16-06-2017, 21:39
Ja jestem od południa tak wkurzona, że nie mogę sobie miejsca znaleźć..., doprowadził mnie dzisiaj do szewskiej pasji mój kolega na wózku - dzisiaj już nie wytrzymałam, powiedziałam do widzenia i wyszłam..., jak wyszłam z budynku prawie się rozpłakałam z wściekłości - jakoś tak reaguję... Przyjechałam do domu z naszym wspólnym kolegą, który powiedział, że "potrząsnął" tamtym, no i po godzince tamten zadzwonił do mnie i wydusił "przepraszam". Teraz jednak nie będzie mojej inicjatywy i pytania, czy ma czas, o której mam przyjechać etc. - teraz czekam na telefon od niego, jak chce, żebym przyjechała.


