15-10-2024, 11:53
Dzisiejszej nocy miałam sen z moim ulubionym zespołem BTS .
Otóż leżę sobie na boczku na kanapie i naprzeciw widzę "V" siedzącego na ławce i podpierającego swoją brodę -dłonią.
Siedzi nieruchomo bez mrugnięcia okiem jakby był nieruchomym posągiem.
Wzięłam długie źdźbło trawy i zaczęłam go nim dotykać ale on wciąż pozostał nieruchomy. Wtedy usłyszałam (ale nie widziałam) głos "J-Hope",
mówi, abym odpuściła, że "V" nic nie jest i często zastyga w takiej pozie . Wtedy obok mnie kucnął lider grupy "RM" i rozkazuje mi: Wstawaj, bo zaraz ruszacie i że teraz jego kolej na spanie i włazi mi za plecy na moją kanapę i spycha mnie na ziemię.
Ja nie chcę nigdzie iść ale po chwili jestem wśród tłumu .
Każdy z nas ubrany w biały długi do ziemi worek z otworami na głowę i ręce.
Nie ma tam młodych tylko sami dorośli i poruszają się jakby byli jakimiś maszynami.
Z boku na bok - a reszta ciała sztywna i nieruchoma.
Wtedy okazało się, że idziemy przez wąski wąwóz , którego ściany są śnieżno-białe o chropowatej powierzchni.
Ludzie przede mną skubią kawałki tych nierówności i wkładają do ust, więc i ja też tak zrobiłam.
Było kruche jak jabłko ale smakowało jak szkolna kreda do tablicy.
Potem zmieniło się miejsce.
Przyrównałabym je do ogromnego pustego akwarium, wypełnionego czymś takim jak duże , przeźroczyste bańki mydlane.
Większość z nich była jak ze szkła ale były też różowe.
Jak ktoś złapał różową -to się ożywiał ale jak taką bez koloru- to znikał razem z bańką.
Udało mi się złapać różową. W dotyku była śliska i klejąca... taka obrzydliwa.
Wtedy się obudziłam na poranne siku.
Otóż leżę sobie na boczku na kanapie i naprzeciw widzę "V" siedzącego na ławce i podpierającego swoją brodę -dłonią.
Siedzi nieruchomo bez mrugnięcia okiem jakby był nieruchomym posągiem.
Wzięłam długie źdźbło trawy i zaczęłam go nim dotykać ale on wciąż pozostał nieruchomy. Wtedy usłyszałam (ale nie widziałam) głos "J-Hope",
mówi, abym odpuściła, że "V" nic nie jest i często zastyga w takiej pozie . Wtedy obok mnie kucnął lider grupy "RM" i rozkazuje mi: Wstawaj, bo zaraz ruszacie i że teraz jego kolej na spanie i włazi mi za plecy na moją kanapę i spycha mnie na ziemię.
Ja nie chcę nigdzie iść ale po chwili jestem wśród tłumu .
Każdy z nas ubrany w biały długi do ziemi worek z otworami na głowę i ręce.
Nie ma tam młodych tylko sami dorośli i poruszają się jakby byli jakimiś maszynami.
Z boku na bok - a reszta ciała sztywna i nieruchoma.
Wtedy okazało się, że idziemy przez wąski wąwóz , którego ściany są śnieżno-białe o chropowatej powierzchni.
Ludzie przede mną skubią kawałki tych nierówności i wkładają do ust, więc i ja też tak zrobiłam.
Było kruche jak jabłko ale smakowało jak szkolna kreda do tablicy.
Potem zmieniło się miejsce.
Przyrównałabym je do ogromnego pustego akwarium, wypełnionego czymś takim jak duże , przeźroczyste bańki mydlane.
Większość z nich była jak ze szkła ale były też różowe.
Jak ktoś złapał różową -to się ożywiał ale jak taką bez koloru- to znikał razem z bańką.
Udało mi się złapać różową. W dotyku była śliska i klejąca... taka obrzydliwa.
Wtedy się obudziłam na poranne siku.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


