24-09-2016, 14:09
cd:
Wkrótce po naszej rozmowie Kubica oddala się do zespołowej naczepy, aby przygotować się do drugiego treningu. Wychodzi w kombinezonie, a na tor wyjeżdża jako pierwszy z duetu ekipy Duqueine Engineering. W połowie swojej serii przejazdów zjeżdża do boksu i dyktuje uwagi inżynierowi. – Tył jest bardzo niestabilny – można wyłapać, gdy gestykuluje dłonią, podczas gdy mechanicy krzątają się wokół auta. Sprawdzają ciśnienia i temperatury opon, w końcu zdejmują obszerną żółtą maskę i kręcą przy amortyzatorach. Po kilku kolejnych kółkach Polak wraca i wysiada z samochodu, zabierając swój fotel. Pora na zmiennika. Kubica siada w garażu swojego teamu i zaczyna tłumaczyć, co było nie tak. Strata z poranka wzrosła o ponad sekundę (do 3,4 s). – Auto jest bardzo nadsterowne. Przód też się ślizga, ale najbardziej tył, podczas hamowania. Przez to nie mogę naciskać – tłumaczy. Łapie długopis, na kartce z mapą toru rysuje długopisem tor jazdy. Znów w swoim żywiole. Poranny nastrój rozluźnienia ustępuje, pojawia się większe skupienie. Typowe podczas startów w WRC czy w Formule 1. Kubica zaczyna znów wchodzić w rytm wyścigowy.
Lunch, popołudniowa przerwa, którą Robert wykorzystuje... towarzysko. W drodze do garażu widzi wiele znajomych twarzy. Dawnych mechaników z juniorskich ekip, byłych rywali czy kolegów z toru. Rozmawia z bardziej doświadczonymi zawodnikami Renault Sport Trophy. Energicznie gestykulując, pokazuje, jak samochód uskakuje w zakrętach. Potem z inżynierem idzie prosto do garażu, próbując choć trochę zaradzić problemom w prowadzeniu auta. Tych informacji poszukiwał wcześniej, rozmawiając z ludźmi w padoku.
W końcu powrót na tor na trzecią sesję, pierwsze tego dnia przejazdy na komplecie nowych opon, ósmy czas i zbliżenie się do lidera na 1.4 sekundy. – W treningach jeździ się mało – gdzieś po osiem okrążeń na sesję, ponieważ dzielimy się samochodem – relacjonuje Polak po wyjściu auta. – Mamy problemy z balansem. Gdzie jest nasze miejsce w stawce? Myślę, że gdzieś w połowie. Sądzę, że w kwalifikacjach stać nas na wejście do pierwszej ósemki – dodaje Robert.
Tak wraca na tor wyścigowy. Na początku roku, na torze Mugello chciał sprawdzić, jak czuje się w samochodzie wyścigowym. Teraz chce się dowiedzieć więcej. Na wyniku aż tak bardzo mu nie zależy. W oparciu o to, co wydarzy się w ten weekend podejmie decyzje na przyszłość. – Liczę na starty w kategorii na wysokim poziomie – przyznaje. Z pewnością chodzi o coś więcej, niż Renault Sport Trophy.
550 koni mocy z 3.8–litrowego silnika, karbonowe hamulce, lekkie (1150 kg) nadwozie zbudowane z włókna węglowego, jak bolidy Formuły 1... Taką maszynę ma w ten weekend do dyspozycji Robert Kubica. Daleko jej jednak do osiągów, czy docisku bolidów Formuły 1, którymi jeździł ostatnio. Dlatego ten próbny weekend to dla Polaka pod wieloma względami krok w nieznane. Kolejny element przygotowań, testów, zanim podejmie decyzję co do przyszłości. Wiele zależy od tego, co wydarzy się w ten weekend na torze Spa–Francorchamps.
Prawdziwa walka z czasem zaczyna się w sobotę. Najpierw kwalifikacje – poranne, o 9.20, dla kolegi z ekipy. Bardzo ważne, bo według kolejności z czasówki amatorów załogi wystartują po południu do wspólnego, 70–minutowego wyścigu. Czasówka dla profesjonalistów ruszy o 12:45 i w niej Robert będzie walczył o pozycję startową do wyścigu, który pojedzie sam. Będzie nim półgodzinny, niedzielny sprint, którego start zaplanowano na godzinę 12.15. Oba wyścigi pokaże Eurosport.
Wkrótce po naszej rozmowie Kubica oddala się do zespołowej naczepy, aby przygotować się do drugiego treningu. Wychodzi w kombinezonie, a na tor wyjeżdża jako pierwszy z duetu ekipy Duqueine Engineering. W połowie swojej serii przejazdów zjeżdża do boksu i dyktuje uwagi inżynierowi. – Tył jest bardzo niestabilny – można wyłapać, gdy gestykuluje dłonią, podczas gdy mechanicy krzątają się wokół auta. Sprawdzają ciśnienia i temperatury opon, w końcu zdejmują obszerną żółtą maskę i kręcą przy amortyzatorach. Po kilku kolejnych kółkach Polak wraca i wysiada z samochodu, zabierając swój fotel. Pora na zmiennika. Kubica siada w garażu swojego teamu i zaczyna tłumaczyć, co było nie tak. Strata z poranka wzrosła o ponad sekundę (do 3,4 s). – Auto jest bardzo nadsterowne. Przód też się ślizga, ale najbardziej tył, podczas hamowania. Przez to nie mogę naciskać – tłumaczy. Łapie długopis, na kartce z mapą toru rysuje długopisem tor jazdy. Znów w swoim żywiole. Poranny nastrój rozluźnienia ustępuje, pojawia się większe skupienie. Typowe podczas startów w WRC czy w Formule 1. Kubica zaczyna znów wchodzić w rytm wyścigowy.
Lunch, popołudniowa przerwa, którą Robert wykorzystuje... towarzysko. W drodze do garażu widzi wiele znajomych twarzy. Dawnych mechaników z juniorskich ekip, byłych rywali czy kolegów z toru. Rozmawia z bardziej doświadczonymi zawodnikami Renault Sport Trophy. Energicznie gestykulując, pokazuje, jak samochód uskakuje w zakrętach. Potem z inżynierem idzie prosto do garażu, próbując choć trochę zaradzić problemom w prowadzeniu auta. Tych informacji poszukiwał wcześniej, rozmawiając z ludźmi w padoku.
W końcu powrót na tor na trzecią sesję, pierwsze tego dnia przejazdy na komplecie nowych opon, ósmy czas i zbliżenie się do lidera na 1.4 sekundy. – W treningach jeździ się mało – gdzieś po osiem okrążeń na sesję, ponieważ dzielimy się samochodem – relacjonuje Polak po wyjściu auta. – Mamy problemy z balansem. Gdzie jest nasze miejsce w stawce? Myślę, że gdzieś w połowie. Sądzę, że w kwalifikacjach stać nas na wejście do pierwszej ósemki – dodaje Robert.
Tak wraca na tor wyścigowy. Na początku roku, na torze Mugello chciał sprawdzić, jak czuje się w samochodzie wyścigowym. Teraz chce się dowiedzieć więcej. Na wyniku aż tak bardzo mu nie zależy. W oparciu o to, co wydarzy się w ten weekend podejmie decyzje na przyszłość. – Liczę na starty w kategorii na wysokim poziomie – przyznaje. Z pewnością chodzi o coś więcej, niż Renault Sport Trophy.
550 koni mocy z 3.8–litrowego silnika, karbonowe hamulce, lekkie (1150 kg) nadwozie zbudowane z włókna węglowego, jak bolidy Formuły 1... Taką maszynę ma w ten weekend do dyspozycji Robert Kubica. Daleko jej jednak do osiągów, czy docisku bolidów Formuły 1, którymi jeździł ostatnio. Dlatego ten próbny weekend to dla Polaka pod wieloma względami krok w nieznane. Kolejny element przygotowań, testów, zanim podejmie decyzję co do przyszłości. Wiele zależy od tego, co wydarzy się w ten weekend na torze Spa–Francorchamps.
Prawdziwa walka z czasem zaczyna się w sobotę. Najpierw kwalifikacje – poranne, o 9.20, dla kolegi z ekipy. Bardzo ważne, bo według kolejności z czasówki amatorów załogi wystartują po południu do wspólnego, 70–minutowego wyścigu. Czasówka dla profesjonalistów ruszy o 12:45 i w niej Robert będzie walczył o pozycję startową do wyścigu, który pojedzie sam. Będzie nim półgodzinny, niedzielny sprint, którego start zaplanowano na godzinę 12.15. Oba wyścigi pokaże Eurosport.


