24-12-2015, 14:19
Kiedyś ludzie, brali ślub i żyli z sobą do końca, czyli aż do śmierci jednego z małżonków.
Dziś, porobiło się niewiadome co i sama jestem tego przykładem. Jednakże, są w życiu
różne sytuacje i nie zawsze musi chodzić o seks. U mnie był inny problem.
Tak czy owak, każde małżeństwo, powinno się ratować ale w powyższym przykładzie
widzimy brak zrozumienia z obu stron.
Z pewnością sami, tego problemu nie rozwiążą a co najgorsze, jaką by nie podjęli decyzję, ucierpią na tym dzieci.
Jak jest taka możliwość, to bezzwłocznie i szczerze, powinni z sobą porozmawiać i udać się na terapię małżeńską.
Dla wielu to pomaga.
Owszem, zawsze są opory i brak zadowolenia ale pełne zrozumienie, działania terapii, następuje dopiero
po ukończeniu terapii.
Dziś, porobiło się niewiadome co i sama jestem tego przykładem. Jednakże, są w życiu
różne sytuacje i nie zawsze musi chodzić o seks. U mnie był inny problem.
Tak czy owak, każde małżeństwo, powinno się ratować ale w powyższym przykładzie
widzimy brak zrozumienia z obu stron.
Z pewnością sami, tego problemu nie rozwiążą a co najgorsze, jaką by nie podjęli decyzję, ucierpią na tym dzieci.
Jak jest taka możliwość, to bezzwłocznie i szczerze, powinni z sobą porozmawiać i udać się na terapię małżeńską.
Dla wielu to pomaga.
Owszem, zawsze są opory i brak zadowolenia ale pełne zrozumienie, działania terapii, następuje dopiero
po ukończeniu terapii.


