01-05-2016, 15:44
(25-01-2016, 7:11 )hogan napisał(a):(24-01-2016, 22:27 )Mgiełka napisał(a):Bardzo mądra wypowiedź. Odpowiem później al moje zdanie będzie deczko rozbieżne(22-01-2016, 13:14 )hogan napisał(a): uważam, że ten kto czyni dobrze, słusznie i sprawiedliwie, to nie ma obaw na to, aby o sobie pisać
Zauważyłam rozbieżność! khymmm:
W realu człowiek-poczciwina ma jednak jakiś instynkt samozachowawczy. Myślę, że to wynika z bezpośredniego spojrzenia na rozmówcę, a maniera rozmówcy potrafi przystopować.
W necie człowiek-poczciwina traci kompletnie instynkt i zaczyna się zachowywać, jak dziecko we mgle.
Czepia się każdej "latarni" (usera), który mu chlapnie fajnie piszesz i już leci na złamanie karku, bo ktoś go rozumie?????
Pewnie ta rozbieżność wynika też z tego, że w realu nasz "bohater" tak naprawdę siedzi w kąciea w sieci może być odważnym rozmówcą.
Ale właśnie dlaczego?
Rewind odświeżył wątek(i bardzo dobrze!) a ja przy okazji zobaczyłam, że zapomniałam odpowiedzieć.

W sieci, bardzo często o ile nie najczęściej, ludzie szukają pocieszenia, zrozumienia, docenienia, itd. Wynika to z tego, że w relau
są albo zagubieni albo nikt ich nie docenia.
Każdy człowiek na świecie, potrzebuje pochwał, docenienia, itd., jak nie ma tego w realu, to zaspakaja to w necie.
Moim zdaniem to dobre rozwiązanie, bo dzięki temu, wielu ludzi właśnie wychodzi z kąta i to nic, że tylko wirtualnie, ważne, że
już poczynił krok do przodu. Reszta przychodzi sama i nawet taki człowiek nie zauważy, że i na ulicy stanie się odważniejszy.
Jednakże też ważne jest aby nie popadł w samozachwyt, bo to może go zgubić a nawet może dostać od kogoś po łbie.
I w realu i w sieci, trzeba zachować umiar i tu mogę dać przykład, powołując się na siebie.
Po włamaniu do mego mieszkania, zauważyłam, że stałam się mniej ufna, mniej pomagam ludziom, odsunęłam się na bok, bo
nie wiem kto był złodziejem i nie wiem komu mam ufać.
A więc jak widzimy i w realu może być tak jak w sieci. W sieci nie podajemy swoich danych lub robimy to bardziej rozważnie.
W realu, po przykrych doświadczeniach, nie otwieramy drzwi każdemu, zmieniamy trasę chodzenia po zakupy, itd.
Z tego co wiem od policjantów, to moje mieszkanie, tak jak i ja, byłam obserwowana od dobrych kilku miesięcy.
A więc robiąc n przykład zakupy, obserwowali co kupuję, za jaką cenę, ile mam kasy przy sobie, na co mnie stać, itd.
Następnie patrzyli gdzie idę, gdzie mieszkam, z pewnością sprawdzili zamki bo to nie problem wejść na klatkę schodową, gdzie
stare dewoty nawet nie sprawdzają komu naciskają domofon, tylko wpuszczają każdego. A teraz ja, przez to muszę uważać
ile, co i gdzie kupuję, nie nosząc przy sobie dużo gotówki. Tak jak dawniej kupowałam bez ograniczeń albo czasem musiałam
wziąć taksówkę aby dowlec się z zakupami, tak teraz idę po bułki i mleko i coś do obiadu i to na tyle. Tak aby złodziei nie
prowokować. W domu robię sztuczny tłum, tak aby złodzieje nie wiedzieli czy jestem sama, czy może jest więcej osób.
Jak to robię? Nie napiszę, bo to moja tajemnica a poza tym nie wiem, czy przypadkiem złodziej też tego nie czyta.
Stałam się więc o wiele ostrożniejsza. Co prawda, wiele razy miałam już włamania do mieszkania ale nigdy na taką skalę
jak teraz na koniec stycznia. Od teraz mam zabezpieczonego "po uszy" kompa, chociaż i tak z pewnością go wymienię, bo ten
kupiłam na szybkiego aby w ogóle móc funkcjonować a więc nowy ale jak najtańszy, zabezpieczyłam też telefon, że
tak jak kosztował mnie 3 tyś. zł(ten sprzęt zawsze muszę mieć bardzo dobry), tak teraz jak ktoś by go ukradł, to nie dość, że
natychmiast ze wszystkimi danymi go odzyskam, to jeszcze mi zapłacą o 5 tyś. więcej bo na tyle go ubezpieczyłam.
Opisuję to wszystko bo to ma związek z realem i z netem a mniej szczegółowo się nie da aby móc zrozumieć o co mi chodzi.

I teraz podsumowanie...
Czy w realu czy w necie, jesteśmy nadal tymi samymi ludźmi ale w necie uważając, że jesteśmy anonimowi, stajemy się bardziej
otwarci. Jednak tu też jest różnie, bo wiele osób w necie, przekonało się, że wcale nie jesteśmy anonimowi i teraz stali się ostrożniejsi.
Zawsze tak mamy, że chcemy być otwarci na wszystko, w necie i w realu ale jak doświadczymy czegoś złego, stajemy się
bardziej powściągliwi. Zanim coś zrobimy, zastanowimy się.
I tak jak napisałam we wcześniejszym poście, jak ktoś czyni dobrze i postępuje właściwie, to nie ma czego się obawiać w necie
i w realu i może śmiało o sobie mówić i pisać. Tylko osoby zakompleksione w obojętnie jakim znaczeniu, szukają w sieci
drugiego swego "ja" i w taki sposób się kreują.
Na szczęście, nie mam tego problemu, bo to co piszę w sieci, jest moim odzwierciedleniem w życiu realnym.
Wiele osób poznało mnie, tzn. osoby poznane w sieci, poznały mnie realnie i myślę, że mogą przyznać mi rację, że jestem
taka sama w dwóch przypadkach, czyli otwarta(mimo ostrożności), szczera, pomocna, i czasem wredna jak chodzi
o pewne kwestie, na przykład zawsze w oczy czy bezpośrednio w necie, ochrzanię każdego kto będzie źle postępował
ze zwierzętami(to jeden przykład z kilku jakie mam). Lubię spontan i wariactwo ale jestem też ogromną romantyczką i optymistką.
Chociaż trochę dołożyłabym też realizmu. Pewnie coś jeszcze by się znalazło ale wedle tego opisu, możecie sami(każdy bez wyjątku),
przekonać się w realu, czy napisałam prawdę.

To też fakt, w sieci naczytałam się wiele, bardzo wiele kłamstw na mój temat, często mocno bolesnych i mimo to, że zdaję sobie
sprawę z tego, że są to wierutne kłamstwa, to jednak boli. Boli dlatego, że w ten sposób można komuś wyrobić złą opinię, nawet takiej
osoby nie znając, dlatego zawsze zachęcam do spotkań, poznania się i wtedy oceniania.
W sieci nazwano mnie straszną kłamczuchą, pijaczką(pierwszy raz alkohol spożyłam w życiu, jak skończyłam 40 lat, takie uwieńczenie
mego wieku), narkomanką, grubaską(mam nadwagę po chorobach ale nie jestem potworem, jak mnie nazwano, bo jak widać, funkcjonuję
sama, nikt mi w tym nie pomaga a potwór nie dałby sam sobie rady), że podrywam wszystkich facetów(szkoda że nikt nie zauważył, że
jestem zwyczajnie miła i to w stosunku do obu płci a nie tylko do mężczyzn). Nie przeczę, że są sytuacje gdy się z kimś wymienię
ostrzejszymi zdaniami ale to może wynikać z moich przekonań a ja swoich przekonań nigdy nie zmieniam. Tu mogę jeszcze dodać, że
podrywam żonatych facetów- to chyba najbardziej mnie zabolało, gdyż jestem miła i uprzejma dla każdego(przynajmniej tak mi się
wydaje, bo tak chcę robić i taka być) ale zdarzały się wyjątki kiedy pisywałam z jakimś mężczyzną prywatnie. Tylko, że jestem sama
i mam do tego prawo a facet, który jest żonaty i pisze do mnie wręcz miłosne teksty, to nie ja tu jestem winna ale on lub jego
związek, który widocznie nie jest udany a co najważniejsze! Pisząc prywatnie, robię to dlatego aby właśnie dowiedzieć się czy owy
mężczyzna jest żonaty czy wolny. Jak okazuje się, że jest zajęty, to delikatnie zakańczam prywatne dyskusje i sprowadzam się do
prowadzenia rozmów włącznie na forum publicznym bez żadnych podtekstów. Moim zdaniem, jest to uczciwe.
A więc powtórzę, na szczęście, nie mam tego problemu, bo to co piszę w sieci, jest moim odzwierciedleniem w życiu realnym.
I tego samego każdemu życzę moi KOCHANI



a w sieci może być odważnym rozmówcą.