26-08-2014, 19:10
Wielki poeta
![[Obrazek: 7cm6gnru.jpg]](http://s1.directupload.net/images/140826/7cm6gnru.jpg)
- Soso Dżugaszwili
Nazywali go Wielkim Językoznawcą.
Mało kto rozumiał o co chodzi, ale wszyscy wierzyli propagandzie na słowo.
Tymczasem Stalin był poetą i niewiele brakowało, aby trafił do encyklopedii jako klasyk gruzińskiej liryki.
PORANEK
Rozwinął się pąk różany,
Przytulił się do fiołka
I pchnięty lekkim wietrzykiem
Pokłonił się dwornie trawom.
Zadzwonił w błękicie skowronek,
Wzlatując aż pod obłoki,
A słodko brzmiący słowik
Zakwilił młodym z zarośli:
„Rozkwitaj, moja Gruzjo!
Niech pokój panuje w kraju!
A wy, przyjaciele, nauką
Ojczyznę swą rozsławiajcie!”
(Wiersz został spolszczony przez Macieja Antosiewicza)
Bardzo dobry wiersz, młody człowieku.
Opublikujemy go w następnym numerze na pierwszej stronie – powiedział Ilija Czawczawadze, arystokrata i nestor gruzińskiej literatury, do stojącego przed biurkiem nastolatka.
Rozmowa odbyła się prawdopodobnie 13 czerwca 1895 r. w redakcji gazety „Iweria” (Gruzja) wychodzącej w Tyflisie (od 1936 r. miasto nazywa się Tbilisi), której Czawczawadze był założycielem i redaktorem.
Pół godziny wcześniej podenerwowany kandydat na poetę wręczył staremu mistrzowi zeszyt z wierszami.
Czawczawadze wybrał kilka.
Z zaciekawieniem przyglądał się niskiemu, szczupłemu chłopcu, którego bujna czarna czupryna przyczesana była na gładko, ze starannie wymodelowanym przedziałkiem.
Chłopak miał na twarzy wyraźne ślady po przebytej ospie i niedowład lewej ręki, którą przyciskał do ciała.
Był to 16-letni kleryk z prawosławnego seminarium w Tyflisie. Nazywał się Josif Dżugaszwili.
Ustalili, że wiersz zostanie podpisany pseudonimem „Soselo”, od skrótu imienia: Soso.
– Więcej czytaj i pracuj nad sobą – Czawczawadze dał standardowe rady dla młodych poetów, ale dodał: – Jeśli jeszcze coś napiszesz, przynieś.
– Dziękuję, panie Ilija – wyksztusił wzruszony chłopiec, pasowany w ten sposób na prawdziwego poetę.
Jak twierdzi Simon Montefiore, autor najnowszej biografii Stalina („Stalin. Młode lata despoty”, Warszawa 2008), który dzięki protekcji prezydenta Michaiła Saakaszwilego mógł badać gruzińskie archiwa, Czawczawadze nazwał nowego autora „młodym człowiekiem z gorejącymi oczami”.
Poezje Stalina są interesujące z jeszcze innego punktu widzenia: wystarczy przypomnieć sobie, że Hitler był początkującym malarzem.
Być może nie jest to tylko przypadek, być może pewna wizyjność jaką odznaczają się ludzie o ambicjach artystycznych jest niezbędna do dotarcia na szczyty władzy, a być może tylko tacy ludzie, dzięki bogatej wyobraźni, są zdolni do największych zbrodni, bowiem potrafią usprawiedliwiać przed sobą wszystkie, najbardziej nawet brutalne fakty, kierując swoją uwagę ku abstrakcyjnemu "wyższemu dobru".
Nie ma na tę analogię dowodów i nigdy ich nie będzie, warto jednak wspomnieć jeszcze, że Stalin, tak jak pokonał Hitlera podczas II wojny, tak pokonał go również na niwie artystycznej: Hitlera nie przyjęto do szkoły malarskiej, podczas gdy Stalin jak już wspomniałem odniósł całkiem spory sukces poetycki.
Lektura wierszy Stalina jest przede wszystkim świadectwem tego, że człowiek nieustannie się zmienia i może pewnego dnia stać się przeciwieństwem siebie z przeszłości.
Uczciwie jednak trzeba Stalinowi przyznać, że nie są to pozbawione uroku wiersze, zapisane na dodatek bardzo wprawnym warsztatowo językiem.
Na zakończenie więc jeszcze jeden jego wiersz, tym razem opiewający księżyc.
DO KSIĘŻYCA
Na nieba drodze i meandrze
ponad zawsze zachmurzonym globem
rozpraszasz swoją srebrną wielkość
nad ciemnym ponurym płaszczem ziemi.
pochylony nad ciałem marzącym,
pozwól żeby twój uśmiech był łagodny i miły
śpiewaj kołysanki jak strumyki
dla zlodowaciałego szczytu góry Kazbek.
Pewne: on, który cierpiał represje,
który był wdeptany w pył,
wkrótce dostanie tak wielką misję
wierzę, jak Mtazminda.
Świeć na sklepieniu niebieskim,
graj wiązkami białych promieni
prześlij twoje światło, takie miękkie i równe,
nad moją ziemią ojczystą, w moich marzeniach.
moja pierś napełnia się miłością,
będę trzymał twoją rękę z radością,
i, wszyscy drżąc, widzą skarb
Świecącego na górze Księżyca.
("Iweria", nr 218, 11 października 1895)
Źródło: Romantyk i Zbrodniarz Giga Lipertaliani, 2001 Wydawnictwo Nortom. Tłumaczenie: Wojciech Żeromski.
![[Obrazek: 7cm6gnru.jpg]](http://s1.directupload.net/images/140826/7cm6gnru.jpg)
- Soso Dżugaszwili
Nazywali go Wielkim Językoznawcą.
Mało kto rozumiał o co chodzi, ale wszyscy wierzyli propagandzie na słowo.
Tymczasem Stalin był poetą i niewiele brakowało, aby trafił do encyklopedii jako klasyk gruzińskiej liryki.
PORANEK
Rozwinął się pąk różany,
Przytulił się do fiołka
I pchnięty lekkim wietrzykiem
Pokłonił się dwornie trawom.
Zadzwonił w błękicie skowronek,
Wzlatując aż pod obłoki,
A słodko brzmiący słowik
Zakwilił młodym z zarośli:
„Rozkwitaj, moja Gruzjo!
Niech pokój panuje w kraju!
A wy, przyjaciele, nauką
Ojczyznę swą rozsławiajcie!”
(Wiersz został spolszczony przez Macieja Antosiewicza)
Bardzo dobry wiersz, młody człowieku.
Opublikujemy go w następnym numerze na pierwszej stronie – powiedział Ilija Czawczawadze, arystokrata i nestor gruzińskiej literatury, do stojącego przed biurkiem nastolatka.
Rozmowa odbyła się prawdopodobnie 13 czerwca 1895 r. w redakcji gazety „Iweria” (Gruzja) wychodzącej w Tyflisie (od 1936 r. miasto nazywa się Tbilisi), której Czawczawadze był założycielem i redaktorem.
Pół godziny wcześniej podenerwowany kandydat na poetę wręczył staremu mistrzowi zeszyt z wierszami.
Czawczawadze wybrał kilka.
Z zaciekawieniem przyglądał się niskiemu, szczupłemu chłopcu, którego bujna czarna czupryna przyczesana była na gładko, ze starannie wymodelowanym przedziałkiem.
Chłopak miał na twarzy wyraźne ślady po przebytej ospie i niedowład lewej ręki, którą przyciskał do ciała.
Był to 16-letni kleryk z prawosławnego seminarium w Tyflisie. Nazywał się Josif Dżugaszwili.
Ustalili, że wiersz zostanie podpisany pseudonimem „Soselo”, od skrótu imienia: Soso.
– Więcej czytaj i pracuj nad sobą – Czawczawadze dał standardowe rady dla młodych poetów, ale dodał: – Jeśli jeszcze coś napiszesz, przynieś.
– Dziękuję, panie Ilija – wyksztusił wzruszony chłopiec, pasowany w ten sposób na prawdziwego poetę.
Jak twierdzi Simon Montefiore, autor najnowszej biografii Stalina („Stalin. Młode lata despoty”, Warszawa 2008), który dzięki protekcji prezydenta Michaiła Saakaszwilego mógł badać gruzińskie archiwa, Czawczawadze nazwał nowego autora „młodym człowiekiem z gorejącymi oczami”.
Poezje Stalina są interesujące z jeszcze innego punktu widzenia: wystarczy przypomnieć sobie, że Hitler był początkującym malarzem.
Być może nie jest to tylko przypadek, być może pewna wizyjność jaką odznaczają się ludzie o ambicjach artystycznych jest niezbędna do dotarcia na szczyty władzy, a być może tylko tacy ludzie, dzięki bogatej wyobraźni, są zdolni do największych zbrodni, bowiem potrafią usprawiedliwiać przed sobą wszystkie, najbardziej nawet brutalne fakty, kierując swoją uwagę ku abstrakcyjnemu "wyższemu dobru".
Nie ma na tę analogię dowodów i nigdy ich nie będzie, warto jednak wspomnieć jeszcze, że Stalin, tak jak pokonał Hitlera podczas II wojny, tak pokonał go również na niwie artystycznej: Hitlera nie przyjęto do szkoły malarskiej, podczas gdy Stalin jak już wspomniałem odniósł całkiem spory sukces poetycki.
Lektura wierszy Stalina jest przede wszystkim świadectwem tego, że człowiek nieustannie się zmienia i może pewnego dnia stać się przeciwieństwem siebie z przeszłości.
Uczciwie jednak trzeba Stalinowi przyznać, że nie są to pozbawione uroku wiersze, zapisane na dodatek bardzo wprawnym warsztatowo językiem.
Na zakończenie więc jeszcze jeden jego wiersz, tym razem opiewający księżyc.
DO KSIĘŻYCA
Na nieba drodze i meandrze
ponad zawsze zachmurzonym globem
rozpraszasz swoją srebrną wielkość
nad ciemnym ponurym płaszczem ziemi.
pochylony nad ciałem marzącym,
pozwól żeby twój uśmiech był łagodny i miły
śpiewaj kołysanki jak strumyki
dla zlodowaciałego szczytu góry Kazbek.
Pewne: on, który cierpiał represje,
który był wdeptany w pył,
wkrótce dostanie tak wielką misję
wierzę, jak Mtazminda.
Świeć na sklepieniu niebieskim,
graj wiązkami białych promieni
prześlij twoje światło, takie miękkie i równe,
nad moją ziemią ojczystą, w moich marzeniach.
moja pierś napełnia się miłością,
będę trzymał twoją rękę z radością,
i, wszyscy drżąc, widzą skarb
Świecącego na górze Księżyca.
("Iweria", nr 218, 11 października 1895)
Źródło: Romantyk i Zbrodniarz Giga Lipertaliani, 2001 Wydawnictwo Nortom. Tłumaczenie: Wojciech Żeromski.
Chodzi o to, aby umrzeć młodo, najpóźniej jak się da.


