Też mnie naszło na pomidorową bo dawno nie było.
No i się kuźwa rozpisałem i wszystko poszło przez jedno kliknięcie w pi*du... Ale dzisiaj weekend więc postanowiłem się nie denerwować i chociaż w części dokończyć tego posta. Nie będzie już taki jak pierwotnie ale chociaż troszeczkę odda to co wcześniej napisałem a przypadek nie dopuścił do emisji...
To próbujemy...
Pomidorowa na golonkach. Ostatnio wszelkie zupy były na kurczaku. No i oczywiście warzywach jak zawsze. Dużo ostatnio tego kurczaka więc odskocznia w wieprzowinę. Dla mnie zupa z wkładką to idealne śniadanie. O ile można nazwać śniadaniem zupę o około 2 w nocy. Ale ja dziwny jestem i tak mam że bez śniadania nie wyjdę z domu bez względu na godzinę. Trochę to trudne ale łatwiejsze niż głodowanie godzinę czy dwie po wyjściu z domu. Zawsze w rezerwie mam kanapki więc daję kopa w tyłek głodowi i tyle.
Może żeby się nie denerwować to wyślę i będę edytował...
Więc już pierwsze danie mamy. Pomidorowa! Banał ale wciąż na podium z rosołem i krupnikiem.
Krupnik w moim sercu oczywiście "number one".
O resztę obiadu widzę że zadbała żona. Karkóweczka coś jak z grilla ale smażona. Ale to zrobiła!!! Mistrzostwo świata!!! Dodałbym więcej przypraw ale do mistrzowskiej potrawy nie będę się wpie... Tak, będę wpieprzał aż mi się uszy będą trzęsły. A mam czym trząść. No taka przypadłość że uszy mam wydatne. Zresztą nie tylko uszy ale to już nie ten temat...
Do karkówki ziemniaki. Banał ale niestety ziemniaki nie pierwszych lotów. Żona poprosiła żebym obrał ziemniaki. Obrałem z niechęcią dwa. No nie nadają się do spożycia. Zwiędłe i widziałem zielone miejsca. To przecież trujące jest. Zostawiłem to po obraniu dwóch ziemniaków.
Żonę widać mam upartą ale i opiekuńczą. Obrała te ziemniaki i stoją w wodzie czekając na ugotowanie :dashi: Nie jestem w stanie pojąć w jakim celu ale mam zasadę że nie wpierdzielam się nikomu w kuchni. No jest jeden wyjątek ale tak w tajemnicy Wam powiem że jak żona gotuje bigos to po kryjomu dorzucam śliwkę suszoną dla podkręcenia smaku. Żona nigdy by mi na to nie pozwoliła. Dobrze robi bigos i nie dopuszcza mnie do jego gotowania. Moim zdaniem daje za dużo mięsa a za mało ziaren jałowca. No i tej śliwki którą po cichu przemycam do bigosu. W bigosie wygląda jak podgrzybek więc mój proceder chyba będzie miał szanse istnieć przez kolejne gotowania.
A... Byliśmy przy ziemniakach (zwiędłych) ale już nie drążmy tematu. Jutro kupię odpowiednie.
Wracając do opiekuńczości żony bo zacząłem ale pogmatwałem wątki. Wiedziała że nie ruszę tych ziemniaków to zrobiła kaszę gryczaną. Jest rozwiązanie? Jest. Jeszcze jakby pamiętała że wolę paloną od niepalonej to byłoby lux. Niepalona niby lepiej pasuje do karkówki (o ile w ogóle pasuje) ale najchętniej to bym widział pieczone ziemniaki w mundurkach.
No i czego brakuje?
Sałatki...
I kurna zamiast o to zadbać to się skupiłem na pracy i o tym ważnym elemencie zapomniałem. Teraz nie wiem co będzie...

Ogórek kiszony?
Widziałbym bardziej mix sałat czyli roszponka, rukola, szpinak do tego pomidory suszone, ser feta itd...
Niestety u mnie na wsi tego nie kupię.
Rozpisałem się nad tym obiadem jakbym powieść jakąś pisał ale jedzenie to poezja. Może dlatego?