06-02-2018, 4:07
Mnie tam pszczoły nic nie robią. Teściu miał kilkadziesiąt uli(dosłownie) za siatką, a ja sobie maliny i inne czereśnie zrywałem. Kilka razy mnie użądliła jakaś, ale kij jej w oko.
A w oko też raz. Odbiła się najpierw od kontakta, a potem upierniczyła mnie w kącik powiek.
Chyba córka pszczelarza, albo on sam mi podpowiedzieli by przyłożyć cebuli plasterek. Co uczyniłem. Rano musiałem palcyma na chama otwierać to oko, tak się skleiło. Niczym jakąś kropelką albo przynajmniej biurowym klejem.
To był tylko jeden taki epizod co zapamiętałem. Szerszenie są jeszcze mniej bolesne w kontakcie. Osy to są prze.....
A i jeszcze te wędrowne, dzikie.
Zajęły mi okolice zamka elektromagnetycznego w bramce. Zatem niektórym gościom otwierałem bramę. A druga ekipa wprowadziła się do tej żółtej lampy co sygnalizuje gdy się brama otwiera. Nic im nie robiłem. W przyszłym roku pewnie też będą sobie tam pomieszkiwać. Znaczy w tym, tylko latem.
Kiedyś to przy drzwiach wejściowych, do poprzedniego, drewnianego domu czmiele zamieszkały. Te to zupełnie przyjazne stworzenia są. My w normalnej symbiozie sobie żyliśmy, jedynie gdy ktoś obcy stał w okolicy drzwi to nerwowo latały.
Napisał bym o mrówkach, ale to do pszczoły nie podobne. Chyba że te ze skrzydełkami, ale to kiedy indziej.
A w oko też raz. Odbiła się najpierw od kontakta, a potem upierniczyła mnie w kącik powiek.
Chyba córka pszczelarza, albo on sam mi podpowiedzieli by przyłożyć cebuli plasterek. Co uczyniłem. Rano musiałem palcyma na chama otwierać to oko, tak się skleiło. Niczym jakąś kropelką albo przynajmniej biurowym klejem.
To był tylko jeden taki epizod co zapamiętałem. Szerszenie są jeszcze mniej bolesne w kontakcie. Osy to są prze.....
A i jeszcze te wędrowne, dzikie.
Zajęły mi okolice zamka elektromagnetycznego w bramce. Zatem niektórym gościom otwierałem bramę. A druga ekipa wprowadziła się do tej żółtej lampy co sygnalizuje gdy się brama otwiera. Nic im nie robiłem. W przyszłym roku pewnie też będą sobie tam pomieszkiwać. Znaczy w tym, tylko latem.
Kiedyś to przy drzwiach wejściowych, do poprzedniego, drewnianego domu czmiele zamieszkały. Te to zupełnie przyjazne stworzenia są. My w normalnej symbiozie sobie żyliśmy, jedynie gdy ktoś obcy stał w okolicy drzwi to nerwowo latały.
Napisał bym o mrówkach, ale to do pszczoły nie podobne. Chyba że te ze skrzydełkami, ale to kiedy indziej.


