Nie sądzę, by sztuka miała na celu jak najlepsze oddanie rzeczywistości. Co prawda, istniał w malarstwie hiperrealizm, ale był to raczej chwilowy zryw.
Sztuką zajmują się artyści, czyli ktoś, kto czuje bardziej, widzi więcej, słyszy więcej, ktoś kto potrafi szeptem powiedzieć to, czego my nie potrafimy nawet wykrzyczeć. Po co artyście rzeczywistość? Po co ją odtwarzać? Rzeczywistość jest dla maluczkich, którzy mają ją na co dzień, ze sztuką nie obcuje się na co dzień, sztukę się odbiera, sięgamy po sztukę, gdy chcemy z nią obcować, gdy czujemy taką potrzebę, a rzeczywistość po prostu jest, otacza nas w każdej chwili, nie możemy po nią sięgnąć, to ona sięga po nas i osacza niezależnie czy tego chcemy czy nie. Więc po co ją odtwarzać w sztuce?
Zauważmy, że nawet artyści-fotograficy nie odtwarzają na swoich zdjęciach rzeczywistości, tylko szukają w kadrach swoich zdjęć czegoś nierealnego, takiego spojrzenia na rzeczywistość, by była ona właśnie jak najmniej "rzeczywista".
Tu macie kilka przykładów hiperrealizmu w malarstwie, naprawdę uważacie, że to może być jakaś sztuka wyższa? Owszem, trzeba mieć warsztat, ale sam warsztat bez duszy to nie jest sztuka, przynajmniej moim zdaniem.
Richard Estes, "Supreme Hardware"
Gregory Thielker, bez tytułu
Claudio Bravo, "Camus"