23-02-2017, 23:00
(23-02-2017, 21:22 )hogan napisał(a): No no! Niezły horrorek się zaczyna
Dzięki
Tu masz dalej
:Sierra, Felishia i Brittany to koleżanki ze studiów. Mają 25 lat i skłonność do częstego popijania dla zabawy. Pewnego dnia, po szkole, postanowiły się wybrać do opuszczonej fabryki mydła i ją zwiedzić. Zabrały ze sobą oczywiście coś na suchość w gardle: Sierra przyniosła drogiego szampana, Felishia Whisky, a Brittany jacka dannielsa.
- Hahah, wszystkie wiedziałyśmy, co zabrać - zaśmiała się Brittany, kiedy były już pod fabryką.
- Ale ja mam coś jeszcze do smaka - powiedziała z uśmiechem Felishia wyciągając z torebki colę.
- No, jako jedyna pomyślałaś o czymś lżejszym.
Zaśmiały się.
- Ja mam wielkie chipsy cebulowe - powiedziała Brittany.
- A nie zgadniecie, co ja wzięłam - powiedziała Sierra - Tablicę OUIJA, świeczki i kawałek koszuli mojego zmarłego dziadka.
- Extra, nigdy nie wywoływałam duchów - ucieszyła się Brittany.
- Tylko mam nadzieję, że nie sprowadzimy tym na siebie kłopotów - powiedziała poważnym tonem Felishia.
- No co Ty, wszyscy tylko tak straszą, żeby tego nie robić, bo są ograniczeni i uważają, że jak będziesz im zawracać tyłek po śmierci, to się zemszczą - przekonywała koleżankę Sierra.
Felishia zrobiła minę zastanowienia i niepewności, ale w końcu się zgodziła.
- No dobra.
Obejrzały fabrykę i znalazły wejście. Weszły do niej, rozejrzały się, weszły do pomieszczenia, gdzie były jakieś zardzewiałe maszyny do produkcji, rozłożyły koc przy drzwiach i klapły sobie. Puściły muzykę z telefonu, wyjęły procenty, colę i chipsy i zaczęły gadać o planach na wakacje. Nie usłyszały, kiedy drzwi fabryki nagle same zamknęły się z hukiem...
-----
Mia grała na telefonie, żeby się uspokoić, kiedy Mike przybiegł do niej.
- Ćwiczysz biegi? - zapytała Mia i się zaśmiała.
- W kiblu słyszałem jakieś nucenie. Myślałem, że to Ty przyszłaś pod wucet i na mnie czekasz, ale jak spytałem, czy to Ty, nikt nie odpowiadał. Myślałem w tamtej chwili, że chyba zejdę na zawał.
- Wiesz, jak Ciebie nie było, widziałam ducha jakiejś chorej psychicznie kobiety. Chciałam uciec, ale nie zostawiła bym Ciebie. Płakała, więc zrobiło mi się jej żal. Zapytałam się jej, czemu płacze i kim jest. Myślę, że jej duch nie może zaznać spokoju i jest tu uwięziony.
- Gadałaś z nią? Przecież mogła Ci coś zrobić.
- To ona bardziej się bała. Mówiła o tym, że słyszy jakiś głos i widać, że miała tego dosyć. Nie możemy jej tak zostawić Mike, musimy jej pomóc przejść na tamtą stronę.
- Chyba nie powinniśmy się mieszać w takie sprawy. To może mieć różne skutki.
- Mike, ta kobieta potrzebuje pomocy. Jeśli my jej nie pomożemy, może tego nikt nie zrobić.
- Dobra. Wrócimy do domu, poszukamy o niej informacji i dowiemy się, co możemy zrobić. Ale obiecaj mi, że więcej nie będziemy się mieszać w takie rzeczy.
- Obiecuję.
Nagle wszystkie światła od drugiego końca korytarza zaczęły się zapalać z charakterystycznym pykaniem.
- Nie podoba mi się tutaj, wracamy - powiedział Mike z obawą w głosie.
Odwrócili się i zaczęli zbiegać po schodach. Kiedy byli już na parterze, chcąc w końcu stąd wyjść, nacisnęli klamkę, lecz ta nie ustąpiła.
- No szlag - Mike próbował wyważyć drzwi, ale na darmo.
- Oknem - powiedział. Wziął krzesło, zamachnął się i tylko stuknął w szybę, która wydała głupi dźwięk.
- No świetnie. I co teraz? - Mia stała za nim, była zmieszana i zaniepokojona.
- Spróbuj zadzwonić do Crystal.
Mia wystukała numer siostry, lecz odpowiedział jej brak zasięgu.
- Super. Nie ma zasięgu. Co my teraz zrobimy?
Mike nie odpowiedział, skupił uwagę na czymś innym. W odbiciu szyby mignęła mu jakaś sylwetka przechodząca przez korytarz z jednego pokoju do pokoju naprzeciwko.
- Ktoś tu jest - powiedział.
-----
Madi obudziła się nie pamiętając nic z poprzedniej nocy. Strasznie bolała ją głowa. Blair zobaczyła, że jej koleżanka się obudziła.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Jakoś słabo i łeb mi pęka. Co się w ogóle stało? Nic nie pamiętam. Ostatnie, co kojarzę, to to, że gadałyśmy wczoraj w nocy.
- Madi... Zaczęłaś mówić dziwne rzeczy.
- Co mówiłam?
- Że należymy do kogoś. Mówiłaś to takim tonem, jakbyś nie była sobą w tamtym momencie.
Na twarzy Madi pojawiło się przerażenie.
- Oni powiedzieli mi, że jeśli nie powiem Tobie tego, że jesteśmy ich własnością, to oni to zrobią, tylko że w inny sposób. Taki, że to zapamiętamy. Musiałam o tym zapomnieć. Blair, to już staje się coraz gorsze.
- Tak nie może być. Jeśli teraz zaczynają wchodzić nam w ciała, to co będzie później?
Madi skuliła się i wzięła nogi pod brodę.
- Na razie nie chcę o tym myśleć.
- Kiedy to mówiłaś, na ścianie rysował się jakiś symbol. To była ośmioramienna gwiazda, w środku niej był odwrócony krzyż, a na nim narysowana była trójka z prostych lini. Znak był czerwony. Musimy poszukać w necie, co on oznacza.
- Na pewno nic dobrego.
Ktoś zapukał do drzwi.
- Dziewczyny, śniadanie.
Drzwi się otworzyły i do sali weszła pani Sarah ze śniadaniem na wózku.
- Jak się czujesz, Madi? Kiedy dowiedziałam się, że zemdlałaś, strasznie się o Ciebie martwiłam.
- Czuję się tak sobie. Mogę po śniadaniu dostać coś na ból głowy?
- Jasne skarbie. Dam Ci też witaminy, musisz się zregenerować.
- Dziękuję.
- Jeśli chcesz pogadać, zawsze możesz do mnie przyjść. A jeśli nie będzie mnie na zmianie, możesz zadzwonić. Mój numer wisi na kartce nad telefonem w kontaktach do pracowników. Nawet, jeśli w nocy odczujesz taką potrzebę, dzwoń. Blairy, Ty też.
- Dobrze. Na pewno nie raz będzie mi to potrzebne. Tak samo Madi.
- Okej dziewczyny, to jedzcie, a ja wrócę za 20 minut po talerze - powiedziała opiekunka i wyszła z pokoju.
- Kiedy teraz będzie wyjście na komputery? - spytała Blair.
- Jutro o pietnastej.
- Koniecznie musimy się coś dowiedzieć o tym znaku. O nim i o tym, kto go narysował.
-----
Brookie była coraz bliżej futryny, czuła, jak ręce jej się pocą pod wpływem strachu. Chelsy zaczęła się lekko trząść z emocji. Gdy Brookie była pół metra od futryny stanęła na chwilę, przygotowała się psychicznie i skoczyła na korytarz z prętem w górze. Przed nią był pusty korytarz. Spojrzała za siebie, ale tam też nie było nikogo. Odetchnęła z ulgą.
- Nikogo nie ma.
Zrobiło jej się słabo z emocji i usiadła pod ścianą. Czuła opadający stres.
- Masz wodę? - zawołała do przyjaciółki.
Chelsy podeszła do niej i wyjęła z torby butelkę.
- Brookie, mi się nie wydawało. Tu naprawdę ktoś jest.
Brookie wstała i przetrzepała se spodnie na tyłku.
- To bierzemy kulę i pozytywkę i spadamy stąd.
Zeszły na dół i zabrały je. Szły do wyjścia. Brookie nacisnęła klamkę, ale drzwi były zamknięte.
- I co teraz? - zapiszczała Chelsy.
- Może jest jakieś drugie wyjście z piwnicy.
- Piwnicy? - w oczach Chelsy był coraz większy strach.
- To nasze jedyne wyjście.
- A jak ten ktoś tam jest?
- Poczekaj, pójdę po ten pręt.
- Mam tu zostać sama?
- To tylko chwila, zaraz jestem.
- To biegnij. Weź jeszcze coś ciężkiego.
Brookie pobiegła na górę. Weszła do pokoju i zaczęła się rozglądać za jakąś rzeczą dobrą do obrony. Zaczęła grzebać po kartonach i w jednym znalazła młotek. Wzięła go i pobiegła do Chelsy. Gdy zeszła ze schodów zobaczyła, że jej nie ma. Po głowie zaczęły chodzić jej różne scenariusze.
- Chelsy?
Gdy usłyszała ciszę, pomyślała tylko jedno. Piwnica. Podeszła do schodów i zaczęła schodzić. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Uchyliła je lekko i zobaczyła, że w piwnicy panuje kompletna ciemność. Otworzyła drzwi i weszła do środka nie wydając żadnego dźwięku. Zrobiła kilka kroków w prawo.
- Nareszcie jesteś - usłyszała zadowolony, męski szept przy prawym uchu. Poczuła silne uderzenie w głowę.
-----
Jade obudziła się w jakimś małym pomieszczeniu. Była przywiązana do stołu. Próbowała się szarpać, ale nic to nie dało. Gdy spojrzała na prawo, zaczęła krzyczeć z przerażenia. Leżał tam ludzki tors. Usłyszała jakieś kroki zbliżające się w jej kierunku. Drzwi pokoju się otworzyły. Stał w nich piędziesięcioletni mężczyzna.
- Moja księżniczka się obudziła - podszedł do niej i pogłaskał ją po policzku. Jade patrzyła na niego ze strachem w oczach.
- Nie bój się mnie. Jestem tu po to, aby Cię uszczęśliwić moja słodka - przejechał paznokciami po jej policzku. Jade odwróciła głowę w drugą stronę. Mężczyzna pociągnął ją za włosy, przybliżył swoją twarz do jej twarzy.
- Jesteś teraz moją małą królewną skarbie. Zapewnię Ci wszystko, co mogłabyś sobie zamarzyć - wyjął z kieszeni scyzoryk i przejechał jego ostrzem wzdłuż jej ręki - Teraz wszystko się zmieni. Będziesz u mnie szczęśliwa - oblizał zakrwawiony scyzoryk - Mam do zabawy nową lalę - uśmiechnął się do niej szeroko i zbliżył scyzoryk do jej twarzy. Patrzyła się na scyzoryk przerażona i modliła się w duchu, żeby go cofnął. Dotknął końcówką jej nosa - Jaka Ty jesteś urocza - schował go do kieszeni i puścił jej włosy. Pogłaskał ją po głowie i pocałował ją. Poczuła metaliczny smak i wzięło ją obrzydzenie.
- Pewnie moja princessa chce się zobaczyć z koleżanką. Nie martw się, jest bezpieczna. Zaraz ją przywiozę - poszedł w stronę drzwi i zniknął za rogiem. Jade szarpała się, ale zapięcia nie chciały puścić. Po minucie szarpania usłyszała dźwięk nienaoliwionych kółek stołu.
- Oto i jest Twoja droga przyjaciółka, cała i zdrowa - Jade zobaczyła, że Farah jest nieprzytomna - przywiązałem ją w razie, jakby nie chciała się bawić. Ale myślę, że jednak będzie chciała - spojrzał na Farah. Podszedł do niej i otworzył jej oko. Zaczął je dotykać.
- Zostaw ją - krzyknęła ze złością Jade. Podszedł do niej i dał jej w twarz.
- Nie lubię, jak moje dziewczynki są nieposłuszne. Ale wierzę, że już więcej nie będę musiał Ci o tym mówić. Zobaczysz, że będzie nam razem fajnie. Przekonasz się - podszedł do metalowego blatu i wziął do ręki kijek z rozżarzonym węglem na końcu. Podszedł do Jade.
- Przypieczętujemy naszą przyjaźń okruszku - wyjął z kieszeni kawałek szmaty i wsadził jej do buzi - troszkę zaboli złotko - odsłonił jej brzuch i przyłożył do niego węgiel. Jade poczuła okropny ból. Jej krzyki były stłumione.
-----
- Webukiiiisns teqila! Say all night... Micasa es tu casa! - Sierrę było słychać w całym pomieszczeniu.
- Ej Sierra, bo dostaniesz Oscara za głos roku - zaśmiała się Felishia. Brittany piła Whisky i patrzyła na śpiewającą koleżankę. Odłożyła butelkę i usiadła po turecku.
- Ej, a kiedy będziemy wywoływać te duchy?
- W sumie to już można, bo się ściemnia - odparła Felishia.
- Może im coś zaśpiewam haha - powiedziała Sierra lekko podpita.
- Lepiej nie, bo od razu uciekną hihi - odparła Brittany.
- Ja se chyba jeszcze zapalę przed tym - Felishia - wyjęła Lucky Strike'i i zapaliła jednego - A jak się nie uda, to co robimy?
- Musi się udać. Jak nie wyjdzie z dziadkiem Sierry, to wywołamy jakiegoś innego ducha. Sierri, wyciągaj tego OUIJA i świeczki.
Sierra wyciągnęła z plecaka tablicę i postawiła między nimi. Rozstawiła cztery świeczki na jej rogach i wyłączyła muzykę.
- Kończ faja Felish, zaraz zaczynamy.
- No już kończę. A w ogóle ma jakieś znaczenie, jak się wcześniej piło i się bierze za wywoływanie duchów?
- Nie wiem, ale chyba nie - powiedziała Sierra. Wyjęła zapalniczkę i zapaliła świece. Felishia skończyła palić, zgasiła peta i rzuciła go za siebie.
- Do tego trzeba być spokojnym i skupionym. Musimy się złapać za ręce.
Dziewczyna złapały się za ręce i wyluzowały.
- Duchu Johna Wesleya, wzywamy Cię w pokoju - powiedziały jednocześnie. Nagle poczuły zimny wiatr.
- Duchu, czy jesteś z nami? - spytała Brittany. Wskazówka tablicy wskazała na tak.
- Czy jesteś Johnem Wesleyem? - zapytała się Felishia. Wskazała na nie.
- Czy jesteś dobrym duchem? - spytała Sierra. Wskazówka była na nie.
- Opowiesz nam, jak jest w piekle? - zapytała Brittany. Wskazówka pokazywała nie. Po chwili wskazówka zaczęła wskazywać litery. Wyszło z nich: Ale mogę Ci pokazać.
- W jaki sposób? - pytała Brittany.
Wskazówka wskazała litery, które utworzyły słowo: Zobaczysz, po czym zaczęła kręcić się w kółko. Brittany zemdlała.


