28-10-2024, 17:39
Kilka nocy temu śniłam wszystkimi zmysłami. Oprócz obrazów, barw i ruchu- były też dźwięki, zapachy, chłód...
Czułam jak wiatr targa mi włosy i ubranie , czułam też smak soli i chyba metalu.
Wchodzę na dużą leśną polanę. Dookoła na zielonej trawie siedzą zieloni ludzie. Wszystko było w kilku odcieniach zieleni.
Ludzie ubrani w jakieś zielne łachmany. Twarze też mieli zielone... ale pośrodku polany był złotawy blask
i coś na kształt ołtarza. Obok stoi jakiś szaman albo guru sekty czy inny szaleniec.
Na tym stole leży z zamkniętymi oczami moja średnia wnuczka i ma prawą dłoń całą we krwi.
Szaleniec wywija maczetą i krzyczy, że będzie operować by coś wyjąć i wszczepić jakiś kryształ magiczny.
Patrzy na mnie złowrogo i każe mi się oddalić ale ja jestem gotowa się bić .
Moja wnuczka się wybudza i mówi mi abym odeszła i się nie wtrącała.
Wtedy guru demonstruje ów kryształ i że to będzie ją chronić.
Kryształ to małe zielone szkiełko w kształcie walca. Takie 1 cm. na pół centymetra.
Wtedy ja wyciągam z kieszeni całą garść takich zielonych szkiełek i mówię, że to nic nie warte,
bo kupiłam na rynku od biednych ludzi za 5 złociszów i że mam tego więcej.
Zieloni ludzie biegną do szamana i mu pyskują ....
No właśnie... reszty nie pamiętam, tyle tylko jeszcze, że z moją wnuczką zaczynam uciekać.
Krzewy chyba miały kolce, bo czepiały się naszych ubrań.
Poczułam jeszcze ostry ból na palcu i zaczęłam ssać tą ranę ale krew była słona.
Sen był dłuższy ale resztę zapomniałam.
Czułam jak wiatr targa mi włosy i ubranie , czułam też smak soli i chyba metalu.
Wchodzę na dużą leśną polanę. Dookoła na zielonej trawie siedzą zieloni ludzie. Wszystko było w kilku odcieniach zieleni.
Ludzie ubrani w jakieś zielne łachmany. Twarze też mieli zielone... ale pośrodku polany był złotawy blask
i coś na kształt ołtarza. Obok stoi jakiś szaman albo guru sekty czy inny szaleniec.
Na tym stole leży z zamkniętymi oczami moja średnia wnuczka i ma prawą dłoń całą we krwi.
Szaleniec wywija maczetą i krzyczy, że będzie operować by coś wyjąć i wszczepić jakiś kryształ magiczny.
Patrzy na mnie złowrogo i każe mi się oddalić ale ja jestem gotowa się bić .
Moja wnuczka się wybudza i mówi mi abym odeszła i się nie wtrącała.
Wtedy guru demonstruje ów kryształ i że to będzie ją chronić.
Kryształ to małe zielone szkiełko w kształcie walca. Takie 1 cm. na pół centymetra.
Wtedy ja wyciągam z kieszeni całą garść takich zielonych szkiełek i mówię, że to nic nie warte,
bo kupiłam na rynku od biednych ludzi za 5 złociszów i że mam tego więcej.
Zieloni ludzie biegną do szamana i mu pyskują ....
No właśnie... reszty nie pamiętam, tyle tylko jeszcze, że z moją wnuczką zaczynam uciekać.
Krzewy chyba miały kolce, bo czepiały się naszych ubrań.
Poczułam jeszcze ostry ból na palcu i zaczęłam ssać tą ranę ale krew była słona.
Sen był dłuższy ale resztę zapomniałam.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


