Ocena wątku:
  • 7 głosów - średnia: 3.14
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Zmuszanie do ślubu
#21

No ale w czym ja zawiniłam, skoro chciałam mieć normalną rodzinę, dzieci i dom?
Dlaczego ja mam tu być za coś obwiniana?

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#22

Moją Babcię zmuszono do ślubu, takie małżeństwo zaaranżowane.
Była najstarsza z rodzeństwa i przed ślubem ledwo znała Dziadka, ale rodzice kazali. Przyszłość pokazała, że pokochała męża, był dobrym człowiekiem.
Gdy zginął w Dachau, (dowiedziała się wiele lat po wojnie), nigdy już nie wyszła za mąż. Mówiła i co z tego że ja, dzieci ojca nie będą już mieć.
Czekała na dziadka.
Dziś to nie do pomyślenia, też nie wyobrażam sobie, (choć do Niej mówiłam, że odważna była).
U mnie też była wielka miłość, nic z tego nie zostało.
Odpowiedz
#23

I tak to jest z tymi wielkimi miłościami albo z przymuszaniem. Chyba dużo zależy od szczęścia i jakie kto
ma podejście do zamążpójścia.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz
#24

(17-10-2017, 12:00 )jozekkg napisał(a):  Nie. Uważam, że rodzice nie powinni zmuszać dzieci do ślubu.
Jeśli chodzi o wcześniejsze bycie razem, to jeśli to ma być w sensie chodzenie i poznawanie się wzajemnie to tak.
Natomiast nie jestem za tym, żeby mieszkać razem. To i tak w niczym nie pomaga. Wiele par przez parę lat mieszkało razem, a po niedługim czasie od ślubu się rozstawali.

Mieszkają razem bez ślubu żeby się zabezpieczyć, jak coś nie wyjdzie to pójdzie  każdy w swoją stronę.
Odpowiedz
#25

Irytuje mnie jedna kwestia. Większość z nas słysząc ślub, myśli kościelny, bo cywil y to taki be, to nie ślub.

Nie jestem za zmuszaniem, bo nic dobrego z tego nie wychodzi.

"To, co dajesz, Momo, pozostaje twoje na zawsze; 
to, co zachowujesz, jest na zawsze stracone!"



Odpowiedz
#26

Pewnie wypadnę tu blado bo już od kilku dobrych w sumie lat żyję ze słowami "młoda głupia życia nie znasz" a dlaczego? Mam 27 lat, nigdy nie interesowało mnie małżeństwo. Nie dlatego, że mam siano w głowie- nigdy tak nie było. Nigdy nie skakałam z kwiatka na kwiatek. Pierwsze starcie z rodzinką miałam w wieku 18 lat, bo jak to bywa, "jesteś dorosła, czas zacząć życie- dzieci, mąż" o rany... Moja matka rozstała się z ojcem (chwała jej za to) gdy miałam 16 lat. Widząc to wszystko co działo się w domu rodzinnym i między nimi byłam zaskoczona totalnie jak zaczęto ode mnie wymagać stałego partnera dzieci bla bla bla. Postawiłam się, nie mam zamiaru spełniać oczekiwań rodzinki. Nie interesuje mnie plotkowanie o kuzynach/kuzynach którzy mają dzieci, partnerów a ja czekam nie wiadomo na co. W tym momencie połowa młodych jest już po rozwodzie, z dziećmi z wpadek. Jestem ZŁA bo ja się nie dałam w to wrobić. Mam partnera od 3 lat, już nikt nie upomina się o mój ślub. Nie potrzebuję go bo do czego? Bo rodzina chce? Czy miłość się zmienia na lepsze tylko przez głupi papierek? A ile małżeństw jest totalnie złych, niszczących a mimo wszystko ludzie w tym tkwią bo "obiecywało przed Bogiem", "bo jak to wygląda że rozwód, co ludzie powiedzą". Chore. Ale przecież żyjemy w czasach, kiedy nie można mieć własnego zdania, żyć jak MY chcemy bo jedyne co słychać to fala krytyki i bluzgów bo "w d*pach się przewraca"
Zdecydowane NIE dla małżeństwa bo rodzina naciska, każdy ma swoje życie i niech się po prostu zajmie sobą o.
Odpowiedz
#27

Bardzo słusznie i popieram. Mnie rodzina napierała i co? I po trzech latach skończyło się rozwodem.
Teraz jestem w związku od lat bez ślubu i nie zanosi się na to abyśmy mieli się rozstać.
Ślub to głupota. A przez to potem jeszcze więcej problemów i wyciąganie wszelkich brudów przed
obcymi ludźmi, czyli przed sądem.

"Tonący w kłamstwie, cynizmu się chwyta"
Hogan- Izabela
"Buzie widze w tym tenczu!"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości