Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 23 głosów - średnia: 2.91
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

moje, kiepskie
#21

Daj cos jeszcze Hall ubawa
Swojego ubawa
No daj ubawa
Odpowiedz
#22

"Stróżu mój ty zawsze... ostatnia szansa "

--Zrób to!
-Nie, nie dzisiaj.
--zrób, od lat odkładasz, sam tego chcesz, ale się boisz!
-Nie dziś, dzieci są w domu, Magda powiedziała, że mam im śniadanie zrobić.
--Wykręcasz się jak zawsze, zrób to ! Wstawaj i do łazienki!
-Nie teraz, później, jak dzieci wyjdą do szkoły
--Nie, teraz, zaraz! Weź nóż i idź do łazienki, już wszystko mamy obmyślone.
-Dzieci są w...
--Milcz tchórzu, dość tego, woda do wanny, zapomniałeś? Woda!
--Ma być gorąca, dużo gorącej wody, rozbieraj się i właź do wanny!
-Nie, zrobię to w ubraniu... dzieci.
--Właź w ubraniu, szybko! Gorąco jak cholera.
-Sam mi kazałeś, zawsze wszystko mi kazałeś robić...
--Milcz... zaraz się przyzwyczaimy, nóż... gdzie nóż?!
--Trzymaj dłonie pod wodą, nie zachlap Magdzie łazienki... .
-Będzie cholernie bolało...
--zamilcz! Zrób to !
--Zamknij oczy, oddychaj spokojne, tnij! Tnij!

-hahaha nie boli, patrz, jak leci, woda robi się czerwona...
-Zimno, czemu jest tak zimno, to nic

--zamknij oczy, oddychaj, myśl o czymś... pamiętasz ten pierwszy raz... .

-Ciemno, czemu tu tak ciemno? Korki wysiadły.
--Nie, jesteśmy już tam... tu zawsze tak
-gdzie tam? Co to za miejsce? Jestem martwy?

--Tak, ja teraz odchodzę.

-jak to odchodzisz, byleś ze mną zawsze, od kiedy zacząłem myśleć...
-miałeś być ze mną... Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój...
-miałem co wieczór powtarzać...

--stałem, byłem zawsze... teraz moja rola skończona.

-Nie, masz być tu ze mną, potrzebuje cię, teraz bardziej niż kiedykolwiek...

--Zamknij się, tu już nic nie mogę zrobić, ty jesteś już w ciemnościach i los twój będzie rozstrzygnięty.

-Zostań, nie chce być sam, zostań.

--muszę wracać, myślisz, że byleś jedyny... mam innych pod moją ochroną. Nigdy nie byleś jedyny, byleś zły!

-Byłem taki, jakim mi kazałeś być, zawsze słyszałem twój głos. Zawsze, mówiłeś ... zabij

--Nie! Byleś taki jaki miałeś być, ja pokazałem ci drogę, ochraniałem, teraz moja rola skończona.

-Zatrzymaj się!... nie odchodź!....

Sam, teraz jest ciemność, jestem sam.
Ale ... ten teraz spokój, jaki mam w sobie... gdzie ten uporczywy pisk w głowę, nie ma go.
Mogę myśleć, ale myślę sam, nie ma go, to był syk węża. Teraz jestem wolny.
Ta ciemność... ale mały punkt, to przecież jest światełko, takie małe, a może tak daleko?
Pójdę tam, stoję, ale...? Idę... jak szybko jak łatwo, ale inaczej...
Idę czy płynę w powietrzu, nie czuje ciała, nie słyszę nic. Czym jestem, kim jestem?
Szybciej, o ... jak szybko się poruszam, haha czego się tak bałem, ja przenoszę się w powietrzu, frunę.
Stop! Jestem już blisko, co tam jest? Co to za światło, brama nieba, jestem prawie w niebie?
Nikt nic nie wie... czy się udało? Idę.
Muszę szybciej, żeby nikt mnie nie zatrzymał, szybciej...
Jestem!
Nie... to nie niebo... to łazienka, jestem tam na dole w wannie, tyle krwi. Mojej krwi.
Ci ludzie, policjanci, ten w białym fartuchu, lekarz, czemu nic nie słyszę? Unoszę się nad nimi
tuż pod sufitem, widzę ich, ale nic nie słyszę.
Dzieci!!! Nie chce by, mnie teraz zobaczyły,
jestem w pokoju, stoi tutaj jakiś policjant, ma w ręku mój portfel, krzyczy cos do innych.
Czuje jakby wibracje powietrza, ale nic nie słyszę.
Policjant wyciąga z portfela zwitek banknotów, chowa szybko do kieszeni.
Kiedyś... ale nie teraz, nie czuje nic, żadnej emocji.
Dzieci nie ma w sypialni... to dobrze.
Łazienka... wyciągają mnie z wanny, położyli na czarnym otwartym worku...
Spojrzałem na otwór z którego ...
Sparaliżował mnie strach, co to jest?
Przerażająca twarz, patrzy w bezruchu na mnie.
Uciekam z oczyma... nie potrafię, on zmusza mnie, by patrzeć tej zjawie w jego gadzie ślepia.
Patrzymy na siebie, on świdruje moje oczy ... przeleciało mi całe moje życie, złe i dobre chwile.
Było ich tak niewiele tych dobrych. twarze zabitych, pieniądze, krew, to ma być całe moje życie, a gdzie jest ... ?
Patrzy mi się w oczy,
teraz... rozumiem, rozmawiamy... .
--będziesz teraz wśród nas... na zawsze. Żyłeś trzy razy, zawsze tak samo... teraz jesteś u nas
--Nie narodzisz się po raz czwarty
--popatrz, pożegnaj się i chodź, inaczej zabiorę cię, zadam jeszcze większe cierpienie aniżeli te, które i tak otrzymasz...
Zrozumiałem, że będę płacił za moje czyny... nigdy nieskończony rachunek.
Wszedł policjant, w ręku trzymał butelkę wody .
Ktoś zapinał worek, tuż przed końcem zatrzymał się, ten z butelką, uśmiechnął się, powiedział coś i wylał mi zimną wodę na czoło...
Przeżegnał się, z cynicznym uśmiechem.
Poczułem to! Poczułem lodowaty chłód na czole na twarzy...
--Ruszaj się, już czas!
Spojrzałem na loch w ścianie... był pusty.


---Ruszaj się, wstawaj, zaspałeś! Nigdy nie dotrzymujesz słowa! Wstawaj do cholery i obudź dzieci... .
To była pochylona nade mną twarz Magdy...
Byłem w piekle, a obudziłem się w niebie.
Uciekłem, czy w nim zostałem?
Czwartą szansę dziś dostałem?
Teraz już wiem... złego słuchałem.

Odpowiedz
#23

Śpioch i leń patentowany ubawa2

Fajne!

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#24

Dopiszę trochę, na pierwszą część Twoich słów Hall, jeśli pozwolisz. mogę?

Ciemna i ciężka kropla się pochyla.
Purpurowa linia życia nieśmiało się się zniża amplituda dnia.
Niczyja, a przecież zawsze moja.
Po tamtej stronie Anioły się niecierpliwią, tu nad stołem ktoś się pochyla.
Sterylne ściany, białe, czyste i przezroczyste, zmyć chcą, a może tylko próbują,
wszystko to, co życiem się zwie.
Dookoła światło, błysk, miliony gwiazd, tysiące volt, tu kropla ciemna, powolna purpura.
Bal się skończył, zdjąć maski pora.
Hałas, zgiełk, słychać wrzask ptaków. Ktoś gdzieś idzie, drepcze, śpieszy się, przepycha.
Stop, dzień się zaczyna, jest spokój.
Odpowiedz
#25

Słońce, znowu słońce.
Powinno radość dawać, daje tylko mroku zakończenie.
Noc skończona, co zrobiłem, komu oczy zgasły,
ucichło o litość skomlenie?
Słońce oczy razi, co zrobiłem?
Znowu głosy były, posłuchałem.
W noc wyszedłem, znów zabiłem.
Miał być anioł, diabłem się okazał,
to, co robię,
taką drogę mi pokazał.
Słońce...
To nie byłem ja, ta krew, przerażenie w oczach ofiar.
Bez litości, zmiłowania, jak szaleniec... bez opamiętania.
Skryty w nocy, w ich piwnicy.
Zgasły glosy, poszli spać ci domownicy.
-Idź! Twój czas teraz.
Dziś już wiem, to nie anioł mnie prowadzi, przybrał tylko jego postać.
W jego oczach zło nieskryte pozostało.
Przerażenie, wściekłość ojca, płacz kobiety, dzieci...
-Widzisz, masz władzę, jesteś w niebie.
-Jesteś bogiem, oni wszyscy boją się ciebie.
Słońce śmierci obraz pokazuje, nic nie leczy, nawet nic nie krytykuje.
Znowu gaśnie ogień w kominku.
Ktoś głęboko, cicho szepcze.
Sztylet prawdy w resztkę serca kłuje.
-Coś uczynił nikczemniku?
Odpowiedz
#26

Gdyby nie sztylet, pomyślałabym że o wampira chodzi. ubawa2

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#27

...(..) To nie byłem ja, ta krew, przerażenie w oczach ofiar
Bez litości, zmiłowania, jak szaleniec.... bez opamiętania...(..)  Piękny wiersz.

Czas przylotu żurawi zobaczyć, przecież już są.
Ich klangor usłyszeć, słowika śpiew, co o świcie chwali życie.
Biec by zdążyć światu odkupić zło. Znaleźć miejsce.
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości