląda i zachowuje się jak
bezdomny. Jeździ starym rowerem z wózkiem i kiedyś w lato, siedział na trawie przy drodze.
Ja szłam na spacer z psem i go zobaczyłam. Przechodziło obok niego sporo ludzi ale nikt
nie reagował. Tylko ja podeszłam i zapytałam się czy wszystko w porządku, czy nic się nie
stało... uśmiechnął się i grzecznie podziękował, dodając, że tak tylko sobie siedzi.
Później dopiero dowiedziałam się, że ten człowiek jest dość bogaty, ma swoją willę w której
sam mieszka i w jakichś latach był mistrzem w szachach lecz dopadła go choroba psychiczna.
Od tamtej pory zaczął tak się właśnie zachowywać i od nikogo nigdy nie otrzymał pomocy.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#20

Nie mam tu pasującego wątku więc wejdę w ten, chociaż jest to powrót do czasów niekoniecznie aż tak dawnych...
 Było lato, jeszcze sprzed okresu obowiązujących maseczek i lateksów - więc wybrałam się do brata autobusem "S" (45 min jazdy).
Na następnym przystanku wsiadło babsko i usadowiło się po prawej stronie przy innym, równie dziwnym babsku...(sorki za epitety ale nie mam zamiaru niczego upiększać).
Jak tylko autobus ruszył - baby rozpoczęły dysputę i to wcale nie chodziło o kaczkę z jabłkami ale o całkiem inną kaczkę.
W stronę ówcześnie panującej partii płynęły słowa zachwytu i uwielbienia, i to tak głośno, że aż dziw, iż kierowca nie kazał się babom zamknąć.
Po jakiś dwóch przystankach, siedzący za nimi starszy pan chyba zakumał bazę więc postanowił się zabawić kosztem 
nie tylko owych pań ale i reszty pasażerów.
Nieproszony włączył się do dyskusji wychwalając naszego Donalda T. i wchodził owym paniom w słowo, gdy te próbowały go uciszyć.
Doszłam do wniosku, że właśnie zaczyna się Armagedon... ale był to zaledwie początek awantury.

Zaraz za Orłowem do autobusu weszła babeczka ze spacerówką a w niej śpiący , może 2 letni słodziak, 
który na odgłos awantury zaczął drzeć gębę.... i to była granica wytrzymałości pewnego pasażera z przodu,
 który przekrzykując dzieciaka oświadczył, że jak owe babcie nie zamkną pysków to on osobiście pobije je swoją siatką z ziemniakami.
 Zaskoczenie było wielkie ale dało skutek. Mnie śmiać się chciało a inni po prostu śmiali się na głos.
Babeczka z wózkiem wysiadła.
Na wysokości Gdyni Osobowej wysiadły obie baby i w autobusie nagle odkryliśmy, że od strony kierowcy płynie muzyka.
 Chyba w raju nie ma piękniej...
 Postanowiłam wtedy, że muszę sobie kupić coś, co zapoda mi muzę i zagłuszy hałasy w środkach transportu.
Następnego dnia w media Ekspert kupiłam sobie  bezprzewodowe "muszelki" oraz kartę pamięci , na która powgrywałam sporą porcję MP-3 z czasów mojej młodości... i od tego czasu, jeśli moja jazda ma trwać dłużej niż kwadrans- zabieram to cudeńko ze sobą.

[Obrazek: 86787437838336566484.jpg]

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości