Ocena wątku:
  • 30 głosów - średnia: 2.93
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Leśni bandyci - czyli żołnierze wyklęci
#1

Mitologia Żołnierzy Wyklętych
 
Żołnierze Wyklęci są wielcy nie wtedy, gdy z cegiełek ich życiorysów próbujemy budować pomniki, które są odbiciem naszych fantazji o heroicznym życiu. Ich wielkość w pełni widzimy dopiero wtedy, gdy patrzymy na nich jak na ludzi z krwi i kości, którzy ślepym wyrokiem historii zostali wrzuceni w okoliczności, w których nikt z nas nie chciałby się znaleźć - pisze Robert Jurszo.
 
            To, kim we współczesnej rodzimej popkulturze są tzw. Żołnierze Wyklęci doskonale ilustruje wideoklip promujący ich święto. Widzimy w nim żołnierzy biegnących przez zasypywany śniegiem las. Jeden z nich w dramatycznej pozie niesie flagę Polski. Na piersi innego pobłyskuje szkaplerz NMP z krzyżykiem. Bezgłośnie uderza w pień drzewa ściśnięty w dłoni różaniec. W tle słyszymy słowa: "Bóg, Honor, Ojczyzna - tego będziemy bronić do naszej śmierci". Kula rozrywa pierś, ciało osuwa się na zmarzniętą ziemię.
 
Kim są więc Wyklęci znani z filmów, komiksów, t-shirtów i szkolnych akademii? To niezłomni wojownicy bez moralnej skazy, którzy po zainstalowaniu się komunistycznej władzy w Polsce zdecydowali się na pozostanie w lasach. Stamtąd nękali komunistyczne siły nieustannymi atakami. W końcu, w heroicznej - choć nierównej - walce, musieli ulec. Tyle mit. Ale każda historyczna mitologia - również mitologia Żołnierzy Wyklętych - ma to do siebie, że w wielu punktach odkleja się od dziejowej prawdy. Czasem też mity bywają szkodliwe. Tak jest - przynajmniej do pewnego stopnia - i w tym przypadku.
 
Pojęcie utkane z emocji
 
 ''Choć od ćwierćwiecza badam historię powojennej konspiracji - pisze prof. Rafał Wnuk w artykule „Żołnierze Wyklęci i A4” - to określenia „żołnierze wyklęci” unikam i nie lubię. Historia wymaga precyzji i chłodnego namysłu. Tymczasem pojęcie jest skrajnie nieostre i utkane z emocji''. Nie on jeden ma takie obiekcje. Podzielają je również niektórzy badacze, którym przykleja się polityczną łatkę ''prawicowców''.
 
Kontrowersje budzi nie tylko emocjonalność nazwy tej kategorii bojowników o wolność Polski, ale również to, że jest to pojęcie-worek. Okazuje się bowiem, że do Wyklętych zalicza się Brygadę Świętokrzyską Narodowych Sił Zbrojnych, która wycofała się wspólnie z Wehrmachtem z polskiego terytorium wiosną 1945 roku. Żołnierze tej formacji czas stalinizacji Polski spędzili na Zachodzie, w związku z czym raczej trudno zaliczyć ich do powojennego podziemia niepodległościowego. Za Wyklętego uznaje się również rtm. Witolda Pileckiego - wielkiego bohatera, organizatora ruchu oporu w KL Auschwitz-Birkenau - choć nigdy nie był ''leśnym'', tj. nigdy nie walczył w leśnych oddziałach partyzanckich.
 
Poza tym, nie wszyscy ci, których dziś określa się mianem Wyklętych, byli zwolennikami prowadzenia walki zbrojnej. Wywodzące się z szeregów AK zrzeszenie Wolność i Niezawisłość optowało za ''wyjściem z lasu'' i przejściem do konspiracji politycznej. W połowie 1945 roku Narodowe Siły Zbrojne rozwiązały swoje oddziały i nawoływały do "włączenia się w nurt legalnego życia". Część z żołnierzy wybrała jednak walkę z bronią w ręku, co jednak uczyniła – jak zauważył prof. Wnuk - ''wbrew zaleceniu dowództwa'' NSZ.
 
 ''Okazuje się więc, że 'żołnierze wyklęci' nie muszą być ani żołnierzami, ani członkami powojennego podziemia, ani ofiarami stalinowskiego terroru. To zbiór osób, z których dziś, bez oglądania się na fakty, tworzona jest mityczna, homogeniczna wspólnota antykomunistycznych bojowników'' – pisze historyk.
 
Dla jednych wyklęci, dla innych przeklęci
 
            Od jednego z uczestników biegu ''Tropem Wilczym'' usłyszałem, że powinniśmy pamiętać o Wyklętych, bo to ''najczystsi bohaterowie w historii Polski''. Są tacy – jak np. historyk dr Leszek Żebrowski - dla których np. Romuald Rajs ps. ''Bury'' to bohater. Ale w Hajnówce i Bielsku Podlaskim jego imię budzi zimny dreszcz oraz wspomnienie wielkiej tragedii. Żyją tam ludzie, którzy stracili bliskich z jego ręki. Niektórzy nawet pamiętają brutalne pacyfikacje, których dopuściły się jego oddziały na niewinnej ludności chłopskiej. Zginęło 79 osób. Wyklęci ''Burego'' nie oszczędzali nawet dzieci. Potwierdził to IPN – instytucja, która zrobiła chyba najwięcej dla szerzenia mitologii Wyklętych – który w 2005 roku uznał zbrodnię ''Burego'' za "za noszącą znamiona ludobójstwa". Czy aby na pewno powinno się stawiać w jednym szeregu Pileckiego i Rajsa i obydwu czcić jednako? Wątpliwe.
 
 Zresztą historii podobnych do tej, która mówi o ''Burym'' i jego partyzantach jest więcej. Nie zawsze są one tak brutalne. Dotyczą na przykład tego, że jednym z podstawowych problemów, z jakimi szybko zetknęli się ''leśni'', były trudności aprowizacyjne. Wyklęci, by nie umrzeć z głodu, musieli dokonywać rekwizycji żywności, co prowadziło do napięć na linii z miejscową ludnością. Nic więc dziwnego, że funkcjonująca w wielu społecznościach pamięć o ''leśnych'' nie jest najlepsza. Dla jednych wykleci, dla innych przeklęci.
 
Niestety nie żyją już świadkowie poczynań Zagończyka i Inki w Sopocie, ale kiedy żyli, opowiadali mi o nich. Większość niemieckich mieszkańców miasta wyjechała w pośpiechu, a tysiące z nich zatonęły razem z Gustlofem. Z oczywistych względów nie mogli zabrać na pokład nic poza kilkoma ubraniami, pieniędzmi i kosztownościami, resztę cennych a większych rzeczy pozostawiając w mieszkaniach. Polacy zajmujący opustoszałe lokale, zastawali je kompletnie umeblowane, szafy pełne pościeli i ubrań, zastawy porcelany, sztućce, a w piwnicach rowery i weki. Dlatego właśnie bandyci Łupaszki przyjechali na Wybrzeże z ubogiego Podlasia, że osiedliły się tutaj tysiące repatriantów, którzy znając bestialstwo bandytów, czuli przed nimi paniczny wręcz lęk. Autochtoni byli hardzi i nie zawsze udawało się bandytom ich ograbić, dlatego nachodzili osadników. Najczęściej wyglądało to tak, że przychodzili po zmroku z bronią i zabierali pieniądze oraz drobne cenne przedmioty, ale jeżeli ich nie znaleźli, kazali nazajutrz sprzedać na lokalnym targowisku pościel, ubrania i co tam można, a pieniądze oczywiście przekazać bandytom.
Co bardziej oporni dostawali alternatywę spaceru do lasu, którym otoczone jest miasto – a tam strzał w tył głowy. Nikogo wtedy nie dziwiło nagłe znikniecie przybysza ze wschodu. Podobno lubił Zagończyk z kochanką pożyć na bogato, a to niestety kosztowało. Oczywiście mieli też bandyci potyczki z milicjantami ale dlatego, że „władza ludowa” starała się ukrócić grabieże, a bandyci potrzebowali
broni i amunicji.
Tak to "Łupaszkowcy" wyzwalali prastary "polski" Danzig i Zoppot spod ruskiej okupacji. Dzisiaj Zagończyk figuruje na monecie, a Inka ma skwer swojego imienia, kilkadziesiąt metrów od swojej powojennej meliny, gdzie została w końcu pojmana.
 
Bohaterowie z definicji
 
            Ale, jak wspomniałem wcześniej, mit Żołnierzy Wyklętych nie tylko wykoślawia rzeczywisty obraz polskiego podziemia niepodległościowego, który wyłania się z badań historyków. Jest również – przynajmniej w pewnych aspektach - szkodliwy.
 
 W popularnej mitologii Wyklętych historię zastępuje hagiografia. Leśni chłopcy i leśne dziewczęta to współcześni święci rodzimych dziejów. A świętych się czci, a nie poddaje krytycznej analizie ich czyny. W związku z tym, w publicznym dyskursie całkowicie na plan dalszy – jeśli w ogóle nie znikają - schodzą pytania o to, czy walka tych, którzy zdecydowali się zostać ''w lesie'' (nawet jeśli mieli szansę odejść) miała szansę powodzenia i – w związku z tym – militarny i polityczny sens. A może była tylko bezsensownym wykrwawianiem się? Przykładowo, członkowie Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, którzy zdecydowali się walczyć zbrojnie żywili nadzieję – jak się okazało, płonną – że doczekają wybuchu III wojny światowej, która będzie szansą na zrzucenie sowieckiego jarzma. Ale w dominującej publicznej debacie o ''leśnych'' mało kto się nad tym zastanawia, bo przecież wszystko co robili jest z założenia słuszne. Wyklęci to – jak zauważył prof. Wnuk - ''bohaterowie z definicji''.
 
Wyklęci, patriotyczne zombie
 
            Tak sprofilowany wizerunek Wyklętych wpisuje się w to, co kiedyś prof. Zbigniew Mikołejko określił mianem ''mitu patriotycznego zombie'', który jest częścią pewnej tradycji polskiego patriotyzmu. Dodam tylko, że bardzo szkodliwej tradycji.
 
 W świetle tej narracji, śmierć za ojczyznę - nawet jeśli nie płyną z niej żadne korzyści z punktu widzenia celu, jakim jest odzyskanie lub obrona niepodległości - usprawiedliwia się jakby sama. W ten sposób, oddanie życia za ojczyznę - staje się najwyższym i najzaszczytniejszym powołaniem patrioty. Pytanie o zasadność tej śmierci, o to czy w ogóle była potrzebna, nie jest przedmiotem refleksji. Pozostaje tylko podziw dla ofiary krwi. Wniosek z tej lekcji dla współczesnych jest prosty: dla ojczyzny się umiera, a nie zadaje pytania. Kwestionowanie tej reguły rodzi opór wielu ''środowisk patriotycznych''. Tych samych, które podnoszą larum, gdy ktoś zaczyna się zastanawiać, czy Powstanie Warszawskie nie było efektownym samobójstwem.
 
            Hagiografizacja biografii Wyklętych sprawia również, że tracimy z oczu całą złożoność sytuacji, w jakiej znaleźli się ludzie podziemia niepodległościowego w drugiej połowie lat 40. i w latach 50. Choćby historia ''Burego'' i jego żołnierzy pokazuje, że trudno tu dokonać bardzo wyraźnego podziału na ''dobrych'' i ''złych''. Przecież okrucieństwa wojny, poczucie zagrożenia i inne czynniki wpływały demoralizująco również na tych, których niektórzy chcieliby postrzegać jako bohaterów bez skazy.
 
Ludzie z krwi i kości
 
            W epoce PRL z Wyklętymi władza obeszła się okrutnie i niesprawiedliwie. Najpierw wyzywano ich od ''zaplutych karłów reakcji'' oraz brutalnie tępiono - więziono i zabijano. Potem zatruwano im codzienne życie, np. poprzez utrudnianie i stopowanie kariery zawodowej. Po przełomie '89 roku słusznie zaczęto tym ludziom przywracać należną im pamięć. Ale wajcha wychyliła się maksymalnie w drugą stronę: zaczęto budować mitologię Wyklętych.
 
Nie jest moim celem kalanie pamięci o tych, którzy po II wojnie światowej zdecydowali się wystąpić przeciwko sowieckim porządkom w Polsce. Uważam, że szacunek należy się wszystkim, którzy zdecydowali się na opór. I to niezależnie od tego, czy był on zbrojny, czy projektowany jako konspiracja polityczna. Również takim ludziom, jak ''Bury'', bo – choć ma na rękach krew niewinnych – to jednak również walczył on o Polskę wolną od komunistycznej dominacji.
 
Żołnierze Wyklęci – jeśli już ktoś upiera się przy stosowaniu tego terminu – są wielcy nie wtedy, gdy z cegiełek ich życiorysów próbujemy budować pomniki, które są odbiciem naszych fantazji o heroicznym życiu. Ich wielkość w pełni widzimy dopiero wtedy, gdy patrzymy na nich jak na ludzi z krwi i kości, którzy ślepym wyrokiem historii zostali wrzuceni w okoliczności, w których nikt z nas nie chciałby się znaleźć.
 
Robert Jurszo, Wirtualna Polska         
 
Copyright © 1995-2016 Grupa Wirtualna Polska
Odpowiedz
#2

To normalne zjawisko - gloryfikowanie pewnych postaci historycznych czy zjawisk. Każdy naród ma coś takiego. Obecnie w Polsce jest moda - w pewnych kręgach - na Żołnierzy Wyklętych.
Odpowiedz
#3

Oczywiście nie ma ludzi kryształowych i na pewno byli pośród nich jacyś...ale
Leszek Żebrowski - W obronie Żołnierzy Wyklętych.
Stalinowska propaganda powraca.

Odpowiedz
#4

13 lutego 2018 na półkach księgarni w Polsce, znalazła się nowa, wydana przez wydawnictwo Rebis, książka Piotra Zychowicza
„Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych”, w której ten popularny w środowiskach patriotycznych autor niszczy mit Żołnierzy Wyklętych.
Piotr Zychowicz deklaruje: „w książce „Skazy na pancerzach” staram się ukazać, że Żołnierze Wyklęci byli ludźmi z krwi i kości. A nie kroczącymi po ziemi aniołami, jak twierdzą nasi propagandyści”.
Przykładem tego ma być „Łupaszka”. Zdaniem Piotra Zychowicza „bezkrytyczni apologeci Zygmunta Szendzielarza przedstawiają go w lepszym świetle niż robił to on sam. Major nie był bowiem hipokrytą i nigdy nie robił z siebie niewiniątka”.

Jak przypomina Piotr Zychowicz „świadczyć o tym może rozmowa, jaką z „Łupaszką” odbył żołnierz AK Stanisław Krupa. Miała ona miejsce w warunkach niecodziennych – obaj panowie siedzieli w jednej celi w ubeckim więzieniu na Rakowieckiej. Zapytany „czy nie gryzie go sumienie” major odparł: „Owszem, nie raz w samotne wieczory myślałem o tym. Nie byłem przecież krwiożerczym potworem. (…) Systematycznie i przez dłuższy czas ścigany człowiek traci wiele ze swoich ludzkich uczuć, dziczeje i twardnieje, rzuca na szalę swoje życie, ale i nie ceni życia cudzego. Niestety, do zabijania człowiek się przyzwyczaja…””.
+++++++
Płonące wioski i masowe egzekucje. Grabieże i gwałty. Zabójstwa niewinnych cywilów i jeńców – Ukraińców, Żydów, Białorusinów i Polaków. Nie, to nie jest komunistyczna propaganda. Niektórzy Żołnierze Wyklęci naprawdę dopuszczali się takich zbrodni.
Dla jednych „Łupaszka”, „Bury”, „Ogień” czy „Wołyniak” to wielcy narodowi bohaterowie, ale dla innych – mordercy ich bliskich. „Skazy na pancerzach” to pierwsza książka, która przedstawia czarne karty z epopei Żołnierzy Wyklętych.
Napisana bez przemilczeń i lukrowania rzeczywistości charakterystycznych dla części polskiej literatury historycznej. Napisana bez znieczulenia. Na jej kartach znalazły się szokujące zeznania świadków i drastyczne opisy mordów.
Odpowiedz
#5

Moje zdanie jest takie, że nikogo nie osądzam, bo mnie tam nie było a historia którą znam za szkoły, już wiele
nakłamała w różnych dziedzinach. Podam przykład z geografii, gdzie nauczyciel zapewniał nas, że na
obszarze Polski nigdy nie dojdzie do trzęsień ziemi a jednak były i to jeszcze za jego życia.
Trzeba doświadczyć aby móc coś stwierdzić.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#6

Skoro tak ci leśni bojownicy o wolność i demokrację walczyli z komuną, to dlaczego mordowali wiejskich nauczycieli, chłopów którzy przyjęli ziemię z reformy rolnej aby dzieci wykarmić i do szkół posłać to dlaczego nie eliminowali WŁADZY LUDOWEJ w osobach rządu PRL i wyższego dowództwa wojskowego atakując ich w Warszawie?
Takie to bohaterstwo polegające na rabunkach, rozbojach i mordowaniu niewinnych ludzi?
Odpowiedz
#7

No to może własnymi słowami o tych bohaterach...
Podjechali furmanku i opierdolili wszystko co było w chałupie czy stodole.
Niemiec czy Ruusek chociaż jakiś kwitek zostawił do podtarcia czterech liter.
***
No ale to dla dobra ojczyzny.
Czasów tych siłą rzeczy nie pamiętam.Dziadek mi opowiadał.
Czy to komuna czy sanacja trza było podwinąć rękawy,napluć w ręce i robić na tę chołotę.
Tak było,jest i będzie-ludzie muszą mieć zajęcie bo bez tego zczezną.

W życiu nie chodzi o to, by przeczekać burzę a o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Odpowiedz
#8

hogan napisał(a):Moje zdanie jest takie, że nikogo nie osądzam, bo mnie tam nie było a historia którą znam za szkoły, już wiele nakłamała w różnych dziedzinach. Podam przykład z geografii, gdzie nauczyciel zapewniał nas, że na obszarze Polski nigdy nie dojdzie do trzęsień ziemi a jednak były i to jeszcze za jego życia. Trzeba doświadczyć aby móc coś stwierdzić.

Post Izy jest chyba najtrafniejszy w tej dyskusji ! ubawa2

Antykomunistyczny, niepodległościowy ruch, stawiający opór sowietyzacji i podporządkowaniu jej stalinowcom- "czubarykom czubczykom", toczący walkę ze służbami bezpieczeństwa ZSRR i podporządkowanymi im służbami w Polsce został skazany na śmierć. W praktyce większość niepodległościowych polskich organizacji zbrojnych upadła na skutek przeważającej siły wroga i braku reakcji gwarantów postanowień fałszywych sojuszników, USA, Francji i Anglii . Mocarstwa anglosaskie uznały za "legalną" narzuconą przez ZSRR obcą sowiecką władzę w Polsce. Oddziały leśne (partyzanckie) WiN rozbijały więzienia, atakowały posterunki  i członków ormo, prowadziły walkę zbrojną z oddziałami wojska, milicji i wop, zabijały osoby współpracujące z władzą komunistyczną i członków ppr , traktując to jako obronę przed terrorem. Zwalczano wspierających władze starostów, wójtów i sołtysów.

Spektakularna likwidacja organizacji WiN wywołała tzw. aferę Bergu – ujawnienie współpracy emigracyjnych stronnictw politycznych oraz sztabu Andersa w Radzie Politycznej z CIA w zakresie prowadzenia wywiadu i dywersji w Polsce, w zamian za co otrzymywały one fundusze na działalność, co spowodowało rozłam na emigracji i potępienie tej akcji ze strony wielu emigracyjnych polityków (w tym prezydenta ) i byłych oficerów AK i Zaleskiego.

Z CIA i SIS utrzymywano m.in. łączność radiową za pomocą przerzuconych do Polski agentów. Wywiady zachodnie liczyły, że WiN, oprócz prowadzenia w Polsce wywiadu wojskowego, posłuży po ewentualnym wybuchu III wojny światowej do dywersji na liniach komunikacyjnych i zniszczy najważniejsze zakłady przemysłowe był to tzw. Plan „Wulkan”, organizacji przekazano także plan „X” – wytyczne dla podziemia w Polsce na okres poprzedzający wojnę i na czas wojny.

"Afera Bergu" – ujawnienie współpracy emigracyjnych stronnictw politycznych skupionych w Radzie Politycznej oraz sztabu Andersa z CIA i City of London Corporation w zakresie prowadzenia wywiadu i dywersji w Polsce.

[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcSfLMJIQE1Jj_ZymsElWoX...g&usqp=CAU]

"Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy..

Szybciej niż w plecy strzał zdradziecki
trafiła serce mściwa rozpacz
pili samogon, jedli nędzę
tak się starali losom sprostać..

Już nie zostanie agronomem
,,Ciemny" a ,,Świt" - księgowym
"Marusia" - matką ,,Grom" - poetą
posiwią śnieg ich młode głowy.."

Nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać..

Przegrali dom swój w białym borze
kędy zawiewa sypki śnieg
nie nam żałować - gryzipiórkom -
i gładzić ich zmierzwioną sierść..

Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
został na zawsze w dobrym śniegu
żółtawy mocz i ten trop wilczy."
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości