14-12-2015, 12:17
Od "posługi jednania" do samokrytyki. Krótka religijna i polityczna historia spowiedzi
![[Obrazek: wiki_spowiedz_970.jpeg]](http://i.wp.pl/a//f/jpeg/35889/wiki_spowiedz_970.jpeg)
Grafika z 1800 r. przedstawiająca spowiedź (fot. Wikimedia Commons / )
Chrześcijańskie pragnienie wybaczenia win dotknęła w końcu patologia. To, co w swym najgłębszym rdzeniu miało być szczerym wyznaniem wzmocnionym chęcią rzeczywistej zmiany własnego życia, zamieniło się w przemysł odpustów. Przebaczenie grzechów - a w konsekwencji zbawienie - można było sobie kupić. Oczywiście za stosowną kwotę - pisze Robert Jurszo w artykule dla WP.
Spowiedź powstała w czasach, gdy po ziemi chodzili jeszcze ci, którzy spotkali się z Jezusem z Nazaretu twarzą w twarz - w czasach kościoła apostolskiego. Owszem, w ciągu dwóch tysięcy lat pewnym zmianom ulegały jej formy, ale zasadniczy cel pozostał ten sam - pojednanie z Bogiem. Przez cały ten czas ludzie żyli w przekonaniu, że mogą być wiecznie potępieni - wierni ze wstydem i napięciem udawali się do spowiednika, po czym wracali od niego z lekkim sercem i przekonaniem, że niebiańskie wrota nie są jeszcze przed nimi zamknięte.
Ale w XX wieku stała się rzecz niesamowita. Spowiedź - choć już pod inną nazwą - stała się narzędziem formowania nowego człowieka w totalitarnym komunizmie. I nie można się temu dziwić. Komunizm, przy wszystkich swoich pretensjach do naukowości, był zaledwie kiepską podróbką chrześcijaństwa, a z czasem stał się jego przerażającym pastiszem.
Nadzorować i wybaczać
W przypisywanym apostołowi Pawłowi z Tarsu Drugim Liście do Koryntian pojawia się sformułowanie "posługa jednania". "Właśnie w owej 'posłudze jednania' - pisze ks. Jacek Szymański - znajduje się zaczątek tego, co nazywamy sakramentem pokuty i pojednania, którego Paweł jest jednocześnie głosicielem i szafarzem na tyle, na ile pozwala mu posłannictwo, spełniane w 'imieniu Chrystusa'".
Choć nie wydaje się, żeby w tym okresie istniały jakieś ściśle zinstytucjonalizowane formy spowiedzi, to była ona dla młodego jeszcze Kościoła bardzo ważna. Służyła nie tylko ponownemu sprowadzaniu zbłąkanych dusz na "ścieżkę Pana", ale również pełniła ważną funkcję społeczną - wzmacniała integralność wspólnoty. Nie zapominajmy, że Kościół Pawła - i w ogóle do IV w. n.e. - to Kościół prześladowany. Rozluźnienie rygoryzmu moralnego w warunkach zagrożenia zewnętrznego szybko doprowadziłoby do jego rozpadu.
Wbrew temu, co gdzieniegdzie można przeczytać, spowiedź we wczesnym Kościele nie zawsze miała formę publiczną. To znaczy, że nie praktykowano jej tylko i wyłącznie jako wyznania grzechów przed kościelną wspólnotą wiernych. Jest raczej pewne, że większość aktów ekspiacji miała raczej prywatny charakter i rozgrywała się między spowiednikiem a grzesznikiem. Natomiast publiczna bywała pokuta, która wiązała się np. z noszeniem ustalonego stroju. Miało to pokazać wspólnocie wiernych, że grzesznik naprawdę żałuje za swoje przewiny, traktuje poważnie swoje wyznanie i chce powrócić na łono kościelnej wspólnoty. Pozwalało więc - jakby tego nie ująć - na jego kontrolę.
Sekretne wyznanie
Istotną zmianę w tym zakresie przyniosło średniowiecze. Wyszła ona - jak wiele innych innowacji w chrześcijaństwie - zza klasztornych murów. Pokuta przestała być publiczna, ale została ściśle zamknięta w przestrzeni prywatności. Zanikła również forma spowiedzi publicznej. Stała się ona tym, co papież Leon I nazwał "confessio secreta" - "sekretnym wyznaniem".
Wzmocnieniu - przynajmniej w klasztornej rzeczywistości - uległa również więź między spowiadającym się a spowiednikiem. Życie monastyczne sprzyjało wzmacnianiu tej relacji , gdyż było całkowicie podporządkowane dążeniu do zbawienia. A przynajmniej było tak tam, gdzie podchodzono do niego poważnie, ponieważ stan moralny klasztorów w średniowieczu prezentował się, oględnie mówiąc, różnie.
W tym układzie spowiednik stawał się nie tylko tym, komu powierza się w zaufaniu własne grzechy, ale również przewodnikiem duchowym adepta na drodze do świętości. "Mnich, zatroskany o własny rozwój duchowy, przychodził codziennie do swojego mistrza, prowadząc z nim głęboki dialog. Mistrz udzielał mu wskazówek, kierował jego rozwojem duchowym, zaś mnich dążąc każdego dnia do świętości, sam dostrzegał swoje słabości i niedomagania" - pisze ks. Jacek Szymański.
Tylko wierz, a będzie ci przebaczone
Nie mógł na to patrzeć młody augustiański mnich, który w przyszłości miał na nowo rozpalić Europę podmuchem religijnego żaru. Marcin Luter, bo o nim mowa, jeden z ojców Reformacji, nie tylko kontestował bluźnierczy jego zdaniem zwyczaj odpustów, ale kwestionował również traktowanie odpuszczenia grzechów jako sakrament. Upierał się, że jest ono w gruncie rzeczy jedynie oznajmieniem petentowi, że jego grzechy zostały odpuszczone. Więcej - co już było dla wielu kościelnych teologów absolutną herezją - twierdził, że nie jest do tego potrzebny kapłan, bo wyspowiadać można się każdemu "bratu w Chrystusie", i to bez wyliczania grzechów! Tym, co rzeczywiście miało decydować o autentyczności i skuteczności spowiedzi była tylko i wyłącznie sama wiara skruszonego grzesznika. "Uwierz mocno, żeś jest rozgrzeszony - pisał Luter - a będziesz rozgrzeszony, bez względu na to, jaką skruchę odczuwasz".
![[Obrazek: wiki_spowiedz_970.jpeg]](http://i.wp.pl/a//f/jpeg/35889/wiki_spowiedz_970.jpeg)
Grafika z 1800 r. przedstawiająca spowiedź (fot. Wikimedia Commons / )
Chrześcijańskie pragnienie wybaczenia win dotknęła w końcu patologia. To, co w swym najgłębszym rdzeniu miało być szczerym wyznaniem wzmocnionym chęcią rzeczywistej zmiany własnego życia, zamieniło się w przemysł odpustów. Przebaczenie grzechów - a w konsekwencji zbawienie - można było sobie kupić. Oczywiście za stosowną kwotę - pisze Robert Jurszo w artykule dla WP.
Spowiedź powstała w czasach, gdy po ziemi chodzili jeszcze ci, którzy spotkali się z Jezusem z Nazaretu twarzą w twarz - w czasach kościoła apostolskiego. Owszem, w ciągu dwóch tysięcy lat pewnym zmianom ulegały jej formy, ale zasadniczy cel pozostał ten sam - pojednanie z Bogiem. Przez cały ten czas ludzie żyli w przekonaniu, że mogą być wiecznie potępieni - wierni ze wstydem i napięciem udawali się do spowiednika, po czym wracali od niego z lekkim sercem i przekonaniem, że niebiańskie wrota nie są jeszcze przed nimi zamknięte.
Ale w XX wieku stała się rzecz niesamowita. Spowiedź - choć już pod inną nazwą - stała się narzędziem formowania nowego człowieka w totalitarnym komunizmie. I nie można się temu dziwić. Komunizm, przy wszystkich swoich pretensjach do naukowości, był zaledwie kiepską podróbką chrześcijaństwa, a z czasem stał się jego przerażającym pastiszem.
Nadzorować i wybaczać
W przypisywanym apostołowi Pawłowi z Tarsu Drugim Liście do Koryntian pojawia się sformułowanie "posługa jednania". "Właśnie w owej 'posłudze jednania' - pisze ks. Jacek Szymański - znajduje się zaczątek tego, co nazywamy sakramentem pokuty i pojednania, którego Paweł jest jednocześnie głosicielem i szafarzem na tyle, na ile pozwala mu posłannictwo, spełniane w 'imieniu Chrystusa'".
Choć nie wydaje się, żeby w tym okresie istniały jakieś ściśle zinstytucjonalizowane formy spowiedzi, to była ona dla młodego jeszcze Kościoła bardzo ważna. Służyła nie tylko ponownemu sprowadzaniu zbłąkanych dusz na "ścieżkę Pana", ale również pełniła ważną funkcję społeczną - wzmacniała integralność wspólnoty. Nie zapominajmy, że Kościół Pawła - i w ogóle do IV w. n.e. - to Kościół prześladowany. Rozluźnienie rygoryzmu moralnego w warunkach zagrożenia zewnętrznego szybko doprowadziłoby do jego rozpadu.
Wbrew temu, co gdzieniegdzie można przeczytać, spowiedź we wczesnym Kościele nie zawsze miała formę publiczną. To znaczy, że nie praktykowano jej tylko i wyłącznie jako wyznania grzechów przed kościelną wspólnotą wiernych. Jest raczej pewne, że większość aktów ekspiacji miała raczej prywatny charakter i rozgrywała się między spowiednikiem a grzesznikiem. Natomiast publiczna bywała pokuta, która wiązała się np. z noszeniem ustalonego stroju. Miało to pokazać wspólnocie wiernych, że grzesznik naprawdę żałuje za swoje przewiny, traktuje poważnie swoje wyznanie i chce powrócić na łono kościelnej wspólnoty. Pozwalało więc - jakby tego nie ująć - na jego kontrolę.
Sekretne wyznanie
Istotną zmianę w tym zakresie przyniosło średniowiecze. Wyszła ona - jak wiele innych innowacji w chrześcijaństwie - zza klasztornych murów. Pokuta przestała być publiczna, ale została ściśle zamknięta w przestrzeni prywatności. Zanikła również forma spowiedzi publicznej. Stała się ona tym, co papież Leon I nazwał "confessio secreta" - "sekretnym wyznaniem".
Wzmocnieniu - przynajmniej w klasztornej rzeczywistości - uległa również więź między spowiadającym się a spowiednikiem. Życie monastyczne sprzyjało wzmacnianiu tej relacji , gdyż było całkowicie podporządkowane dążeniu do zbawienia. A przynajmniej było tak tam, gdzie podchodzono do niego poważnie, ponieważ stan moralny klasztorów w średniowieczu prezentował się, oględnie mówiąc, różnie.
W tym układzie spowiednik stawał się nie tylko tym, komu powierza się w zaufaniu własne grzechy, ale również przewodnikiem duchowym adepta na drodze do świętości. "Mnich, zatroskany o własny rozwój duchowy, przychodził codziennie do swojego mistrza, prowadząc z nim głęboki dialog. Mistrz udzielał mu wskazówek, kierował jego rozwojem duchowym, zaś mnich dążąc każdego dnia do świętości, sam dostrzegał swoje słabości i niedomagania" - pisze ks. Jacek Szymański.
Tylko wierz, a będzie ci przebaczone
Nie mógł na to patrzeć młody augustiański mnich, który w przyszłości miał na nowo rozpalić Europę podmuchem religijnego żaru. Marcin Luter, bo o nim mowa, jeden z ojców Reformacji, nie tylko kontestował bluźnierczy jego zdaniem zwyczaj odpustów, ale kwestionował również traktowanie odpuszczenia grzechów jako sakrament. Upierał się, że jest ono w gruncie rzeczy jedynie oznajmieniem petentowi, że jego grzechy zostały odpuszczone. Więcej - co już było dla wielu kościelnych teologów absolutną herezją - twierdził, że nie jest do tego potrzebny kapłan, bo wyspowiadać można się każdemu "bratu w Chrystusie", i to bez wyliczania grzechów! Tym, co rzeczywiście miało decydować o autentyczności i skuteczności spowiedzi była tylko i wyłącznie sama wiara skruszonego grzesznika. "Uwierz mocno, żeś jest rozgrzeszony - pisał Luter - a będziesz rozgrzeszony, bez względu na to, jaką skruchę odczuwasz".


