26-11-2016, 16:53
Jednym z popularniejszych sposobów korzystania z Biblii jest bibliomancja. Co to takiego? Ktoś na chybił trafił otwiera jakąś książkę — często właśnie Biblię — i czyta pierwszy napotkany fragment w przekonaniu, że słowa te mają być dla niego wskazówką lub przepowiednią.
Religioznawca Harry Gamble przytacza pewne zdarzenie z życia Augustyna. Kiedyś usłyszał on, jak dziecko sąsiadów mówi: „Weź i czytaj, weź i czytaj”; potraktował to jako boskie polecenie, żeby otworzyć Biblię i odczytać pierwszy werset, na który padnie jego wzrok.
Czy Waszym zdaniem takie podejście do Biblii ma sens?
Religioznawca Harry Gamble przytacza pewne zdarzenie z życia Augustyna. Kiedyś usłyszał on, jak dziecko sąsiadów mówi: „Weź i czytaj, weź i czytaj”; potraktował to jako boskie polecenie, żeby otworzyć Biblię i odczytać pierwszy werset, na który padnie jego wzrok.
Czy Waszym zdaniem takie podejście do Biblii ma sens?


