22-07-2015, 3:45
Teraz od dawna nie mam takiego problemu. Ale gdy miałam, to cóż- jestem szurnięta, ale też zdradzałam! Może pocałowanie się z koleżanką w sąsiednim pokoju, gdy ja śpię, nie jest równoznaczne z moim późniejszym odwetem w postaci pójścia do łózka z jego najlepszym kolegą, ale zranionej osobie zaczyna się to rysować jako pole bitwy i kto teraz mocniej przywali. Chory układ, w szczególności gdy jednak ci cały czas na tym kimś zależy. Ale sama nigdy nie zaczynam, ja tylko odpowiadam ze zdwojoną siłą na atak. Mój mąż nie dał mi ani jednego powodu do frustracji czy zazdrości, więc od długiego czasu, od początku związku, nigdy nie obejrzałam się na innych.
Myślę, że zdrada jest początkiem końca dla związku. Przynajmniej u mnie, bo jeśli ktoś mnie nie szanuje, ja nie widzę powodu aby dawać więcej niż dostaję. I tak to się kręci...
Myślę, że zdrada jest początkiem końca dla związku. Przynajmniej u mnie, bo jeśli ktoś mnie nie szanuje, ja nie widzę powodu aby dawać więcej niż dostaję. I tak to się kręci...
''Cause' it all, begins where it ends...''


