"Stróżu mój ty zawsze... ostatnia szansa "
--Zrób to!
-Nie, nie dzisiaj.
--zrób, od lat odkładasz, sam tego chcesz, ale się boisz!
-Nie dziś, dzieci są w domu, Magda powiedziała, że mam im śniadanie zrobić.
--Wykręcasz się jak zawsze, zrób to ! Wstawaj i do łazienki!
-Nie teraz, później, jak dzieci wyjdą do szkoły
--Nie, teraz, zaraz! Weź nóż i idź do łazienki, już wszystko mamy obmyślone.
-Dzieci są w...
--Milcz tchórzu, dość tego, woda do wanny, zapomniałeś? Woda!
--Ma być gorąca, dużo gorącej wody, rozbieraj się i właź do wanny!
-Nie, zrobię to w ubraniu... dzieci.
--Właź w ubraniu, szybko! Gorąco jak cholera.
-Sam mi kazałeś, zawsze wszystko mi kazałeś robić...
--Milcz... zaraz się przyzwyczaimy, nóż... gdzie nóż?!
--Trzymaj dłonie pod wodą, nie zachlap Magdzie łazienki... .
-Będzie cholernie bolało...
--zamilcz! Zrób to !
--Zamknij oczy, oddychaj spokojne, tnij! Tnij!
-hahaha nie boli, patrz, jak leci, woda robi się czerwona...
-Zimno, czemu jest tak zimno, to nic
--zamknij oczy, oddychaj, myśl o czymś... pamiętasz ten pierwszy raz... .
-Ciemno, czemu tu tak ciemno? Korki wysiadły.
--Nie, jesteśmy już tam... tu zawsze tak
-gdzie tam? Co to za miejsce? Jestem martwy?
--Tak, ja teraz odchodzę.
-jak to odchodzisz, byleś ze mną zawsze, od kiedy zacząłem myśleć...
-miałeś być ze mną... Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój...
-miałem co wieczór powtarzać...
--stałem, byłem zawsze... teraz moja rola skończona.
-Nie, masz być tu ze mną, potrzebuje cię, teraz bardziej niż kiedykolwiek...
--Zamknij się, tu już nic nie mogę zrobić, ty jesteś już w ciemnościach i los twój będzie rozstrzygnięty.
-Zostań, nie chce być sam, zostań.
--muszę wracać, myślisz, że byleś jedyny... mam innych pod moją ochroną. Nigdy nie byleś jedyny, byleś zły!
-Byłem taki, jakim mi kazałeś być, zawsze słyszałem twój głos. Zawsze, mówiłeś ... zabij
--Nie! Byleś taki jaki miałeś być, ja pokazałem ci drogę, ochraniałem, teraz moja rola skończona.
-Zatrzymaj się!... nie odchodź!....
Sam, teraz jest ciemność, jestem sam.
Ale ... ten teraz spokój, jaki mam w sobie... gdzie ten uporczywy pisk w głowę, nie ma go.
Mogę myśleć, ale myślę sam, nie ma go, to był syk węża. Teraz jestem wolny.
Ta ciemność... ale mały punkt, to przecież jest światełko, takie małe, a może tak daleko?
Pójdę tam, stoję, ale...? Idę... jak szybko jak łatwo, ale inaczej...
Idę czy płynę w powietrzu, nie czuje ciała, nie słyszę nic. Czym jestem, kim jestem?
Szybciej, o ... jak szybko się poruszam, haha czego się tak bałem, ja przenoszę się w powietrzu, frunę.
Stop! Jestem już blisko, co tam jest? Co to za światło, brama nieba, jestem prawie w niebie?
Nikt nic nie wie... czy się udało? Idę.
Muszę szybciej, żeby nikt mnie nie zatrzymał, szybciej...
Jestem!
Nie... to nie niebo... to łazienka, jestem tam na dole w wannie, tyle krwi. Mojej krwi.
Ci ludzie, policjanci, ten w białym fartuchu, lekarz, czemu nic nie słyszę? Unoszę się nad nimi
tuż pod sufitem, widzę ich, ale nic nie słyszę.
Dzieci!!! Nie chce by, mnie teraz zobaczyły,
jestem w pokoju, stoi tutaj jakiś policjant, ma w ręku mój portfel, krzyczy cos do innych.
Czuje jakby wibracje powietrza, ale nic nie słyszę.
Policjant wyciąga z portfela zwitek banknotów, chowa szybko do kieszeni.
Kiedyś... ale nie teraz, nie czuje nic, żadnej emocji.
Dzieci nie ma w sypialni... to dobrze.
Łazienka... wyciągają mnie z wanny, położyli na czarnym otwartym worku...
Spojrzałem na otwór z którego ...
Sparaliżował mnie strach, co to jest?
Przerażająca twarz, patrzy w bezruchu na mnie.
Uciekam z oczyma... nie potrafię, on zmusza mnie, by patrzeć tej zjawie w jego gadzie ślepia.
Patrzymy na siebie, on świdruje moje oczy ... przeleciało mi całe moje życie, złe i dobre chwile.
Było ich tak niewiele tych dobrych. twarze zabitych, pieniądze, krew, to ma być całe moje życie, a gdzie jest ... ?
Patrzy mi się w oczy,
teraz... rozumiem, rozmawiamy... .
--będziesz teraz wśród nas... na zawsze. Żyłeś trzy razy, zawsze tak samo... teraz jesteś u nas
--Nie narodzisz się po raz czwarty
--popatrz, pożegnaj się i chodź, inaczej zabiorę cię, zadam jeszcze większe cierpienie aniżeli te, które i tak otrzymasz...
Zrozumiałem, że będę płacił za moje czyny... nigdy nieskończony rachunek.
Wszedł policjant, w ręku trzymał butelkę wody .
Ktoś zapinał worek, tuż przed końcem zatrzymał się, ten z butelką, uśmiechnął się, powiedział coś i wylał mi zimną wodę na czoło...
Przeżegnał się, z cynicznym uśmiechem.
Poczułem to! Poczułem lodowaty chłód na czole na twarzy...
--Ruszaj się, już czas!
Spojrzałem na loch w ścianie... był pusty.
---Ruszaj się, wstawaj, zaspałeś! Nigdy nie dotrzymujesz słowa! Wstawaj do cholery i obudź dzieci... .
To była pochylona nade mną twarz Magdy...
Byłem w piekle, a obudziłem się w niebie.
Uciekłem, czy w nim zostałem?
Czwartą szansę dziś dostałem?
Teraz już wiem... złego słuchałem.