Nowa odpowiedź
Ocena wątku:
  • 17 głosów - średnia: 2.94
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Straszna opowieść Neoshy :)
#22

Dam dalej:

Neosha, Bryn, Ayana, jack i Harry byli licealistami. Mieli szesnaście lat. Postanowili w piątek wieczorem wybrać się do lasu i zrobić ognisko. W planach mieli też zostać tam na noc. las był bardzo daleko od miasta. Rodzice pozwolili im na kilka dni poza domem. Nikt nie zapuszczał się do tego lasu od lat. Przyjechali czarnym jeepem Bryn. Rozstawili namioty, ustawili pięć krzesełek przy drewnie i rozpalili ognisko. Zaczynało się już ściemniać. Gadali o szkole, znajomych, wakacjach i pili alkohol i palili.
- Ja to ostatnio byłam w lesie jakieś pięć lat temu u babci na wsi. Dobrze, że wyjechaliśmy tu, bo stęskniłam się za tym klimatem - powiedziała Ayana.
- Ja się stęskniłem za takimi ogniskami z przyjaciółmi - odparł Harry i zaciągnął się Marlboro.
- No, jest co wspominać - powiedziała Bryn.
- Ciekawe, czemu tu nikt nie chodzi - powiedział Jack.
- pewno ludziom się nie chce cztery godziny jechać na odludzie - odparła Neosha i otworzyła piwo - i dobrze, bo nikt nam nie będzie przeszkadzał.
- Tobie i Jackowi czy wszystkim? - zaśmiał się Harry.
- I to i to - zaśmiała się Neosha. napiła się szampana z butelki.
- A jak się upijemy, to zaczniemy tańczyć dla chłopaków hahaha - zaśmiała się Ayana.
- W sumie to nie głupi pomysł - uśmiechnęła się Bryn.
- Serio? - spytał Jack.
- Nawet teraz możemy - powiedziała Ayana. Wstały i zaczęły tańczyć.
- Oj będzie co wspominać - zaśmiała się Naeosha - Ale ja na razie wolę popić. Dla mnie też możecie tańczyć hahah.
Śmieli się i gadali, Bryn i Ayana tańczyły. Nagle coś się poruszyło w krzakach 8 metrów od nich.
Dziewczyny przestały tańczyć i spojrzały się na krzaki.
- Kuźwa, tam ktoś jest - powiedział Jack.
- Mówiliście, że tu nikt nie chodzi - zlękła się Neosha.
- Bo nie chodzi. Ale teraz ktoś postanowił zrobić wyjątek odparł Jack.
- Macie gaz łzawiący? - szepnął harry - pójdę zobaczyć i przepędzę gnoja.
- Ja mam - powiedziała Bryn. Wyjęła gaz z torebki i dała go Harry'emu.
- Tylko uważaj - szepnęła Ayana.
- W razie co, to Cię ubezpieczam - powiedział Jack i wstał. Podszedł ostrożnie do krzaków. Nawet nie wiedział, jaki błąd popełnił.

-----

Mia biegła po schodach na górę. Gdy wchodziła na drugie połączenie schodów, obraz wiszący na ich końcu spadł. Krzyknęła i przystała na chwilę.

- Spokojnie, to tylko obraz, to w porównaniu do wcześniejszych zdarzeń jest najmniej straszne - powiedziała sobie w myślach. Pobiegła nimi i znalazła się w korytarzu na drugim piętrze. Przez jego środek ciągnął się granatowy dywan. Weszła do pierwszego pokoju na prawo i zamknęła drzwi. Oparła się o nie plecami i wydyszała się. Wyjęła z kieszeni w spodniach agrafkę i zamknęła drzwi na zamek. Poczuła się nieco bezpieczniej. Wyjęła telefon i zerknęła na ekran. Brak zasięgu. Schowała telefon do kieszeni i usiadła na czerwonym zakurzonym fotelu. Myślała o tym, kiedy uda się jej wrócić do domu. Zerknęła na godzinę w telefonie. Była 22. Gdy chciała schować telefon, zobaczyła stojącą przed nią panią Samathę.

- Dziecko, uciekaj stąd, oni będą Cię ścigać, dopóki nie zabiorą Twojej duszy i nie uwiężą jej w tym szpitalu.

Mia chciała coś powiedzieć, ale jej uwagę zwrócił dźwięk na korytarzu. Zabrzmiało, jakby ktoś jeździł gwoździem po ścianie rysując coś. Usłyszała to samo nucenie, który Mike słyszał w toalecie. Nagle dźwięk ustał. Mia zobaczyła przez szparę u dołu drzwi, jak jakiś cień przechodzi z głębi korytarza do schodów. Duch pani Samanthy stał i patrzył się w podłogę. Mia nie czuła się już tak bezpiecznie nawet pomimo zamkniętych na zamek drzwi. Marzyła, żeby to wszystko się już skończyło. Nagle poczuła, że musi iść za potrzebą. Stres u niej powodował częste sikanie. Podeszła powoli do drzwi i zerknęła przez szparę u dołu drzwi. Nie było żadnych stóp ani cieni. Chciała spytać się pani Samanthy, jak można się stąd wydostać, ale gdy się odwróciła, jej już nie było. Pęcherz naglił. Otworzyła drzwi i uchyliła je. Korytarz był pusty. Otwarła drzwi i wychyliła głowę. Spojrzała w lewo, nikogo nie było. Wyszła z pokoju i kierowała się do łazienki, gdy nagle spostrzegła, co było na jednej ze ścian. Na samym jej środku widniał napis ''Zostaniesz z nami na zawsze'' wyryty gwoździem. Mia przeraziła się. Jej oddech był szybki i głośny. Cofnęła się i oparła o ścianę plecami. Napis był wykonany dziecięcym pismem. Gdyby nie pęcherz, pewnie usiadła by z bezsilności. Po chwili doszła do siebie i poszła szybkim krokiem w stronę toalety. Weszła do niej i wybrała pierwszą kabinę. Zdjęła spodnie i majtki i usiadła na desce. Nagle usłyszała jakiś dźwięk w klozecie. Wstała i gdy spojrzała do środka, zmroziło ją. W środku bulgotała krew. Z oczami pełnymi strachu szybko podciągnęła spodnie, odwróciła się i popchnęła drzwi od kabiny. Wrzasnęła, gdy zobaczyła odbicie lustra.



-----



- Pamiętasz, co robić? - zapytała się Blair Maggie, pacjentki, która była w sali najdalej dyżurki.

- Jasne - odpowiedziała jej dziewczyna. Było grubo po północy. Najlepsza pora, żeby zwiać ze szpitala.

- Dobra, to za minutę zaczynaj - poleciła dziewczynie Blair. Pobiegły z Madi do swojej sali. Założyły plecaki na plecy i czekały za rogiem przy drzwiach. Usłyszały wrzask Maggie. Po chwili przybiegł do niej opiekun z dyżurki. Gdy wchodził do sali Maggie, dziewczyny były gotowe.

- Goł - rzuciła Blair. Otworzyły drzwi swojej sali i cicho wyszły. Madi poszła do dyżurki i przycisnęła przycisk otwierający drzwi na ich oddział. Opiekun usłyszał dźwięk otwierania drzwi i biegł w stronę dziewczyn. Blair popchnęła drzwi i przytrzymała. Madi zobaczyła biegnącego opiekuna. Pobiegła do niej i wyszły z oddziału, szybko zamykając drzwi. Opiekun wyjął klucze i otwierał drzwi, kiedy dziewczyny były już na końcówce schodów. Usłyszały otwierające się drzwi i wołania opiekuna, żeby się zatrzymały. Wybiegły ze schodów do hallu. Pani w recepcji widząc dziewczyny wstała i chciała je zatrzymać, ale kiedy wyszła z niej, dziewczyny już otwierały drzwi wyjściowe. Wybiegły na ścieżkę szpitalną. Będąc w jej połowie, usłyszały wołania za nimi. Przyspieszyły i otworzyły drzwi bramy. Wybiegły z niej i podążały chodnikiem na prawo. Przebiegły kilka ulic i znalazły się na stacji pociągów. Po 30 sekundach usłyszały nadjeżdżający pociąg.

- Wsiadamy - powiedziała Blair. Gdy pociąg się zatrzymał wsiadły do niego i zamknęły się w ubikacji. Siadły na zamkniętej desce od klopa i się wydyszały.

- Za kilka stacji musimy wysiąść. Trzeba złapać pociąg do centrum - powiedziała Blair.

- W centrum jest najwięcej policji, mogą nas złapać.

- Na stacjach nie chodzi policja. Musimy stamtąd złapać pociąg do New Jersey. W Nowym Jorku będą nas szukać.

- Ile masz kasy?

- Spoko, zwinęłam temu bogatemu Damianowi 3 tysie. Starczy na długo.

Przed nami i tak nie uciekniecie. Przyjdzie czas, że skończycie tak jak ten japończyk, tylko w szambie pełnym ludzkich części hahahahaha.

- No fajnie, jeszcze ich nam brakowało - powiedziała zirytowana Blair.

Jeszcze zatęsknisz za nami, gdy zobaczysz, co potrafią zrobić inni wyżej od nas. A tymczasem rozkoszuj się spokojem, który jeszcze masz. Ale nie na długo.

- Blair, mówiłam, że będzie coraz gorzej - powiedziała Madi cicho. Spojrzała na koleżankę, a w jej oczach zobaczyła same białka. Z jej ust lała się krew. Madi wrzasnęła.

- Madi, co się stało? - zapytała zaniepokojona Blair. Nagle twarz Blair znów wyglądała normalnie.

- Halo, czy wszystko w porządku? - Jakiś facet zapukał do drzwi kibla.

- Tak tak, wszystko okej, po prostu zauważyłam w swojej kupie robaki, a mam lęk przed tym obrzydlistwem - odpowiedziała facetowi Blair - Nic się nie stało proszę pana, dziękuję za troskę.

Madi siedziała skulona na podłodze. Trzęsła się. Blair kucnęła przy niej.

- Co się stało? - spytała Blair.

- Musimy jak najszybciej znaleźć tych księży i odprawić ten egzorcyzm. Bo to przekracza wszystko. Nie wiemy, co się dalej stanie. A potem może być za późno - powiedziała Madi.



-----



Brookie ujrzała trzy osoby w korytarzu przy drzwiach. Ich oczy były czerwone, nie miały źrenic, tylko białe, duże kółka. Patrzyli na nią jak zwierzę na swoją ofiarę.

- Dobra, opanujmy się, bo nic nam nie zostanie - odezwała się blondynka, która otworzyła drzwi.

- Racja - odparł dobrze zbudowany chłopak. Ich wzrok zmienił się na normalny, lecz oczy pozostały takie same.

- To którą najpierw? - Zapytała brunetka stojąca za chłopakiem.

- Przytomną. Tamta może gorzej smakować. Jak się ocknie, będzie smaczniejsza - odparł chłopak. Brookie oblał zimny pot. Lęk przed tym, co jej zrobią ją sparaliżował. Podeszli do niej, blondynka podciągnęła jej rękaw, chłopak z tyłu przechylił jej głowę na bok, brunetka jednym ruchem rozdarła jej spodnie na udzie. Chłopak powąchał jej szyję.

- O kurde, takiej dobrej krwi właśnie potrzebowałem - W ułamku sekundy zatopił kły w jej szyi. Brookie wrzasnęła z bólu. Dziewczyny zatopiły zęby w jej nodze i ręce. Wiła się z bólu i krzyczała na całe gardło. Poczuła smród krwi. Swojej krwi. Smród był tak intensywny, jak w punkcie pobrań. Poczuła, jak robi jej się słabo. Te męki trwały trzy minuty. Brunetka gwałtownie oderwała głowę od nogi Brookie. Jej wzrok był taki przerażający. Miała ogromne, długie kły, całe we krwi Blair. Jej mina nie przypominała miny człowieka. Przypominała minę kogoś szalonego, kto dostał to, czego mu długo brakowało. Brookie przeraził ten widok. Po chwili poczuła, jak kły blondynki wychodzą z jej żyły. Chłopak szarpnął jej żyłą, gdy skończył pić. Brookie zawyła z bólu.

- Nie ma to jak po dłuższej przerwie w pożywieniu dostać taki rarytas - powiedział chłopak ocierając brodę z krwi.

- Musiała zdrowo jeść. No i to zero minus, tak rzadko spotykane. Po prostu delicje. Nie piłam tak dobrej krwi od dwustu lat.

Nagle rozległy się czyjeś kroki w korytarzu. Po chwili w drzwiach pojawiła się szesnastoletnia dziewczyna.

- Ładnie to tak się posilać bez poinformowania bardziej spragnionych? - Zapytała dziewczyna - Macie szczęście, że chłopaki śpią.

- Właśnie dlatego im nie powiedzieliśmy - Odparła brunetka - Wiemy, że są wyczerpani. Jak się obudzą to od razu poczują i sami tu przylecą.

- Zostawcie nas same, chcę się z nimi przywitać - Powiedziała dziewczyna w drzwiach.

- Spoko, tylko nie przeraź dziewczyny, miała dzisiaj dużo wrażeń - Odparła blondynka. Ich trójka wyszła z pokoju. Dziewczyna zamknęła drzwi i odwróciła się do Brookie.

- No siema. Mam na imię Kim, ale możesz mi mówić Kimi. Jak widziałaś, moi przyjaciele są wampirami. Ja to trochę skomplikowana sprawa. Widzisz, jestem półwampirem. Mój ojciec był wampirem, ale moja matka człowiekiem. Podczas, gdy w moich przyjaciołach płynie niebieska krew, w moich płynie fioletowa. Mieszanka krwi niebieskiej i czerwonej. Widzisz, mamy coś wspólnego - Uśmiechnęła się - Zamieszkasz z nami na kilka lat. Zrobimy symbiozę. My będziemy Ci dawać za darmo dobre żarcie i picie, a Ty dasz trochę swojej krwi. No, właściwie to nie bezpośrednio. Rozwiążemy Cię i damy ten pokój. Wiązać Cię będziemy tylko na porę pożywienia, żeby było wygodnie pić. To wszystko tyczy się też Twojej koleżanki. Czasem do Ciebie przyjdę, jak Ci się będzie nudziło. Masz jakieś pytania?

Blair przeraziła wizja pobytu tutaj na kilka lat.

- Skoro jesteś półwampirem, to czy też pijesz krew?

Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.

- A jak myślisz?

Brookie straciła przytomność. Jedyne, co ujrzała przed tym, to twarz dziewczyny tuż przy jej twarzy, uśmiechającej się szeroko z wielkimi kłami.



-----



Jade ocknęła się kilka godzin później. Leżała przywiązana do łóżka. Poczuła, że szczypie ją paznokieć. Cały palec u prawej stopy jej pulsował. Po chwili zorientowała się, że nie ma na nim paznokcia. Usłyszała kroki zbliżające się do pokoju.

- Ooo, nareszcie moja pszczółka się obudziła. Ile można spać kochanie? Wiem, że po zabawie jesteś zmęczona, ale przygotowałem dla Was kolację. Nabierzesz sił kwiatuszku - Wyjął tą samą strzykawkę z kieszeni, co rano - Ten mały zabieg już znasz słońce - Wbił jej igłę w udo - Twoja przyjaciółka już jest na miejscu. Brakuje tylko Ciebie - Wyjął strzykawkę z jej uda - Poznacie Emily, moją perełkę, która jest ze mną od czterech miesięcy. Nie chciałem, żeby bawiła się tylko ze mną. Dlatego przyniosłem Was tutaj - Odpiął pasy - Wiesz, Emily jest małomówna, ale to nie znaczy, że Was nie lubi - Przełożył ją sobie przez ramię. Zaczął iść korytarzem - Mało je, bo się odchudza. Jest bardzo szczupła - Otworzył drzwi - Już niedaleko - Szedł przez trawę - To tutaj, złotko. Chciałem, żeby było romantycznie - Posadził ją na krześle - Dziewczynki, poznajcie się - Przywiązał Jade - Oh, Twoja przyjaciółka jeszcze śpi po zabawie - Jade spojrzała na Farah - była nieprzytomna, jej głowa opadła na ramię. Mężczyzna podszedł do niej - No gwiazdko, obudź się, już jesteśmy - Poklepał ją w policzek. Farah się ocknęła. Zaczęła krzyczeć. Obok niej posadzony był trup kobiety w średnim stopniu rozkładu - Już dobrze bączku, to był tylko zły sen, jesteśmy z Tobą - Pogłaskał ją po głowie - Widzisz Emily, nasza druga gwiazdka tak jak ja jest poruszona Twoim stanem. Zdecydowanie musisz ciut więcej jeść - Powiedział do trupa - No laleczki, czas na kolację - Usiadł na krzesle - Przygotowałem dla Was coś specjalnego - Uniósł przykrywkę nad talerzem - Dla naszej czarnowłosej pszczółki przyszykowałem wątróbkę - Na talerzu leżała ludzka wątroba. Jade zrobiło się niedobrze. Farah czuła obrzydzenie na myśl, że to dla niej - Dla naszej brązowowłosej ślicznotki mamy nereczki - Podniósł pokrywkę, na której były ludzkie nerki w panierce - A dla Ciebie kotku mamy płucka - Podniósł przykrywkę przed trupem kobiety. Były na nim ludzie płuca w częściach - Ja zjem sobie móżdżek. Zielone jedzenie jest dobre na odchudzanie, a mi się ostatnio przytyło - Zaśmiał się - Kiedy już zjemy, podzielimy się deserem - zaczął kroić mózg i zjadał go ze smakiem - Czemu nie jecie dziewczyny? Ach rozumiem, boicie się, że utyjecie, tak samo jak Emily - uśmiechnął się - Złotko, zjedz coś, bo nie jadłaś nic od trzech tygodni - Wstał i podszedł do trupa - No dalej kochana, jemy - wziął na widelec kawałek płuca i zbliżył do ust nieboszczki - No dobrze, to ja zjem jeden kawałek, a Ty drugi - Wziął go do ust - Mmmm, delicje - Powiedział z pełną buzią - Teraz Twoja kolej - Nadział na widelec kolejny kawałek i przyłożył trupowi do ust. Kawałek spadł - Oj kochana, znowu wypluwasz jedzenie - Pokręcił głową - No dobrze, nie będę Cię zmuszał - Wstał i podszedł do Jade - I jak pszczółko, smakuje? - Pomasował jej tył głowy - Chyba Ci nie smakuje - Wziął kawałek swojego dania do ręki - Zjedz dla mnie słońce. Kolejne jedzenie będzie za tydzień - Jade nie chciała umrzeć z głodu, więc wzięła kawałek do buzi - Oooo, jak ładnie - Poklepał jej głowę jak psu. Jade miała ochotę zwymiotować - Iiii połykamy - Połknęła i poczuła, jak jej się zbiera. Mężczyzna podszedł do Farah - No i na koniec Ty moje śliczności. Była tak zmęczona, że nawet nie protestowała - Braaawooo! - Mężczyzna pogłaskał ją po głowie. Jade odwróciła głowę na prawo i zwymiotowała - Ojojoj, mojej małej coś zaszkodziło. Oby to nie była grypa żołądkowa - Podszedł do Jade i trzymał jej włosy. Farah w tym czasie wypluła to, co miała w buzi na trawę. Trup kobiety zleciał z krzesła - O matko, Emily - Podbiegł do nieboszczki - Kochanie, ocknij się. Dziewczyny wymieniły zmęczone psychicznie spojrzenia - Dziewczynki, zostańcie chwilę same, muszę zanieść Emily do pokoju, biedactwo zemdlało - Wziął trupa przez ramię - Zaraz wracam kochane - Poszedł z nieboszczką do domu.

- Musimy mu uciec - Powiedziała Farah - Bo inaczej same zwariujemy.

- Ale jak? - Spytała Jade.

- W kieszeni mam mały nóż, spróbuje go dosięgnąć.

- Pospiesz się, on zaraz wróci.



-----



Brittany obudziła się po godzinie. Jej koleżanek nie było.

- Ej dziewczyny, gdzie jesteście? - zawołała.

- Już idę - Zawołała Felishia. Przybiegła do koleżanki - Szukałam jakiegoś wyjścia, chciałyśmy wezwać pomoc, byłaś nieprzytomna ponad godzinę. Ktoś zamknął to wejście, którym weszłyśmy.

- Co się stało? Nic nie pamiętam. Ostatnie, co kojarzę to to, że opowiadałam Wam o tych okropnościach.

- Coś w Tobie było... Powiedziało jakieś słowa w dziwnym języku, a potem się zaśmiało jak psychiczny demon - Powiedziała Felishia ze strachem w oczach - Dobrze, że nic Ci nie jest.

- Wydaje mi się, że uwolniłyśmy złego ducha. Felish, boję się.

- Masz jakiś łańcuszek z krzyżykiem?

- Nie, ale Sierra ma.

- Właśnie, gdzie ona jest?

- Poszła szukać w drugiej części fabryki. Tylko długo nie wraca - Zmartwiła się.

- Musimy pójść ją poszukać. Może się przewróciła i zwichnęła kostkę czy coś.

Felishia pomogła wstać koleżance i ruszyły wgłąb fabryki. Szukały pół godziny, ale nigdzie jej nie widziały. Poszły do ostatniego pomieszczenia, gdzie jeszcze nie były.

- Sierri - dziewczyny zauważyły ją w kącie najdalej od wejścia do pomieszczenia. Sierra siedziała po turecku z pochyloną głową do dołu. Jej twarz zasłaniały włosy. Briitany odgarnęła jej włosy na bok. Dziewczyny krzyknęły i odskoczyły. Oczy Brittany były całe białe, bez źrenic, a z jej ust wydobywała się piana. Po chwili oczy dziewczyny zrobiły się czerwone, spojrzała na nie i gardłowym głosem powiedziała głośno:

- Nahisu id kuneri! Wehalabam!

Brittany po chwili opadła na podłogę. Po minucie otwarła lekko oczy i kaszlnęła. Podeszły do niej.

- Sieri, jak się czujesz? - Felishia postawiła ją w pozycji siedzącej.

- Słabo mi. Co ja mam na sobie? - Popatrzyła na swoje ciuchy. Były całe w pianie.

- Sierra, spotkało Cię to samo, co Brit - powiedziała Felishia - Znowu słyszałyśmy te słowa w dziwnym języku.

- O mój Boże, to jest okropne - Powiedziała Sierra ze strachem w głosie.

- Myślałam, że krzyżyk powinien odstraszać złe duchy - powiedziała Brittany.

- Właśnie, a gdzie jest mój łańcuszek? - Sierra zobaczyła, że nie ma go na szyi. Po chwili dziewczyny zobaczyły, że leży rozerwany w pianie.

- Co on robi w tym dziadostwie? - Zdziwiła się Brittany.

- Nie wiem, ale wiem jedno: trzeba stąd jak najszybciej wiać do kościoła. Tam spytamy się księdza, jak możemy się tego ducha pozbyć - powiedziała Sierra.



-----



Megan i Jenna zaczęły uciekać drugimi schodami. Potwór został na parterze. Weszły na trzecie piętro i zamknęły się w pierwszym pokoju na lewo.

- Co to ku**a było? - Megan podniosła głos.

- Nie wiem i nie chcę wiedzieć.

- Musi być stąd jakieś wyjście.

- Zadzwonię do Michaela, niech zawiadomi policję - Jenna wyjęła telefon. Otworzyła klapkę i zobaczyła, że nie ma zasięgu.

- No extra, brak zasięgu - Zirytowała się.

- Co my teraz zrobimy?

- Nie wiem, co zrobimy, ale wiem, co musimy zrobić teraz. Musimy znaleźć coś, czym się będziemy bronić. Trzeba przeszukać pokój.

Jenna podeszła do szafki i zaczęła szukać. Megan chciała sprawdzić szafę. Przekręciła klucz i otworzyła. Krzyknęła przerażona. Z szafy wypadł na nią nagi człowiek, a raczej coś podobnego do człowieka. Miał zabandażowaną całą twarz, a w miejscu przy oczach bandaż przesiąknięty był ciemną, zaschniętą krwią. Nie miał rąk. Jego kształt głowy przypominał nierówną skałę. Z pleców wystawała mu krótka ręka, a na nodze miał wielką szynę, a pod jego skórą w tym miejscu coś się ruszało. Dziewczyny wybiegły z pokoju i zamknęły się w łazience.

- Ja już nawet nie chcę myśleć, co jeszcze tu zobaczymy - Powiedziała przerażona Megan.

- W razie czego znalazłam jakiś duży nóż.

- Chociaż tyle dobre.

- Jak my się stąd wydostaniemy? - Spytała Jenna bez nadziei.

- Może te drzwi znikają i pojawiają się o określonych porach.

- To jest jakieś wariactwo. Nie chcę nawet się zastanawiać nad tym całym chorym domem.

- Musimy coś wymyślić. Jeśli stąd nie wyjdziemy, to prędzej czy później nas zabiją.

Nagle usłyszały za sobą jakiś ruch. Megan wzięła do ręki belkę od suszarki, która była na podłodze. Jenna miała w ręku nóż. Megan powoli odsłoniła zasłonę prysznicową. Wrzasnęły. W wannie leżał jakiś zmutowany człowiek w jakiejś żółto zielonej mazi. Miał twarz podobną do nietoperza, cztery palce u rąk, na których były długie szpony i długi szczurzy ogon. Stworzenie prychnęło na nie jak kot. Sparaliżowana strachem Jenna upuściła nóż. Dziewczyny wybiegły z toalety. Pobiegły w kierunku schodów i zatrzymały się na korytarzu na pierwszym piętrze. Gdy spojrzały do jednego z pokoi, zamarły. Stali tam dwaj mali mężczyźni połączeni w jednego człowieka. Patrzyli się na nie spokojnie z uwagą. Pobiegły do pokoju na środku korytarza. Zamknęły drzwi i stojąc do nich plecami przytrzymywały je, w razie, jakby coś chciało do nich wejść.



-----



Jack powoli zbliżał się do krzaka. Nagle wyskoczył z niego stwór wyglądający jak wilkołak z Harrego Pottera, tylko o wiele większy i paskudniejszy. Skoczył prosto na Jacka, przewracając go na plecy i jednym ruchem odgryzł mu głowę i rzucił ją pyskiem na bok. Nastolatkowie zaczęli uciekać. Neosha i Bryn pobiegły w lewo, a Harry z Ayaną na prawo. Potwór stojąc na ciele Jacka zawył głośno, unosząc łeb ku górze. Zszedł z niego, złapał zębami za nogę i pociągnął w głąb lasu w przeciwnym kierunku, niż uciekli młodzi.

Harry i Ayana biegli jakąś leśną ścieżką. Gdy zorientowali się, że potwór ich nie goni, przystanęli przy jakimś dużym kamieniu.

- Co to kurna było? - Harry ledwo dyszał.

- Nie wiem. Myślałam, że takie stworzenia są tylko na filmach - Serce waliło Ayanie jak oszalałe.

- No to teraz wiadomo, czemu nikt tu nie jeździ.

Nagle usłyszeli, że coś biegnie w ich kierunku.

- Za kamień - Rzucił Harry. Schowali się. Słyszeli coraz głośniej czyjś bieg. To nie był bieg człowieka. Nie mógł być to również tego, co zobaczyli. Tamten stwór był o wiele chudszy. To coś zbliżało się. Harry z daleka zobaczył, że to coś jest mniejsze od tamtego potwora i ma futro. Przebiegło obok kamienia. Ayana spostrzegła, że ma ogon. Kiedy to coś się oddaliło, wyszli zza kamienia.

- Co to jest?! Jeszcze jeden?! Co to k**wa, las wilkołaków?! - powiedział głośno Harry.

- Cicho, bo nas usłyszy.

- Chciałem wyjechać do lasu, żeby odpocząć, a tu wyskakują jakieś stwory, mój przyjaciel nie żyje i nie wiadomo, czy i ja tak nie skończę.

- Nie skończysz. Przesiedzimy tu do rana, znajdziemy dziewczyny i odjedziemy stąd.

- Nie wiadomo, czy jeszcze się coś nie wydarzy.

Nagle coś zaszeleściło nad nimi. Spojrzeli w górę. Dojrzeli żółte, wpatrujące się w nich ślepia. Dostrzegli machający koci ogon zakończony jak u jaszczurki.

- Zwiewamy - Powiedział harry. Zaczęli uciekać dalej po ścieżce. Zwierzę zeskoczyło z drzewa i ruszyło za nimi. Uciekali przez około dwudziestu minut, kiedy zwierzę nagle zatrzymało się wydająć dźwięk duszenia się z braku powietrza. Zwolnili, lecz nie przestawali biec. Przed nimi pojawiło się rozwidlenie drogi.

- W lewo - rzuciła Ayana. Nie zdawała sobie sprawy, jak zły był to wybór...



-----



- Daleko to jeszcze?

- Jeszcze 5 kilometrów.

Parla i Cassandra jechały zwiedzić stary, opuszczony zamek, o którym istnieniu miała pojęcie niewielka ilość ludzi. Siedemnastoletnie siostry powiedziały rodzicom, że jadą z przyjaciółmi na biwak za miasto. Jechały już 4 godziny.

- Pogoda klimatyczna - Powiedziała Cassandra. Od dwóch godzin była burza i nieźle lało. Wycieraczki na szybie chodziły bez przerwy.

- To chyba dobrze - Parla zwolniła, bo wjechały na nierówną drogę.

- Bardzo dobrze. Marzyłam od lat, żeby w taką pogodę zwiedzić coś opuszczonego.

- Będzie fajnie. Najbardziej super będzie spanie na poddaszu, słuchając, jak deszcz leje na dach.

- To będzie najlepsze. Mam tylko nadzieję, że Justin się nie wygada rodzicom.

- Niech tylko spróbuje, to już nigdy nie zrobię za niego porządków w jego pokoju.

Nagle usłyszały przebicie opony. Samochód zwalniał, aż w końcu stanął.

- Ocho, koniec grzania tyłka w samochodzie, dalej trzeba z buta - Powiedziała Parla.

- To jak my wrócimy do domu?

- Spokojnie, zadzwonię po Justina i po nas przyjedzie.

Dziewczyny założyły kaptury, wysiadły z auta i zamknęły drzwi. Spojrzały pod samochód. W oponie tkwił kawałek jakiegoś prętu.

- Kolejny wydatek - Westchnęła Parla - Najgorzej, jak piorun rąbnie w drzewo, a ono przewróci się na moje nowiutkie, kochane BMW.

- Może nie rąbnie. Chodź, weźmiemy plecaki i torebki i idziemy.

Siostry wyjęły potrzebne rzeczy i ruszyły ścieżką. Po 10 minutach Parla kątem oka zauważyła jakiś ruch za wielkimi krzewami.

- Ej Cass, coś widziałam - szepnęła Parla.

- To pewno jakaś sarna, czy coś - powiedziała cicho Cassandra.

- Jak na sarnę to było za szybkie. Poza tym sarnę byłoby słychać - wyszeptała przestraszona Parla.

- Pójdę sprawdzić, a Ty bądź w razie czego za mną.
- Jasne - Parla wyjęła z kieszeni scyzoryk i dała siostrze. Powoli podchodziły w stronę krzewu. Cassandra trzymała przed sobą scyzoryk i zbliżała się do miejsca, gdzie wskazała Parla...
Odpowiedz
Nowa odpowiedź


Wiadomości w tym wątku
Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 23-02-2017, 5:45
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 23-02-2017, 15:49
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 23-02-2017, 21:00
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 23-02-2017, 21:22
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 23-02-2017, 23:00
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez ro_bot - 23-02-2017, 23:49
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 24-02-2017, 5:21
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Wąsatka - 24-02-2017, 11:44
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 24-02-2017, 18:01
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 24-02-2017, 1:31
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 24-02-2017, 5:22
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 24-02-2017, 13:04
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 24-02-2017, 18:02
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Wąsatka - 24-02-2017, 13:51
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 24-02-2017, 15:07
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Wąsatka - 24-02-2017, 15:44
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 24-02-2017, 23:05
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Wąsatka - 24-02-2017, 23:20
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 24-02-2017, 18:06
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 24-02-2017, 23:24
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Wąsatka - 24-02-2017, 23:25
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 08-03-2017, 8:56
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 08-03-2017, 12:37
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 08-03-2017, 23:16
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 08-03-2017, 23:38
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 09-03-2017, 17:49
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 10-03-2017, 0:33
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 10-03-2017, 10:39
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 10-03-2017, 10:53
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez Lady Neosha - 10-03-2017, 11:01
RE: Straszna opowieść Neoshy :) - przez hogan - 10-03-2017, 18:11

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości