Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 40 głosów - średnia: 2.9
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

W słowach zamknięte.
#31

Kolejna opowiastka nie podlegająca ocenie.
 W całości, jest to mieszanka mojej zwariowanej wyobraźni i dwóch kieliszków wermutu... z całkowitym lekceważeniem interpunkcji.
Jeśli ten wstęp cię jeszcze nie zniechęcił- poczytaj.

                                      „Ósmy dzień tygodnia czyli długo i bez sensu…”
                                                                     - 1 -
 Za górami, za lasami, we wsi wymyślonej żyła sobie pewna starsza pani, która wciąż widziała w sobie mała dziewczynkę. 
Miała takie prawo, gdyż we wsi onej od czasów niepamiętnych był zakaz używania zwierciadeł. 
Owa starowinka była biedna i samotna ale zawsze uśmiechnięta...  Biegała po łące na bosaka i wąchała barwne kwiecie. 
Pewnego razu beztrosko hasając wdepnęła w krowi placek. 
- O qurna ! –zawołała rozglądając się wokół. 
Usta niewinne zacisnęły się w wąską, siną podkówkę a błękitne oczęta, które teraz zrobiły się niczym nocne, 
pełne złotych gwiazd niebo, spoczęły na pasącej się przy strumyku- Bogu ducha winnej- krasuli.

Przez siwe i rozczochrane czacho-głowie, myśli mordercze popłynęły wartkim potokiem... i wtedy go znalazła.
 Drewniany, gruby i z jednej strony zaostrzony. Osikowy pewnikiem, bo tylko osiny, od wieków wioskę okalały. 
Tyle, że nie zaszczyt statecznej kobiecinie kołkiem krowinę mordować.
 -Do chałupy pójdę- pomyślała... tam w sieni, niczym giermek wierny, o ścianę oparty stał kałach, 
sowieckim zbrojnym zarekwirowany w ostatniej bazarowej potyczce. 
I stanęła oko w oko z bydlęciem na niwie szmaragdowej i ukwieconej.
 Z jednej strony para krowich rogów, z drugiej piękne, stalowe, pulsujące przedłużenie delikatnych kobiecych rąk.
 W tym momencie babsko obudziło się, bo to drzemka tylko była a przecież na pachnącej wiosennym 
kwieciem łące nie jest zdrowa i dziwne sny przywołuje.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#32

                                             - 2 -

Narwała więc duży bukiet, ułożyła kwiaty równiutko w koszu i poniosła do chaty…
 a w nim z pomiędzy maków i rumianku- spore wiązki zielonych konopi wystawały. 
- Uf ! Niewiele brakowało, a bydle łaciate cały zagonek maryśki by zżarło.... 
Pewnie już wcześniej zasmakowało w zielsku nad potokiem, dlatego mleko dawało wściekłe choć smakowite
 i kolorowe wizje przywołujące.

[Obrazek: 098b9586b2ed46f1.jpg]

 
Lecz cóż to za postać na horyzoncie zamajaczyła ?
 Czyżby to znany we wsi ze swych dziwacznych skłonności stary i poczciwy emeryt, hodowca owiec i amator kwaśnych jabłek..? 
Stare panny nazywały go Mekintosz, bo mu z ust jabolem zalatywało a o jego słabości do wełnianych stworzeń krążyły we wsi legendy. 
Wielkim uczuciem ów pasterz darzył mięciuchne i beczące bezmyślnie stworzenia. 
Jedną z nich przed laty tak wielce umiłował, że żonę i dziatwę z chałupy wygonił, 
a sam w zakazanej rozpuście zatopił się po uszy. 
Każdego wieczora pod oknem jego chaty się przyczaiwszy, można było usłyszeć odgłosy grzeszne.
Tym razem, po nocy upojnej-mecząca i słaniająca się giczałach owieczka udała się do zagrody
 gdzie odpoczywało całe stado cieplutkich i białych zwierzątek.

[Obrazek: feb8f99f09b7f0cf.jpg]

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#33

          - 3 -

Oto jam jest pogromczyni jabolowego dziada, padł tam na sianie i nie może powstać. 
Siostry moje i braciszkowie w owczym pędzie udajcie się do stodoły i dokopcie dziadydze,
 nie litujcie się nad nim, bo tego nie wart.
 Zemsty mi trzeba za te wszystkie noce przemęczone, za udawane orgazmy i wymuszony sex oralny.
 Idźcie i gwałt zadajcie mu, nim się zbudzi - tylko portfel jego zostawcie w spokoju, 
bo ZUS go nie rozpieszczał przez lata więc jego skarb, to tylko miedziaki.
 - Czyli tak zwany ciężki szmal ? - spytała owieczka wyróżniająca się osadzonym na głupim łebku 
kolorowym moherowym berecikiem ze wstążką i zameczała gromkim głosem: 
portfel zabierzecie przede wszystkim, zanim zaczniecie kopać dziadygę, bo się nam jeszcze kasa sponiewiera.

Myślałby kto, że łebek ów jest durny, a tu nie takie pomysły miały swój początek.
 Wprawdzie w bólach się rodziły, ale porażały geniuszem. 
I pognało stado ile sił w raciczkach z przekleństwem na warach, ku opłotkom starego zbereźnika.
 -Hura, hura... blisko Reduty... już w rowy, walą się, na faszynę kładąc swe tułowy... już bielą się na czarnych
 ...zwałach zeszłorocznego kompostu przy drewutni.
 I dopadły biedaka śpiącego, z durnowatym uśmieszkiem pełzającym pod wąsów krzaczorem,
 i nagle jak nie zaczną skikać w szale i beczeć w rytmach disco-polo, aż z klepiska pył uniósł się na wysokość kilku stóp.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#34

                                                     - 4 -

Zerwał się Mekintosz na równe nogi i chwyciwszy kulę inwalidzką, bez której się z domu nie ruszał, 
wpadł między owce i barany zbuntowane.. 
I jak nie zacznie owym narzędziem zwierzątka po łbach i nerach okładać ... aż bek żałosny i bolesny poniósł się na wioskę. 
Daleko się poniósł... aż do wójtowej, obszernej wygódki, w wiosce jako areszt tymczasowy
 i (sezonowo) punkt skupu jaj i owoców leśnych - robiącej.

[Obrazek: 1d2ed823e78534f0.jpg]

Cicho się zrobiło, wiatr w bezlistnych gałęziach pojękiwał, aż tu nagle na przodek stada wyłazi stary baran i ludzkim głosem rzecze:
 „Ten nasz wójt, to nie wójt zwyczajny jest, ale potomek słynnego Draculi,
 gościa co swe zębiska jedynie w kwasie siarkowym moczył, (zamiast w reklamowanych Coregatabs)
 a Mekintosz to szpieg z krainy wiecznych mgieł i ziąbów. Wielce obaj podejrzani są, obaj winni i jednako karę muszą ponieść. 

Bo tam gdzie wina i kara być musi. Pomożecie wymierzyć sprawiedliwość ?
- Chcemy pomóc... beknął ktoś nieśmiało. 
- Chcemy WINA...zawołały barany...! 
- Chcemy IKARA... krzyknęły owieczki...!

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#35

                                                     - 5 -

Ikar nadleciał, zatrzymał się na górującym ponad gminą kominie, zamyślił się,
 jeszcze raz obejrzał widoczną z góry dobrze zapowiadającą się łysinę wójta i powiedział: 
-jak na potomka hrabiego z Transylwany jakiś ten wójt konusowaty, 
wszak grubawy i rączki krótkie i nóżki krępe. .. -Wypisz-wymaluj Gosiu.

[Obrazek: 85bb6a58eae365ca.jpg]


Spojrzał raz jeszcze i zasmucił wielce nad wykoślawieniem tego osobnika a z ust jego wypadła myśl w słowa ubrana:
 -Tu nie KARY ale WINA trzeba, jak się chlapnie jednego, to i wójt może okazać się wdzięczniejszy
 i szlachetniejszy… to pomyślawszy łzę upuścił smętny. 
- Chcemy krwi ...! - zaszeleściło jeszcze w sadzie... 
A złowrogo zabrzmiało bo sad bezlistny był mimo iż do jesieni wielu księżyców brakuje, 
to jeszcze brunatne konary łkając niosły ową groźbę a echo dodało :
-Krwi dajcie, niewinnie przelanej, gdyż takowa w smaku najprzedniejsza i doprawiać jej nie trzeba.
l

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#36

                                                          - 6 -


[Obrazek: bd217676d8d66f12.jpg]


Wszystko w bezruchu zamarło i tylko cień zgarbionej postaci, wśród pni jabłonnych chyłkiem się począł oddalać w kierunku kutej bramy… Nawet tarcza księżyca skryła się za oślizłym konarem starej jabłoni. 
Stado bezlitosne patrzyło, zwierało szeregi, nastawiało łby rogate, ślepia przekrwione błyskały...
nawet psy stróżujące schowały się w chaszczach i przysiadły zadami przy ziemi czekając na rozwój wypadków.
Wtedy pojawił się wójt i pogonił wełnianych głupolków w dal.
 Sam sobie z tą owczą swołoczą dał radę więc i z bezlitosną KARĄ sobie poradzi…
 I jak se tej kary przez kolano nie przełoży, jak nie wklepie w dupsko parę klapów ręką ciężką, niczym własny pomyślunek,
 jak nie smyrnie po trawisku zdeptanym i na ostatek kopa zasadziwszy w odległe rejony za wioską pośle... tam, 
gdzie dawniej ludzie torf kopali, a gdzie teraz grunt deszczem namokły w grzęzawisko się zmienił.
Ileż to bydlęcia zbłąkanego czy zwierza leśnego tutaj swojego ducha wyzionęło.

-Ale gdy w skwary wilgoci ubywa, a wrzos na jesień zakwitnie, to stary kulawy Mekintosz na skraju bagna stojąc- wspomnienia przywołuje i jakby z kimś gadał... 
Niestety, duch artystyczny w nim zamarł przed laty, kiedy to zamiast niewiasty, wolał swe chucie obrócić na inne żywioły.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#37

                                                                  - 7 -
Ale, ale, idzie nowe…
 Powiew wielkiego świata, nowe trendy i zwyczaje, nowa gospodarka i nowa hodowla. 
We wsi Mekintosza powstała nowoczesna ferma strusi. Jakiś idiota –pewnie rodem prosto z Australii- 
zamierza ustalony porządek zakłócić innowacje wprowadzając. 
A te żywioły jakie wielkie i dorodne, a nogi mają ogromniaste, skrzydełka nędzne tylko do ozdoby. 
Odgonił od siebie stary Mekintosz apetyt na owieczki i z zainteresowaniem zaczął popatrywać na płot 
za którym przechadzały się dostojnie opierzone stworzenia.
 Coś jak skrzyżowanie zdziwionego ptaszyska z miniaturowym dinozaurem.
 Ki diabeł ?- pomyślał Szpakowate i krzaczaste brwi starego zboczka uniosły się w górę
 a w oczyskach przekrwionych źrenice zmieniły się w ledwie widoczne czarne kropeczki.
 I oto jeden z dziwolągów zbliżywszy się cichutko przekrzywił swój głupi łeb, by przywitać się nieśmiałym dziobnięciem. 
-Nawet bydlę sympatyczne jest- przemknęło przez przesuszone zwoje mózgowe Mekintosza... może warto poznać cudaka nieco bliżej? 
Owcom już dawno czas na szaszłyki a i na nową miłość nigdy nie jest za późno...
 I tak zrodziła się więź między zadziornym ptaszyskiem z odległych krain a przedstawicielem gatunku ludzkiego
 o niezrozumiałych upodobaniach.
[Obrazek: b8103b2737c41797.jpg]
Czyżby rodziła się kolejna miłość od pierwszego wejrzenia ?
 Ptaszyska też popatrywały czując jakąś nową rozrywkę ale pokraczny człowiek niczego w łapach nie trzymał
za to zbliżał się coraz prędzej.
 Dopadł pierwszego ptaka i pogłaskał go po nastroszonych piórach.
 Struś ponownie przekrzywił łeb, nadął się i jak nie wymierzy kopniaka w niesymetryczną wypukłość skrytą
 za suwakiem mekintoszowych spodni...
 - Oooo , jak miło...! ! !- tylko najpierw może małe buzi ??? - zapytał chłopina wyciszonym dyszkantem przez pożółkłą protezę zębową . Spojrzał na swego napastnika, a ten figlarnie puścił mu perskie oczko. 
Głowę by dał nawet, że posłał uśmiech .

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#38

                                             - 8 -

A kiedy zmrok rozwiesił swą brunatną szatę nad okolicą, Mekintosz zatopił się w marzeniach, 
podlewając je gorzałką smakowitą (łońskiego lata pędzoną). 
Myśli jego uskrzydlone przybrały barwę srebrzystą i niczym obłoki wichrem pędzone podążać zaczęły w kierunku tajemniczej farmy. 
Ileż tam możliwości, ile istot dla oka miłych i sercu bliskich czeka mojej inicjatywy..? - pomyślał.
 - Tylko olbrzymiaste jakieś a w nogach mocarne i okrutne..... i dzioby wielgachne, do tkliwych pocałunków ni jak się nie nadające
....ale nic to, dzioby też się przydadzą, tylko trzeba jakieś fikuśne pieszczoty wymyślić. 
Więc oblizał się zboczek z zakłopotaniem acz sprośnie… podrapał po łbie rozczochranym i zapytał sam siebie:
 - a gdzież to stworzenie ma te wielkie i przyjemne w dotyku balony ? - poszukam a wtedy nie oddam nikomu . 
Nie doczekał Mekintosz świtu bo mu myśli sprośne spać nie pozwoliły. 
Wymknął się zatem i kryjąc za opłotkami w wiadomym kierunku podążył. 
I już miał skoczyć i do macanek się zabrać, gdy między ptaszyskami coś ciemnego mignęło. 
- Cóż to być może? Pokraczne takie i z głupawym grymasem na gębie… 
A to tylko Gryzelda, nieślubna córka organisty z wielkim widelcem w łapskach, remanent wśród ptactwa robiła...

[Obrazek: e413e36c54db7428.jpg]

Co tu robi..? czego chce..? Pewnie zazdrość ją tu przygnała… pokrakę jedną... 
Ucapił ją zatem za ucho i wyspowiadać się kazał. - Głód mnie męczył straszliwy i jajków chciałam zebrać na wieczerzę.
 Już trzy tydnie na samym trawsku lecę, więc z sił opadam ... urodę tracę...
 - To nie w kurniku jajców szukałaś, tylko kupry obmacywałaś bezwstydnie ?
 - A gdzie miejsce jaj, jak nie w części wstydliwej stworzenia bożego ?
 Wszyscy tam mają… nawet ja. A wy, to niby gdzie jajca macie Mekintoszu- na plecach ?

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#39

                                                 - 9 -

Może i durnowaty ten pokurcz, ale przyznać trzeba, że nieźle kombinuje. 
Wiadomo przecież, że najświeższy produkt znaleźć można jedynie u źródła. 
Tylko jedno spojrzenie i gest ledwie zauważalny wystarczył, by zgodną współpracę rozpocząć. 
Zahuczało, zadymiło, poniosło po oskubanym żywopłocie i po niespełna godzinie wszystkie ptaszyska 
miały w oczach błogość i zadowolenie (samiczki szczególnie...). 
Chód ich jedynie koślawym się wydał, bo na lewo ptaszyskami zarzucał- pewnikiem dlatego, że tego rodzaju pieszczot do tej pory nie znały.
 „Ależ to sodomia z gomorią, wszelki duch... żeby ptaszysków dopadać" - aleście ludziska przebrzydłe i jeszcze wespół w zespół,
 kara na takich zbereźników..”- wrzeszczał głupi Jasiek, który całej tej zabawie przyglądał się zza krzaków.
-„Zaraz lecę do dobrodzieja i donos na was składam.”
 Mekintosz z dziewczęciem osobliwym jak wryci stanęli nie wierząc własnym oczom, że oto ich czyn tak szybko się wydał. 
Już mieli rzucić się na kolana przed Jaśkiem aby ubłagać dyskrecji i jak tu nagle nie ruszy ich sumienie żółcią nakrapiane 
i w dołku nie ściśnie z wściekłości: -A co ty pachołku zafajdany, donosić chcesz ?! 
-Czerwony karzeł reakcji się znalazł... z czarnymi w koalicję wchodzi..! -Dobrodziejem straszyć będzie... 
– Więc jak święta tradycja nakazuje -dokopali biednemu Jaśkowi do dupy. 
Jajca do chałupy dowieźli w całości i po chwili do wspólnej wieczerzy siedli.

[Obrazek: 4e3fece9372bfedf.jpg]
A tu stukanie w oknie się rozległo cichutkie acz natrętne... a potem do izby wtoczył się w zabłoconej sutannie,
 z wywalonym jęzorem i wzrokiem zamglonym a szczęśliwym- dobrodziej wioskowy i poturlał wedle ławy. 
Mlasnął jęzorem i nastroszywszy kinol począł łapczywie łowić jajeczne zapachy...
 - Zaproście mnie do stołu, bo długo pościłem i moje kiszki z głodu grają fałszywie...
 Dajcie jadła, a dam wam rozgrzeszenie in blanco... o gwałcie zbiorowym na ptactwie zapomnę.
I siedli we trójkę i szeptać zaczęli, jak by się bali , że ich ktoś może podsłuchać i do spółki wprosić.

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
#40

                                                 - 10 -

Strusie to ptaszyska miękkie i powabne, tylko w igraszkach miłosnych leniem podszyte.
 A jeszcze do tego, przez składanie olbrzymich jaj , takie bardziej rozlazłe- łkając
 -skarżył się Mekintosz - w fałdy Gryzeldowej kiecki nos zasmarkany wycierając.
 - Może czegoś mniejszego potrzeba by miłość do stworzenia okazywać ? – podtrzymał temat katabas.
 - O czym to myślicie dobrodzieju ? – spytał zboczek - i czy nie grzech to aby ? 
- E tam... grzech zaraz… miłość jest cacy, tylko trzeba wiedzieć, kogo kochać… może być nawet opierzone, byle dwunożne i domu zwyczajne. -Chyba dobrodziej nie myśli o tym samym co i ja ?- spytał łysy zbok z rozdziawioną paszczęką, 
z której niczym nić jedwabna... spływała strużka śliny. 
Niemal jednocześnie spojrzeli w stronę kurnika wioskowej znachorki, która jako jedyna we wsi gęsi hodowała … 
Pierze potem z nich darła na pierzyny .. (co chudsze lub chorowite to na smalec szły…) 
Co im po głowach łaziło, co w ich umysłach nieskomplikowanych w jedną wiązało się całość ? 
Jakie plany lub wizje rozjaśniały głupawe oblicza tego bractwa…?

[Obrazek: ff6e59dec95e08a4.jpg]


Tymczasem Gryzelda w mig zakumała bo wybiegła pośpiesznie z izby jakby się własnym widelcem dziabnęła w roztrzęsione pośladki.
 Dokąd spieszy, co zamierza ...?
Nie minęło kilka zdrowasiek a wróciła niosąc dwa oskubane i wychudzone ptaszyska…
 za szyjska ułapiła niebogi, do chałupy przywlekła i pod nogi dziadom smyrnęła , dla siebie nic nie biorąc. 
- Bierzcie kamraci moi i uczuciem obdarowujcie… nikt mnie nie spostrzegł więc i sprawa ni jak się nie rypnie.
 - Ja odejdę bez żalu. Może coś w bezludnych krainach sobie ucapię i ukocham... na miękkim kocie czy innym króliku oko zahaczę… 
dla wioski ciężarem być przestanę…

I jak se durnota pomyślała tak i zrobiła… więc wszyscy odetchnęli z ulgą. 
Mijały lata a o Gryzeldzie słuch wszelaki zaginął -gdy oto pewnego ranka przybyła konno ciągnąc za sobą wóz drabiniasty, 
na którym wiozła swego oblubieńca . 
Kota tak wielgachnego że chyba hormonem wzrostu go biedaczka faszerowała.

Tego nawet niebiosa nie były w stanie wytrzymać.
Zbyt długo stwórca przyglądał się wiosce, którą ósmego dnia stworzył i pomyślał, że to jednak dobre nie jest aby ludzkości ośmiodniowy tydzień narzucać…
 I tu jak nie pierdyknie z nieba, jak nie zahuczy w głębinach ziemi aż się chałupy w posadach trząść poczęły a ludziska paszczęki ze zdziwienia i bojaźni otwarli…

 Teraz wiemy już, że wolne soboty oraz niedziele (w przeciwieństwie do świątyń) z zakazem handlu, zawdzięczamy: starowinkom pijącym wściekłe mleko, niewłaściwie kochającym ekologom w wieku podeszłym, nieślubnym pannicom i wkurzonemu panu bogu... Ósmy dzień wciąż leży zagubiony w niebiańskich planach i oby nigdy ten plan nie został zrealizowany..!

Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości