Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 3.13
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Czy pandemia spowoduje wzrost alkoholizmu?
#21

Być może dziś używa się innych określeń, bo nauka i doświadczenia ciągle idą do przodu, jednakże gdy byłam
terapeutką, to alkoholik był zawsze alkoholikiem, co najwyżej trzeźwiejącym i niepijącym a miano abstynenta
zawsze było dla tych, którzy nawet nie znają zapachu alkoholu.
Z tego co się zorientowałam, to moda owa o której wspominasz, przyszła do nas z Ameryki i Francji, to tam
wyszukują łagodnych określeń dla alkoholików ale z doświadczenia wiem, że dla alkoholików nie powinno dawać
się żadnej taryfy ulgowej.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#22

Nie wspominałem nic o łagodnym nazywaniu alkoholików, mało tego, jestem przeciwny tego rodzaju zabiegom, bo w tym przypadku należ nazywać rzecz po imieniu, dosadnie. Próbuję tylko powiedzieć, że mnie terapeuci mówili, że jest istotna różnica pomiędzy alkoholikiem trzeźwiejącym, a alkoholikiem niepijącym, czyli tym samym, między trzeźwieniem, a niepiciem. Dodatkowo spotkania rozpoczyna się, jak wiesz, swego rodzaju sprawozdaniem, zawierającym min. to czy zachowało się abstynencję, stąd pewnie te moje niefortunne stwierdzenie alkoholik-abstynent.
Odpowiedz
#23

Ok, wszystko w porządku. ubawa
Wracając do tematu, dziś policja spod mego bloku zabrała czterech robotników co remontują mój blok bo
byli pijani...

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#24

Hogan, z dawnych czasów wiem i pamiętam, że akurat picie wśród wszelkiej maści budowlańców było (vide: ja), więc tu raczej pandemia nie "zadziałała". Ale, może to moje subiektywne odczucie, zauważyłem wzrost wypadków drogowych spowodowanych przez pijanych uczestników ruchu.
I przepraszam za długą nieobecność, ale problemy z internetem. Tak na marginesie, czuję się jak w czasach modemów, ta prędkość foll  Jadąc klasykiem "Gimy nie znajo".
Odpowiedz
#25

Pracowali tu od czerwca, czyli pół roku a zgarnęła ich policja pierwszy raz, zbieg okoliczności? Jestem z tych ludzi, co nie wierzy
w zbiegi okoliczności. ubawa A że w budowlance piją, to także wiem.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#26

Być może to faktycznie nie był przypadek, ale policja sama od siebie raczej nie kontroluje ekip budowlanych, remontowych. Ja skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że albo ktoś ich przyuważył jak piją, albo rozmawiał z nimi i wyczuł alkohol.
Odpowiedz
#27

Wszystko możliwe, aczkolwiek jak wezmę wszystko do kupy, to mam otoczenie obecnie samych alkoholików.
Jeszcze w tamtym roku tego nie odczuwałam, mimo że na ławce zawsze pijaczki siedzieli ale do nich chyba każdy
się przyzwyczaił. Natomiast burdy, pijaństwo, wrzaski, w mieszkaniach, są od tego roku. Tak samo sprawa
budowlańców a nawet też dzieci. W tym roku upatrzyli sobie miejsce na torach. Tam się spotykają całymi
grupami i... piją. Tak jak sąsiadka, której wcześniej nigdy pijanej nie widziałam a teraz nigdy nie widzę jej trzeźwej.
Przykładów mam całą masę, że spożycie alkoholu znacznie się zwiększyło.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#28

Raczej nie zwracałem na to wcześniej szczególnej uwagi, ale po głębszym zastanowieniu, muszę przyznać, że, jako pracownik sklepu (niespożywczego), zauważyłem "poranne" drżenie rąk u większej ilości klientów. Może nie tyle nie zauważyłem, co nie wiązałem tego z pandemią. Na początku, w marcu i kwietniu, więcej się mówiło o tym, że kwarantanna, czyli dłuższe przebywanie ze sobą w mieszkaniu, może przyczynić się do zwiększonej ilości rozwodów i bardziej zwracałem uwagę, która znów może być wolna oczko
Ale wracając do meritum, problem już jest, będzie się nasilać. Pytanie: jak bardzo i jak szybko.
Odpowiedz
#29

(11-12-2020, 21:57 )hogan napisał(a):  Zastanawiam się nad tym, obserwując otoczenie. Dawniej, czyli przed wirusem, ludzie wychodzili w plener, organizowali spotkania, wyjścia
do kina, teatru czy choćby na basen czy siłownię.
Teraz większość siedzi w domu i słyszę dookoła w blokach same imprezy. Być może legalne, w sensie że liczba ludzi jest
dozwolona i zachowują odstęp ale alkohol się leje i słuchać zewsząd głośną muzykę, krzyki, itd.
Wcześniej tego na moim terenie gdzie mieszkam, nie zauważyłam, jedynie wałęsający się tzw. "tani pijaczki".
Co o tym sądzicie? fizja5
W swoim sąsiedztwie tego nie zauważyłem. Ludzie pracują, zajmuja sie swoimi domami i obejsciem. Ale tez nie wszystko widze i nawet nie chciałbym widzieć. Faktem jest że ludzie potrzebują rozrywki, a ta została im odebrana. Alkohol jest najprostszą formą rozrywki, niewymagającą wysiłku intelektualnego i fizycznego, dlatego część ludzi tak chetnie po niego sięga. Nie potrafią sobie wypelnic wolnego czasu, którego obecnie maja nadmiar. Przyzwyczajeni do tego ze wszystko można kupić lub zostaje im to podane na tacy nie maja pomysłu na zabicie nudy. Dziś widać jak bardzo i jak wielka część społeczenstwa to wymóżdżona masa ktora tylko czeka aż ktos nimi pokieruje i powie co mają ze swoim życiem i czasem zrobić. To smutne
Odpowiedz
#30

East, jestem typem człowieka co nigdy nie zwraca uwagi na ludzi, chyba że na ulicy ktoś się ukłoni, to odpowiem
czy nawet chwilę porozmawiam. Do dziś nie wiem jak moi sąsiedzi się nazywają i w ogóle praktycznie nic o nich
nie wiem. Jedna sąsiadka, z którą jestem w bliższej komitywie(pomagamy sobie nawzajem, np. oni teraz mieli
kwarantanną, to chodziłam na spacery z ich psem lub ona wyjeżdża często do córki do Niemiec, to też wtedy
opiekuję się jej domem i psem a ona tak samo jak byłam w szpitalu, to miała moje klucze i wychodziła z psem ale
nie tylko w tym sobie pomagamy. Może to być choćby pożyczenie młotka czy uszyję jej coś ładnego, itd.) dostarcza
mi różnych informacji o ludziach mieszkających w pobliżu. Ogólnie też to mnie nie interesuje ale czasem niektóre
informacje okazują się przydatne, np. że jedna sąsiadka ma prywatną firmę ubezpieczeniową a druga pracuje
na kuchni w restauracji i wtedy wiem do kogo się udać gdy potrzebuję takich rzeczy, bo jestem tu "nowa".
Do czego dążę... do tego, że nie zwracam uwagi na to co ludzie robią, to ich sprawa i mi nic do tego ale jeśli
codziennie spotykam sąsiadkę, która zawsze była elegancką kobietą, pachnącą niszowymi perfumami(zwracam
na to uwagę, bo sama mam na tym punkcie bzika) a z dnia na dzień zmienia się w "kapciarza" śmierdzącego
alkoholem, no to nie da się tego nie zauważyć, tej zmiany. Próbowałam z nią porozmawiać, żeby coś wyciągnąć, bo
pomyślałam, że może ma problemy i mogłabym jej jakoś pomóc ale "mój wywiad" na nic się zdał, bo jej rozmowa
kończy się na tym, że się spieszy albo zapyta o której sklep otwierają... a chodzi o kupienie alkoholu, od rana.
Czy też wspomniane dzieciaki na torach. Są zagrożeniem dla innych i dla samych siebie a tu niestety jest taka
mentalność, że nikt tego nie zgłosi, bo wszyscy znają się od dziecka. Jak ja bym to zrobiła, to mogę być pewna, że
nie przespałabym spokojnie ani jednej nocy, bo zrobiliby wszystko aby mi życie "umilić".
Na to też mam przykład. Dwa piętra wyżej mieszka dyrektor placówki opiekuńczej i dwie nastolatki uciekły. On je
znalazł i miał obowiązek powiadomić policję. Już następnej nocy, samochód miał do kasacji, bo go zdemolowały.
Tu kolejny przykład z tym związany- nikt i nic nie słyszał, rzecz jasna. Można więc słyszeć, obserwować ale trzeba
siedzieć cicho jak samemu chce się mieć w miarę normalne, spokojne życie.
Z tym drżeniem rąk... może wydawali ostatni grosz? ubawa
Problem będzie się nasilał i dziwi mnie to, że rząd jeszcze tego nie zauważa, bo to posypie się jak ziarna maku, lawinowo.
A co najgorsze, to Ci co płacą podatki, będą potem dokładali się do leczenia takich ludzi...

Izydor Hrabia Psinka(chyba już wiem skąd i dlaczego taki nick, wcześniej się nad tym nie zastanawiałam), owszem, taka
sytuacja czy sytuacje są bardzo smutne i tak jak wspomniałam pisząc do East'a, problemem powinien się rząd zainteresować.
Powinni pomyśleć do czego to dąży. Pełna zgoda, co do nadmiaru wolnego czasu i stąd pojawia się konflikt człowiek- alkohol.
Jest jeszcze coś. Ludzie tracą pieniądze, przechodzą załamania nerwowe, rodziny upadają a najbliżsi stają się dla siebie
wrogami. Też stałam się więźniem we własnym domu ale radzę sobie z tym inaczej. Moja wyjścia ograniczają się do
spacerów z psem, raz na tydzień zakupy i codziennie na odludziu "maraton". Tak nazywam moje bardzo długie marsze i nie
tyle co dla poprawy kondycji, co dla nauki oddychania. To bardzo istotne w dzisiejszym okresie, bo nikt z nas nie wie czy
nie znajdzie się pod respiratorem. Kłopot w tym, że mało kto potrafi oddychać pod takim urządzeniem i w czasie snu
wielu kończy życie. Trzeba nauczyć się oddychania jak w jodze. Czyli wciągamy powietrze nosem i wypuszczamy buzią.
Tak abyśmy czuli jak wciągane powietrze napełnia nam płuca, jak dosłownie brzuch "chodzi" przy takim oddychaniu.
W ten sposób zabezpieczymy się na przyszłość na wszelki wypadek gdyby było nam dane oddychać przez respirator.
Można też zastosować inne techniki. Można kupić sobie mini respirator domowy i w ten sposób uczyć się oddychania.
Czy też można zrobić z rurki i butelki z wodą. Spotkałam się z opinią oddychania także z pomocą torebki foliowej ale
osobiście takiej metody nie polecam, bo wdychamy to samo co wydychamy.
Wszystko to smutne i przerażające ale mamy jeszcze trochę możliwości aby jakoś sobie z tym wszystkim radzić.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości