11-04-2016, 9:07
Tak, sytuacje w życiu są bardzo różne, tym bardziej jak chodzi o takie związki czy dzieci.
Jak wiemy, to dzieci najczęściej z tego powodu cierpią i dlatego największą uwagę należy skupić na nich.
Słusznie też napisałeś Robociku, że w dużej mierze zależy od człowieka i to jest racja.
Na swoim przykładzie, mogę napisać, że syna uczyłam od początku zdrowego podejścia do ludzi i że
jak rodzice nie żyją z sobą, to nie oznacza, że nie jest nadal kochane przeze mnie czy przez ojca(mimo, że
ojciec był draniem).
Jego ojciec miał wiele kobiet ale syn umiał się z tym pogodzić i wiedział, że ja z tego powodu nie cierpię
i dlatego też, łatwiej było mu się z tym pogodzić, bo dziecko, chyba właśnie cierpi wtedy, gdy widzi, że jedno
z rodziców jest nieszczęśliwe. Ale jak syn zobaczył, że potrafię w zgodzie żyć z każdą kolejną kobietą jego ojca, to
i on był jakby spokojniejszy i przyjmował to normalnie.
Także więc w dużej mierze zależy to od rodziców, jak zapatrują się na wspólne stosunki po rozwodzie.
Jak rodzice nie będą skakali sobie do gardeł a będą umieli z sobą rozmawiać w cywilizowany sposób, to dramatu nie ma.
Inna jest sytuacja, gdy jeden z rodziców umiera i matka czy ojciec, chce zawrzeć nowy związek.
Tu myślę, że potrzeba czasu, jak też odpowiedniego wieku dziecka, tak aby było dojrzałe emocjonalnie.
Dobrym sposobem jest, zrobienie rodzica, czegoś wspólnego z dzieckiem, co oznaczałoby, ostateczne
pożegnanie ze zmarłym rodzicem.
Może to być na przykład, wspólny wyjazd, zabranie z sobą większości zdjęć i pamiątek po zmarłej osobie.
Następnie, wspólne spalenie w ognisku lub zakopanie w ziemi czy wrzucenie w morze.
Coś w rodzaju rytuału pożegnalnego, co też po takim rytuale, powinno dziecko bardziej przybliżyć
do żyjącego rodzica.
Jak też stałe przypominanie takiemu dziecku, że nadal jest kochane i że mimo braku jednego z rodzica, nadal
jesteśmy przy nim w każdej sytuacji... musimy w pełni zasłużyć na zaufanie dziecka. Tak aby mogło
zawsze na nas polegać, żeby wiedziało, że jest bezpieczne i że zawsze, nawet w niesłusznej sprawie, będziemy
po ich stronie.
Jak wiemy, to dzieci najczęściej z tego powodu cierpią i dlatego największą uwagę należy skupić na nich.
Słusznie też napisałeś Robociku, że w dużej mierze zależy od człowieka i to jest racja.
Na swoim przykładzie, mogę napisać, że syna uczyłam od początku zdrowego podejścia do ludzi i że
jak rodzice nie żyją z sobą, to nie oznacza, że nie jest nadal kochane przeze mnie czy przez ojca(mimo, że
ojciec był draniem).
Jego ojciec miał wiele kobiet ale syn umiał się z tym pogodzić i wiedział, że ja z tego powodu nie cierpię
i dlatego też, łatwiej było mu się z tym pogodzić, bo dziecko, chyba właśnie cierpi wtedy, gdy widzi, że jedno
z rodziców jest nieszczęśliwe. Ale jak syn zobaczył, że potrafię w zgodzie żyć z każdą kolejną kobietą jego ojca, to
i on był jakby spokojniejszy i przyjmował to normalnie.
Także więc w dużej mierze zależy to od rodziców, jak zapatrują się na wspólne stosunki po rozwodzie.
Jak rodzice nie będą skakali sobie do gardeł a będą umieli z sobą rozmawiać w cywilizowany sposób, to dramatu nie ma.
Inna jest sytuacja, gdy jeden z rodziców umiera i matka czy ojciec, chce zawrzeć nowy związek.
Tu myślę, że potrzeba czasu, jak też odpowiedniego wieku dziecka, tak aby było dojrzałe emocjonalnie.
Dobrym sposobem jest, zrobienie rodzica, czegoś wspólnego z dzieckiem, co oznaczałoby, ostateczne
pożegnanie ze zmarłym rodzicem.
Może to być na przykład, wspólny wyjazd, zabranie z sobą większości zdjęć i pamiątek po zmarłej osobie.
Następnie, wspólne spalenie w ognisku lub zakopanie w ziemi czy wrzucenie w morze.
Coś w rodzaju rytuału pożegnalnego, co też po takim rytuale, powinno dziecko bardziej przybliżyć
do żyjącego rodzica.
Jak też stałe przypominanie takiemu dziecku, że nadal jest kochane i że mimo braku jednego z rodzica, nadal
jesteśmy przy nim w każdej sytuacji... musimy w pełni zasłużyć na zaufanie dziecka. Tak aby mogło
zawsze na nas polegać, żeby wiedziało, że jest bezpieczne i że zawsze, nawet w niesłusznej sprawie, będziemy
po ich stronie.


