06-08-2017, 3:03
Życie to w większości cierpienie przerywane dobrymi chwilami. Zaangażuje się a potem będę cierpieć. Pełny angaż jest dobry po 40-50 latach związku. Czyli chyba tuż przed śmiercią. Do samego końca wszystko może się zmienić. I nawet jak się da odejść danej osobie by była szczęśliwa to i tak to boli. Większość życia cierpię fizycznie i psychicznie. A było by gorzej jakbym był tak kochliwy jak kumpel. Zaangażował się w pełni od razu i potem bardzo cierpiał. A ona bawiła się uczuciami. Mi też mówiła, że od dziś jest ze mną. Miałem dość rozsądku by w to nie uwierzyć. A ilu ludzi wierzy w przysięgi małżeńskie? Widzę cały czasu jak zakochani ludzie cierpią i się kotłują. Angażując emocje widzę też, że często źle wybierają.


