27-04-2016, 15:06
To moze na mnie klatwa 10-go pokolenia wygasla,bo nigdy nic nie widzialem i nie slyszalem.Nawet kiedys poszlismy z kumplami na teren, gdzie w czasie IIWW stal kilka miesiecy front (okopy, resztki amunicji itp.).Dawne kieleckie, kolo miejscowosci Korytnica w lesie.Chcielismy (ze strachem) zobaczyc jakas zjawe,ale nic nie bylo.
Za to raz mialem niewyjasniona sytuacje z autem.
Jechalem w nocy ze Swinoujscia do Krakowa.Stanalem na chwile przed Katowicami.Potem wsiadam, zapalam silnik, chce wlaczyc bieg-nie wchodzi, jakby cos trzymalo.Zaden bieg.Nawet wsteczny.Zdarzalo mi sie czasem w innych autach,ze skrzynia sie zakleszczyla,ale wtedy jakis bieg wchodzil albo chociaz byl ten jeden zakleszczony.
Wezwalem pomoc drogowa, przyjechala za jakies 30 minut.Gosc pyta co sie staloo,opowiedzialem.Wsiadl za kierownice, zapalil, wlozyl bieg i pyta co ja chce.ja,ze teraz juz nic,skoro dziala.Odjechal.Ruszam, po kilku kilometrach widze duzy karambol.Kilkanascie samochodow roznitych, niektore juz na lawetach.Musialo to byc w czasie kiedy stalem przymusowo na poboczu.Moja tesciowa, ktora jechala wtedy ze mna, powiedziala,ze to jej zmarly maz nas pilnowal,zebysmy sie nie rozbili.Nie wiem co to bylo do dzis.Technicznie nie do zrozumienia i wyjasnienia.Ten samochod, ktorym wtedy jechalem,ani wczesniej ani pozniej nie mial takiej usterki.Zaden tez z innych moich samochodow takiej samej usterki nigdy nie mial,a zmienilem ich chyba ponad 50,motocykli nie liczac.
Za to raz mialem niewyjasniona sytuacje z autem.
Jechalem w nocy ze Swinoujscia do Krakowa.Stanalem na chwile przed Katowicami.Potem wsiadam, zapalam silnik, chce wlaczyc bieg-nie wchodzi, jakby cos trzymalo.Zaden bieg.Nawet wsteczny.Zdarzalo mi sie czasem w innych autach,ze skrzynia sie zakleszczyla,ale wtedy jakis bieg wchodzil albo chociaz byl ten jeden zakleszczony.
Wezwalem pomoc drogowa, przyjechala za jakies 30 minut.Gosc pyta co sie staloo,opowiedzialem.Wsiadl za kierownice, zapalil, wlozyl bieg i pyta co ja chce.ja,ze teraz juz nic,skoro dziala.Odjechal.Ruszam, po kilku kilometrach widze duzy karambol.Kilkanascie samochodow roznitych, niektore juz na lawetach.Musialo to byc w czasie kiedy stalem przymusowo na poboczu.Moja tesciowa, ktora jechala wtedy ze mna, powiedziala,ze to jej zmarly maz nas pilnowal,zebysmy sie nie rozbili.Nie wiem co to bylo do dzis.Technicznie nie do zrozumienia i wyjasnienia.Ten samochod, ktorym wtedy jechalem,ani wczesniej ani pozniej nie mial takiej usterki.Zaden tez z innych moich samochodow takiej samej usterki nigdy nie mial,a zmienilem ich chyba ponad 50,motocykli nie liczac.


