Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Chciałam aby ten watek był zbiorem moich zapisków, zarówno tych, zbudowanych na wspomnieniach
jak i tych, które w całości opierają się na moich przemyśleniach i tych zbudowanych na fantazji.
Czasem bywam poetą ale z prozą nie jest mi po drodze.
Do tego mam niepełnosprawną klawiaturę, co daje prozatorski twór pełen błędów maści wszelakiej.
Tym razem kolejne wspomnienie -(czas przeszły), refleksje w trakcie pisania (czas teraźniejszy), oraz uciekające mi "polskie litery" lub spacja, będą wszędobylskie i grające na nerwach.
Ale nie poprawiajcie mnie, gdyż jestem świadoma swoich braków i niedociągnięć... i dobrze mi z tym.
Jeśli znajdziecie błąd ortograficzny... też go olejcie.
"Księżniczka Zosia"
Sytuacja jest autentyczna i nie jest wyjątkowa w naszym kraju.
Wykształcona matka, ciężko pracujący ojciec i jego mała księżniczka Zosia.
Typowa trzyosobowa rodzina z blokowiska.
Dziewczynka od najmłodszych lat była chowana w miłości i -nazwijmy to- przepychu.
Wystarczyło, że Zosia powiedziała "chcę" i nie było dyskusji.
Zakochany tatuś rzucił papierosy mama zrezygnowała z wizyt u fryzjera , bo "chcę" zaczęło rządzić w domu.
W ten sposób rosło dziewczę przekonane, że tak właśnie funkcjonuje rodzina.
Gdy Zosia poszła do podstawówki, spadł na nich pierwszy cios.
U matki zbyt późno stwierdzono nowotwór piersi i dziewczynka została tylko z ojcem, który nie wyrabiał finansowo.
Brał fuchy i kredyty, których nie miał z czego spłacać.
Zosia zaczęła nosić się na czarno, czarne włosy i paznokcie, czarne wargi, gruby czarny makijaż oczu... biżuteria w czaszki i piszczele.
Na rękach Zosi pojawiały się ślady cięcia ostrym narzędziem.
Ludzie sądzili, że w ten sposób okazuje żałobę po matce, ale ona nie zauważyła braku matki.
W szkole narastały problemy, bo dziewczynie nikt nie wpoił dyscypliny czy poczucia obowiązku, że o szacunku do nauczycieli- nie wspomnę.
Osiedle żyło tym, co zaobserwowało- Zosia natomiast zaczęła baczniej przyglądać się ludziom z osiedla.
Nie żałowała drwin osobom starszym czy biedniejszym a tych, którzy wprost potrafili jej "coś powiedzieć"- obrzucała wyzwiskami.
Zaczęła mieć pretensje do całego świata. Drugi cios na Zosię spadł, gdy była już osobą pełnoletnią (nie mylić z osobą dorosłą czy dojrzałą).
Ojciec spadł z rusztowania gdy pomagał przy budowie i został trwałym inwalidą...
Wraz z niskim zasiłkiem do ich domu zaczął zaglądać głód.
Nie było komu sprzątać, nie było za co kupić jedzenia opłacić czynszu i prądu , nie miał się kto zaopiekować kalekim ojcem.
Przecież Zosia do takich spraw nie miała głowy.
Przez całe młode życie szła po przysłowiowych płatkach z róż a przeszkody, które stawały jej na drodze były pokonywane przez rodziców więc Zosia wyrosła na emocjonalnego i społecznego kalekę.
Ojciec Zosi wylądował w jakimś przytulisku, mieszkanie zabezpieczył komornik na spłatę zaciągniętych kredytów a Zosią zajęła się jej matka chrzestna.
Czy skorzystano z porad psychologa- nie wiem, ale jedno wiem na pewno.
Zosia takiej porady by nie przyjęła.
Gdy wyprowadziłam się z blokowiska, Zosia była chodzącym i staczającym się na dno obrazem nędzy i rozpaczy.
W przypadku o którym napisałam, problemem było bezstresowe wychowanie i małpia czyli źle pojęta miłość rodzicielska.
Gdy kogoś kochamy omijając rozsądek- niszczymy przyszłość tych, których chcemy chronić.
Dziecko czasami powinno się móc pobrudzić, skaleczyć , popłakać czy poczuć się niekomfortowo.
W ten sposób uczy się, że życie obok niego, to nie tylko głaskanie po pupce...
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Wspomnienie z czasów zamierzchłych czyli wtedy, gdy byłam nastolatką. Zdarzenia autentyczne , tylko dialogi musiałam oprzeć na słowach osób , które były współuczestnikami owych zdarzeń.
1- Potrzeba czasu...
Sąsiedzi zza płotu... Typowa polska katolicka regularna rodzina z dwójką synów.
Co niedziela całą rodziną do kościoła, dwa razy w miesiącu kłótnie, zakrapiane imprezy, przemoc, kolędy, święconki... wszystko regularne.
Według tej rodziny można było aktualizować kalendarz i nastawiać zegarki.
Wzorowy ojciec rodziny trzymał porządek silną ręką... dostawało się żonie... dostawało się i chłopakom.
Starszy syn był bardziej bity bo ojcu się nie podobał.
"Ten, to chyba nie mój... dziwny i głupi jakiś ...tylko książki mu w głowie i nauka. Ja szkół nie mam i na porządnego obywatela wyrosłem".
Młodszy syn- ten, to na pewno był jego- wykapany tatuś.
Za dziewuchami się uganiał, piwko na jednym oddechu potrafił wypić a i grosz do domu skombinować umiał.
Jako młodzian - nie raz "pod celą" siedział... bo przecież "rok nie wyrok".
Mijały lata... Matkę gdzieś wywiało, starszy syn do miasta na studia pojechał a młodszy wraz z tatusiem dawali sobie jakoś radę czyli: "co ukradli- to przepili".
A to rower z cudzego podwórka, a to wycieraczki lub kołpaki z czyjegoś samochodu... nie pogardzili nawet odzieżą suszącą się w ogródkach.
Z naszych skromnych grządek przed domem ginęły warzywa i kwiaty.
Którejś zimy na święta przyjechał starszy syn... "studencina i pedał"... tak go ojciec w drzwiach powitał.: " A babę to ty jakąś już masz czy sam se gacie pierzesz ?
" Baby nie miał... chciał się pochwalić dyplomem z medycyny, planami na życie, złożyć życzenia, dać upominki gwiazdkowe, matkę powspominać.
Ale chyba przyjechał niepotrzebnie. IM lepiej bez NIEGO.
Wyjechał dwa dni później, bogatszy w rodzinne kpiny i przekleństwa ojca.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Część- 2
Minęły kolejne zimy...
Którejś z nich, syn hulaka nie wrócił z koleżeńskiej pijatyki... podobno "przyjaciele od flaszki" pobili go na śmierć .
Cała Chylonia żyła tym wydarzeniem.
Teraz w domu za płotem- cisza...
W domu, gdzie stary człowiek żył samotnie... bez emerytury, bez zasiłku, bez pomocy.
Podobno syn z wielkiego miasta pieniądze przysyłał ale na co szły..?- tego nikt nie wie.
Sąsiad mówił, że na prąd i inne opłaty- ale kto wie czy tak właśnie było..?
Moja mama zaniepokojona ciszą postanowiła zajrzeć do cichego i ciemnego domostwa.
Pogotowie było w pół godziny...
Stary, wygłodzony i odwodniony człowiek, od którego śmierdziało moczem- od kilku dni leżał w kuchni z zakrwawioną głową ale był przytomny.
Pomięta karteczka z adresem i telefonem zatknięta za ramą obrazu ze św. rodziną , stała się łupem mojej mamy.
Dzięki temu, syn - ten niekochany i wyklęty - przywiózł ręczniki, pidżamę, bieliznę i odnalazł ojca w szpitalu.
Kolację wigilijną zjadł z nami ale święta przeznaczył na sprzątanie domu swojego dzieciństwa.
Robił to, aby stary człowiek po chorobie mógł wrócić do godnego miejsca.
Tymczasem okazało się, że w mózgu jest jakiś krwiak i potrzebna skomplikowana operacja.
Syn najstarszy, znienawidzony ale lekarz pełną gębą ze znajomościami w szpitalu wojewódzkim- załatwił dla ojca- specjalistę od takich zabiegów.
Ten a nie inny lekarz miał operować jego ojca...!
Dziwiliśmy się, bo chyba przez łapówkę to musiał załatwić, bo przecież nie ma takich procedur...ale udało się.
Sąsiad po operacji wyszedł ale radę dawał sobie z trudem...
Dwa razy w tygodniu z Gdańska przyjeżdżał syn... uzupełniał lodówkę i robił, co tylko było ojcu trzeba.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Część -3
To była mroźna niedziela... Pan "doktór zza płotu" zaprasza na kawę : Proszę byście przyszli. Ojcu już jest lepiej a mamy sobie tyle do opowiadania.
Poszliśmy cała rodzinką, chociaż tata z początku się wzbraniał.
Przy stole siedział gospodarz domu, jakiś obcy mężczyzna no i "ten syn".
-Z tatą to państwo nieźle się znają ... a to jest Janusz, lekarz który operował ojca.
Janusz jest nie tylko neurochirurgiem... Janusz jest moim życiowym partnerem". -powiedział to na jednym oddechu, jakby się bał, że gdy przerwie wypowiedź - to jej nie dokończy...jak by się bał naszej reakcji ...lecz chciał to już mieć za sobą.
... Poznali się w szkole medycznej, zakochali się w sobie i od lat żyją ze sobą... mieszkają razem...
Ja nic nie rozumiałam... Jadłam makowiec i potem jabłecznik... pozwolono mi nawet na małą słabą kawę... bo przecież to TAKI WIELKI dzień..!
Najwięcej było wspomnień, przeglądania starych zdjęć, podziękowań...
Mama za wykonany telefon i wezwanie pogotowia- dostała czekoladki i wielki bukiet kwiatów... a co robił sąsiad..?
Spoglądał i uśmiechał się do syna i do pana Janusza potem przepraszał... za głupotę, która była mu życiowym przewodnikiem, za brak miłości, za klapki na oczach ...za wszystko...
Potem z oczami pełnymi od łez powiedział: "Wybacz synu... teraz wiem, że pedał to taki sam człowiek jak inni, może nawet lepszy.... tylko potrzebowałem czasu i cierpienia żeby to zrozumieć."
---------------
To działo się w czasach w PRL-u i nie znano wtedy określenia "GEJ"... przynajmniej tam gdzie mieszkałam.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
Opowieść o Przybyszu
Był człowiekiem znikąd... twarz miał ogorzałą...
(Rys szlachetny ją zdobił i uśmiech dyskretny).
Kark zmarznięty pod siwą ukrywał opończą
a na bosych stopach, mimo wielkich chłodów
- zniszczone i niemodne rzemienne sandały.
Kim był ten długowłosy i rudy wędrowiec,
który w płóciennej torbie co z ramienia zwisa
skrył wszystko co posiada: i tomik poezji,
i przedziwne jakieś płaskie zawiniątko,
i jeszcze ciemnego dwie kromki pieczywa.
Szedł spokojnie wsłuchany w wielkomiejską ciszę,
która tak rzadko gości w moim gwarnym mieście
i okiem smutnym łowił blask tęczowych świateł,
co na pachnących łapach świerkowych gałęzi
rozsiadły się wygodnie i jak każdej zimy,
niczym herold wieściły ważnych dni nadejście.
Na chwilę się zadumał i oczami powiódł
w stronę wieży ceglanej co od ponad wieku
kościelnych bram strażnikiem jest i opiekunem.
Tak wygląda Dom Boży ? Przyjazna świątynia ?
To miejsce, gdzie wędrowcom słów ciepłych nie skąpią
i przyjaznej gościny nikt nie śmie odmówić ?
Więc tam skierował kroki by ogrzać zmęczenie
i ciężar swej wędrówki zdjąć zziębniętych pleców.
Ale to co zobaczył- zbyt dziwnym się zdało...
Skąd tu tyle przepychu, tyle zbędnych złoceń ?
Czyżby do Domu Ojca kupcy znów się wkradli
by sprzedawać modlitwy i grabić sumienia ?
I czemu go tak wrogim witają spojrzeniem ?
Bo brudny...? Bo w ubogie przyodzian łachmany..?
Wyszedł i już nie wróci.... bo nie chce ni chwili
Tam pozostać, gdzie w Bogu- Boga tak niewiele.
Więc przysiadł niczym żebrak na kamiennym murku
by suchą pajdą chleba głód oszukać srogi,
by w szare ludzkie twarze spoglądać ukradkiem
a dzieciom kolorowe rozdawać uśmiechy.
Mógłby tak siedzieć dłużej, bo czas go nie naglił,
ni ciemna barwa nieba nie budziła lęku
ale mgła gęstniejąca i chłód przenikliwy
skłaniały do powrotu dziwnego przybysza,
włóczęgę, co przyszedł znikąd i tamże powróci.
Wiec pożegnał to miasto pachnące pieczywem,
tomik wierszy poety, co nie miał imienia
-jako dar- pozostawił na kamiennym murku...
Kroki swoje skierował w piątą stronę świata
i odszedł wolnym krokiem, znacząc ślad na piasku.
Chciał jeszcze głowę ogrzać,ale w zawiniątku,
którego strzegł tak pilnie -nie odnalazł glejtu,
gdyż ziąb - grudniowe na nim wykonał wyroki
i krąg świetlistej pełni- w szorstkie zmienił próchno.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Liczba postów: 911
Liczba wątków: 37
Dołączył: 26 Jul 2022
Reputacja:
246
Płeć: Kobieta
Zodiak: Zależy od pory roku...
To nie jest wiersz ale proza. (nie należy sugerować się podziałem na zwrotki)
1 - Siwa Starość
Krok po kroku - jak co dnia - w rozczłapanych łapciach,
szurając bezlitośnie po starym dywanie,
-wydeptuje swój mały i nudny codziennik "Siwa Starość" .
.. Najpierw pacierz na chorych, bolących kolanach
przed barwnym, papierowym obliczem Madonny,
...ciepłe mleko i bułka z świeżą margaryną,
garść tabletek, bo zdrowie - jak durszlak - dziurawe..
Tak właśnie "Siwa Starość" każdego poranka
celebruje swą wolność... smutną ale własną.!
Straciły na ważności przymusy... terminy...
Kalendarz od lat uśpiony w tym samym roczniku...
a bezrobotny budzik zbiera z cyferblatu
niepotrzebne nikomu leniwe minuty.
Tylko cisza drapieżna co za gardło ściska
i gorzka nieobecność drugiego człowieka
podsycają samotność ... dławią beznadzieją
i kradną z reszty życia bezcenne godziny.
Czasami -"Siwa Starość"- gdy już dzień się znuży
gdy zmroku bure oczy popatrzą zza szyby
-przymyka opuchnięte, zmęczone powieki
i czas próbuje cofnąć, wejść w krainę wspomnień...
barwnych, i czarno-białych, i tych starych - w sepii.
Wtedy spod sinych powiek ku wargom spłynęły
łzy ogromne, łzy zimne i ciężkie jak ołów...
Albowiem "Siwa Starość" to prządka okrutna
co na swym kołowrotku skręca -niczym przędzę
-wątłą, pustą i kruchą nić naszej przyszłości.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...