Z rozmowy wynika, że Kaczyński postrzega rzeczywistość jak scenariusz westernu, gdzie nie ma innych kategorii i odcieni poza dobrem a złem. Osobliwie dobre jest wszystko, co firmuje PiS, a złe – knowania opozycji, zagranicznych ośrodków i mediów, które nie są polskie, a powinny być.
Świat otaczający Polskę jest jak Dziki Zachód pełen złoczyńców: koniokradów, niemoralnych łowców głów oraz Indian, którzy nienawidzą naszego stylu życia. Każde wybory to zaś ostateczna bitwa o wszystko. W wizji Kaczyńskiego w 2020 roku w rolę szeryfa wcielił się Andrzej Duda i na jakiś czas pogonił rewolwerowców.
Wywiad Kaczyńskiego: o samotnym szeryfie z potężną armią
„Wygraliśmy mimo walki na zasadzie jeden przeciwko wszystkim, przy niezwykle ostrej kampanii, często łamiącej wszelkie zasady” – mówi PAP Kaczyński.
I dodaje: „Działał potężny, wydaje nam się, że także inspirowany z zewnątrz front medialny, a także front różnego rodzaju nadużyć, łamania prawa. Polegał przede wszystkim na masowym niszczeniu banerów z wizerunkiem Andrzeja Dudy”.
W opowieści Kaczyńskiego nie istnieje docierająca do kilku milionów wyborców TVP Jacka Kurskiego, która na swojej antenie prowadziła 24-godzinną agitację wyborczą za Andrzejem Dudą. Nie ma „Wiadomości”, które dzień w dzień jeszcze podkręcały tę propagandę i w pigułce podawały odbiorcom. Łamały przy tym wszelkie możliwe dziennikarskie standardy, za to w czołobitności
wypełniały standardy północnokoreańskie.
Również z TVP pochodzi dość fantastyczna opowieść prezesa PiS o masowej akcji zrywania banerów Andrzeja Dudy. W bardzo ostrej kampanii wyborczej po obu stronach sporu był to akurat wątek, który nie pojawiał się nigdzie poza „szokującymi i pilnymi” doniesieniami TVP Info.
Cytat:Co każe zadać pytanie, czy lider obozu rządzącego Polską ogląda i czyta coś więcej poza własną propagandą.
Wydaje się jednak, że szef Prawa i Sprawiedliwości jest osobą wystarczająco przenikliwą, by zdawać sobie sprawę z wewnętrznych sprzeczności obrazu kampanii, który odmalowuje w rozmowie z PAP. Z jednej strony mówi bowiem o samotnej walce Dudy, z drugiej – z podziwem podkreśla zaangażowanie całej machiny państwa w reelekcję prezydenta:
„Widoczny był premier Mateusz Morawiecki; bywało, że odwiedzał 11 powiatów jednego dnia. To było zadanie trudne fizycznie, ale premier ma kondycję sportowca, mimo że w wieku nie jest już sportowym” – mówi Kaczyński.
I wylicza: „Bardzo ważna była też aktywność naszych posłów, senatorów, samorządowców, a także osób, które nie pełnią jakichś funkcji, są w centrali, albo ludzi, którzy postanowili się zaangażować ten jeden raz.
Cytat:Razem to była mocna armia, która dużo zdziałała”.
Tak więc Andrzej Duda zarazem był samotny i stała przy nim najpotężniejsza armia w westernowym uniwersum prezesa Kaczyńskiego. Zapewne już tylko przez skromność szef PiS nie wspomniał o
akcji z wozami strażackimi, o
rozdawaniu czeków samorządowcom oraz SMS-a o głosowaniu, którego kilkudziesięciu milionom Polaków wysłało w ciszy wyborczej Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
Młodzi jeszcze zbyt głupi, ale wkrótce zmądrzeją
Radość z triumfu Dudy zaburza prezesowi Kaczyńskiemu tylko jedna rzecz: wynik wśród młodych, którzy w ogromnej większości poparli Rafała Trzaskowskiego. Prezydent
dostał wśród nich jedynie 36 proc. głosów, kandydat opozycji 64 proc.
Skąd tak zły wynik w tej grupie? Kaczyński ma prostą odpowiedź: to wszystko przez to, że młodzi są… młodzi. A więc w opowieści prezesa naiwni, podatni na manipulację i socjotechniczne zabiegi. To wszystko sprawiło, że dali się łatwo wykorzystać.
„Nie można lekceważyć wpływu mediów czy opiniotwórczych ośrodków na młodych ludzi, którzy są z natury rzeczy mniej doświadczeni życiowo, nie mają we własnych życiorysach wielu elementów porównawczych, które mają starsi. Dlatego mogą być podatni na rozmaite działania perswazyjne” – mówi Kaczyński.
Cytat:Recepta lidera obozu władzy na odzyskanie tej grupy wyborców jest więc genialnie prosta: młodzi po prostu muszą się zestarzeć, a kiedy już będą starzy, wtedy zagłosują na PiS.
Kaczyński nie bierze pod uwagę, że być może na postawy najmłodszych wyborców miała wpływ prymitywna nagonka na osoby LGBT, z której media robiące kampanię Andrzejowi Dudzie uczyniły swój znak rozpoznawczy.
Jak wynika z sondażu OKO.press, aż 68 proc. najmłodszych wyborców popiera związki partnerskie, a 50 proc. równość małżeńską (49 proc. jest na „nie”).
Według prezesa, rzecz jasna, żadnej nagonki na mniejszości nie było, a Polska to wyspa wolności. To również wpisuje się w westernową wizję świata Kaczyńskiego:
Cytat:na Dzikim Zachodzie także przecież panowała wolność, o ile ktoś był silnym, heteroseksualnym mężczyzną, dobrze strzelał, potrafił upolować bizona i miał odrobinę szczęścia.
A inni, ci w mniejszości? No cóż, Kaczyński i tutaj ma swoją teorię:
„Nie widzimy powodów, aby mniejszości, w niektórych przypadkach to są grupy liczone w promilach, miały narzucać kulturę, sposób bycia, kształt społeczeństwa całej reszcie. To są objawy jakiegoś poważnego zaburzenia. Nie chcemy pouczać innych, ale też nie chcę, aby nas pouczano”
– mówi prezes.
To znów podejście ze świata starych westernów, gdzie dobry Afroamerykanin to potulny Afroamerykanin, a najlepsi Indianie to ci, którzy współpracują z białymi, jak Winnetou z Old Shatterhandem w powieściach Karola Maya. Każdy bunt mniejszości należy natomiast stłumić, bo to uzurpacja „grupy liczonej w promilach”, która chciałaby „narzucać styl bycia całej reszcie”.
https://oko.press/polska-jako-western-an...zynskiego/