04-07-2016, 8:59
W moim przypadku, nie wiem co to jest ale chyba żaden mężczyzna nigdy ot tak od razu nie wzbudził we mnie pożądania.
Jak zobaczę kogoś pierwszy raz, to rzuca mi się w oczy zarys ogólny ze stwierdzeniem: całkiem fajny albo odpada.
Jak zapali się żarówka na "całkiem fajny", to tak jakby już wzbudził moje zainteresowanie swoją osobą ale nie ma w tym
ani krzty pożądania lecz chęć poznania. Z czasem, jak poznaję, to generuję wszystko w mózgu, co mi się w nim podoba,
co nie podoba, czy chciałabym żyć z nim na zawsze, itd. I potem dopiero przechodzę do punktu C. :lol:
Nie wiem ale właśnie coś na takich zasadach to u mnie działa i nie rozumiem, jak ktoś może tak z bata kogoś pożądać.
To tak, jakby u mnie na początku włączał się rozum a dopiero z czasem różne uczucia.
Jak zobaczę kogoś pierwszy raz, to rzuca mi się w oczy zarys ogólny ze stwierdzeniem: całkiem fajny albo odpada.
Jak zapali się żarówka na "całkiem fajny", to tak jakby już wzbudził moje zainteresowanie swoją osobą ale nie ma w tym
ani krzty pożądania lecz chęć poznania. Z czasem, jak poznaję, to generuję wszystko w mózgu, co mi się w nim podoba,
co nie podoba, czy chciałabym żyć z nim na zawsze, itd. I potem dopiero przechodzę do punktu C. :lol:
Nie wiem ale właśnie coś na takich zasadach to u mnie działa i nie rozumiem, jak ktoś może tak z bata kogoś pożądać.
To tak, jakby u mnie na początku włączał się rozum a dopiero z czasem różne uczucia.


