03-12-2015, 16:59
(03-12-2015, 16:11 )shogan napisał(a): Tylko po co taki milowy krok, skoro nic nie daje? Daje jedynie "rozpieszczanie" tych, co mają uprzedzenia do porzuconych
dzieci, które z pewnością potrzebują więcej miłości, niż te, które sobie ktoś zaplanuje?
Co to znaczy, że nic nie daje i przede wszystkim, jak możesz rozgraniczać ile miłości potrzebuje dziecko? Czy miłość macierzyńska jest zależna od tego, czy zaplanowałam dziecko, czy nie? To znaczy, że skoro planuję z partnerem dziecko po 3 latach związku, to mam mu dać mniej miłości, niz temu, które wzięłabym np. z okna życia? Poza tym nie zapominaj, o czym pisałam wcześniej, że wiele dzieci trafia do rodzin zastępczych dlatego, że rodziny te chcą kasy i nie są to tylko przypadki, które pokazują od czasu do czasu w tv.
Zgadzam się z Filipem, że jest to na pewno milowy i właściwy krok.
Zgadza się też, że jest to decyzja polityczna - PIS nie zrobi niczego, czego nie zaakceptuje kler, podobnie jak nie zaakceptuje aborcji, czy nakaże nadal naukę religii w szkole i już bez wyboru ew. na etykę.
A mnie osobiście byłoby wszystko jedno, czy byłabym z in vitro, czy adoptowana - ludzi ocenia się po tym, co robia. Można być złodziejem z naturalnego zapłodnienia, a dobrym człowiekiem z in vitro.


