03-01-2025, 13:04
Jakieś dwa tygodnie temu na messenger video, zagadała mnie moja dawna koleżanka z podstawówki z życzeniami świątecznymi,
ale pogadałyśmy sobie o wiele dłużej.
Prym wiodły wspomnienia... w końcu przez trzy lata siedziałyśmy w jednej klasie, w jednej ławce...
no i obie byłyśmy na liście najmniej lubianych klasowych koleżanek... czyli miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Podczas wspominek, byłyśmy poplute ze śmiechu.
Jedno takie coś wam tu opiszę :
Nasz nauczyciel od matmy miał dwie cechy, których nie sposób było nie zauważyć : był bardzo nerwowy i całkowicie łysy.
Nie pamiętam jego nazwiska ale ksywka "Łysy" wystarczyła.
W klasie była też uczennica o imieniu Danuta, dziewczynisko rude, piegowate, złośliwe, wysokie i silne.
Nawet chłopaki woleli jej w drogę nie wchodzić.
Mnie i mojej wspólniczce niedoli- zawsze potrafiła dokuczyć...
Szósta klasa, "Dzień Nauczyciela"...owa Danuta podchodzi do mojej ławki i podaje płaskie i wąskie pudełko owinięte w biały papier i przewiązane białą tasiemką.
Jak przyjdzie Łysy to macie mu to wręczyć, przeprosić w imieniu całej klasy i złożyć życzenia z okazji...
Tak też zrobiłyśmy.
Łysy się wzruszył , Gabryśkę to nawet pogłaskał po głowie, i.t.p.... a potem otworzył pudełko.
Długi grzebień z wieloma powyłamywanymi zębami a obok jakaś stokrotka czy inny chwast.
Ja z kumpelą miałyśmy do drzwi najbliżej i już po minucie schowałyśmy się w ubikacji piętro wyżej...
Co działo się w klasie- mogliśmy się jedynie domyślać.
Na przerwie poszliśmy do klasy po nasze torby a na nich kartka z naszymi nazwiskami i że natychmiast mamy się zjawić u dyra...
Więcej nie napiszę, bo wesoło nie było ale ciekawie też nie.
Były również inne wspomnienia ale o nich pisać nie będę bo mi trochę wstyd...
ale pogadałyśmy sobie o wiele dłużej.
Prym wiodły wspomnienia... w końcu przez trzy lata siedziałyśmy w jednej klasie, w jednej ławce...
no i obie byłyśmy na liście najmniej lubianych klasowych koleżanek... czyli miałyśmy ze sobą wiele wspólnego.
Podczas wspominek, byłyśmy poplute ze śmiechu.
Jedno takie coś wam tu opiszę :
Nasz nauczyciel od matmy miał dwie cechy, których nie sposób było nie zauważyć : był bardzo nerwowy i całkowicie łysy.
Nie pamiętam jego nazwiska ale ksywka "Łysy" wystarczyła.
W klasie była też uczennica o imieniu Danuta, dziewczynisko rude, piegowate, złośliwe, wysokie i silne.
Nawet chłopaki woleli jej w drogę nie wchodzić.
Mnie i mojej wspólniczce niedoli- zawsze potrafiła dokuczyć...
Szósta klasa, "Dzień Nauczyciela"...owa Danuta podchodzi do mojej ławki i podaje płaskie i wąskie pudełko owinięte w biały papier i przewiązane białą tasiemką.
Jak przyjdzie Łysy to macie mu to wręczyć, przeprosić w imieniu całej klasy i złożyć życzenia z okazji...
Tak też zrobiłyśmy.
Łysy się wzruszył , Gabryśkę to nawet pogłaskał po głowie, i.t.p.... a potem otworzył pudełko.
Długi grzebień z wieloma powyłamywanymi zębami a obok jakaś stokrotka czy inny chwast.
Ja z kumpelą miałyśmy do drzwi najbliżej i już po minucie schowałyśmy się w ubikacji piętro wyżej...
Co działo się w klasie- mogliśmy się jedynie domyślać.
Na przerwie poszliśmy do klasy po nasze torby a na nich kartka z naszymi nazwiskami i że natychmiast mamy się zjawić u dyra...
Więcej nie napiszę, bo wesoło nie było ale ciekawie też nie.
Były również inne wspomnienia ale o nich pisać nie będę bo mi trochę wstyd...
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


