05-11-2020, 16:47
Oj tam...
Nie konie ale krowa. Wybiegła z gospodarstwa zza drzew bo się wystraszyła przy dojeniu (wg gospodyni).
Nie miałem czasu na reakcję. Jedynie odbiłem w lewo. Krowa wybiegła za drzew, z gospodarstwa z prawej. Niestety nie udało się jej ominąć. Widok sunącej krowy na kolanach po asfalcie pamiętam do dziś. Bardzo mi jej szkoda. Żona (Wtedy jeszcze nie żona. Tylko randkowaliśmy) ze szkłami od szyby i sierścią krowy na policzku. Najpierw przyjechał weterynarz, potem policja i na koniec karetka. Zajebista kolejność. Krowę uśmiercili, potem przyszłą żonę odwieźli do szpitala a mnie zatrzymali na miejscu zdarzenia do wyjaśnień. Zajebiście się wtedy czułem. Na szczęście znajomi to widzieli i przekazali wiadomości ze szpitala że wszystko ok i przywiozą "Żonkę" do domu.
Co do samochodu to podobne uszkodzenia. Cały przód i cały bok. Ale kiedyś robili solidne auta i został naprawiony (Polonez "Borewicz"). Służył później jeszcze długo.
Miło wspominam ten pojazd. Sytuację oczywiście nie miło. Ale miałem ich sporo więc był czas przywyknąć. Zresztą przy takiej ilości przejechanych kilometrów trudno nie mieć zdarzeń...
Nie konie ale krowa. Wybiegła z gospodarstwa zza drzew bo się wystraszyła przy dojeniu (wg gospodyni).
Nie miałem czasu na reakcję. Jedynie odbiłem w lewo. Krowa wybiegła za drzew, z gospodarstwa z prawej. Niestety nie udało się jej ominąć. Widok sunącej krowy na kolanach po asfalcie pamiętam do dziś. Bardzo mi jej szkoda. Żona (Wtedy jeszcze nie żona. Tylko randkowaliśmy) ze szkłami od szyby i sierścią krowy na policzku. Najpierw przyjechał weterynarz, potem policja i na koniec karetka. Zajebista kolejność. Krowę uśmiercili, potem przyszłą żonę odwieźli do szpitala a mnie zatrzymali na miejscu zdarzenia do wyjaśnień. Zajebiście się wtedy czułem. Na szczęście znajomi to widzieli i przekazali wiadomości ze szpitala że wszystko ok i przywiozą "Żonkę" do domu.
Co do samochodu to podobne uszkodzenia. Cały przód i cały bok. Ale kiedyś robili solidne auta i został naprawiony (Polonez "Borewicz"). Służył później jeszcze długo.
Miło wspominam ten pojazd. Sytuację oczywiście nie miło. Ale miałem ich sporo więc był czas przywyknąć. Zresztą przy takiej ilości przejechanych kilometrów trudno nie mieć zdarzeń...






A mi w sercu tak się go żal zrobiło... bo co on winny, że nie żyje na wolności...
