Dzięki Jimmy, ale to nie był mój pies. Tak się wydaje, że trach, do pierwszego momentu.
Mąż wyprowadził go wzorowo. Dużo spacerów za szczeniaka, żeby ze stawami nie miał problemu i łapy proste. Biegał po sporym podwórzu. Lubił się bawić i przytulać i nie zdawał sobie sprawy, że może przeskoczyć ogrodzenie, a kurę sąsiada próbował uratować, kiedy zaklinowała się w siatce. Tylko mu nie wyszło.

Mył przechodnie koty, a te mu na to pozwalały. Dużo radości z nim było. Takie duże dziecko.
Hogan niezbyt rozumiem o co chodzi z ogrodzeniem. Pies mieszkał w domu.
"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze;
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"