14-10-2017, 8:31
- Biegli na podstawie szczątków komputerowo odtworzyli miejsca, gdzie zadawano jej obrażenia i, co istotne, z uwzględnieniem także obrażeń narządów wewnętrznych - mówił wówczas prokurator Piotr Krupiński, naczelnik wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej, prowadzący śledztwo w sprawie zabójstwa Katarzyny Z. Dzięki komputerowej wizualizacji śledczy dowiedzieli się, gdzie i jak miała zadane nożem rany kłute. A także jaka była ich kolejność. Ich charakter wskazywał, że cięcia zadawano w przemyślany sposób i wymagało to czasu oraz odpowiedniego miejsca
Biegły od urazów sportowych, analizując szczątki, dostrzegł z kolei, że są na nich obrażenia charakterystyczne zadawane przez osobę, która uprawiała sporty walki. Zaangażowano nawet jasnowidza, ale tego, co powiedział, prokuratura już nie ujawniła. Inna ekspertyza pokazała, jakie substancje chemiczne podał dziewczynie morderca.
Według Radia Kraków i Onetu na Roberta J. wskazał kolega, który napisał list do śledczych. J. miał mieć trudne dzieciństwo, doświadczać przemocy w rodzinie. Po rozwodzie rodziców, jak podają Radio Kraków i Onet, został pod opieką apodyktycznej matki.
Sąsiedzi i koledzy mówią o nim „dziwak”, był znany z zamiłowania do męczenia kotów i psów. Do jego profilu pasować ma również fakt, że ćwiczył sporty walki i pracował w prosektorium, co pomogło mu potem przy precyzyjnych cięciach skóry ofiary. Po morderstwie przeszedł religijną fascynację, ponoć krakowskiemu zakonnikowi wyspowiadał się z tego, co zrobił. Zdradzał też skłonności do ekscentrycznych zachowań: przebierania się w damskie fatałaszki, podglądania sąsiadek.
http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425...jstwo.html
Ćwiczył sporty walki więc na pewno jest podejrzany.
Jak będą chcieli go skazać na podstawie takich "dowodów" to na pewno sąd go uniewinni.
Jedyny twardy dowód, to to ponoć, że opisał zbrodnie w pamiętniku, a reszta to są dyrdymały.
Biegły od urazów sportowych, analizując szczątki, dostrzegł z kolei, że są na nich obrażenia charakterystyczne zadawane przez osobę, która uprawiała sporty walki. Zaangażowano nawet jasnowidza, ale tego, co powiedział, prokuratura już nie ujawniła. Inna ekspertyza pokazała, jakie substancje chemiczne podał dziewczynie morderca.
Według Radia Kraków i Onetu na Roberta J. wskazał kolega, który napisał list do śledczych. J. miał mieć trudne dzieciństwo, doświadczać przemocy w rodzinie. Po rozwodzie rodziców, jak podają Radio Kraków i Onet, został pod opieką apodyktycznej matki.
Sąsiedzi i koledzy mówią o nim „dziwak”, był znany z zamiłowania do męczenia kotów i psów. Do jego profilu pasować ma również fakt, że ćwiczył sporty walki i pracował w prosektorium, co pomogło mu potem przy precyzyjnych cięciach skóry ofiary. Po morderstwie przeszedł religijną fascynację, ponoć krakowskiemu zakonnikowi wyspowiadał się z tego, co zrobił. Zdradzał też skłonności do ekscentrycznych zachowań: przebierania się w damskie fatałaszki, podglądania sąsiadek.
http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425...jstwo.html
Ćwiczył sporty walki więc na pewno jest podejrzany.

Jak będą chcieli go skazać na podstawie takich "dowodów" to na pewno sąd go uniewinni.
Jedyny twardy dowód, to to ponoć, że opisał zbrodnie w pamiętniku, a reszta to są dyrdymały.


