14-05-2024, 10:25
Franc-pomidor post 3 (opowieść mojego ojca)
Pan Franciszek był kapralem W.P. i pod koniec II wojny światowej zorganizował ucieczkę z sowieckiego obozu jenieckiego.
Kilku jego kolegów uciekło ale jego ruscy złapali.
Był poddany torturom ale nie pozwolili mu umrzeć , tylko wywlekli go na jakieś odludzie, może do tajgi aby umierał bez pomocy i w męczarniach.
Połamane ręce i nogi jakoś się zrosły i chyba myśliwy jakiś go znalazł i się nim zaopiekował.
Po zakończeniu wojny p.Franciszek wrócił do ojczyzny, do swojej zrujnowanej Gdyni-Chyloni i zamieszkał w domku swojego krewnego sąsiadującej z późniejszą fabryką musztardy na naszej ulicy.
Ów domek bardziej przypominał szopę niż budynek nadający się do zamieszkania.
Pan Franciszek nie dostał żadnej pomocy od państwa... ani węgla na zimę, ani kogoś do oporządzenia owej zrujnowanej chatki.
Podobno starzy ludzie z okolicy podrzucali mu ubrania, płaszcz, buty, drwa do piecyka ale od władzy nic a nic (jakby nie istniał).
Podobno ziemniaki i warzywa podkradał z okolicznych ogródków a ich właściciele specjalnie "NIC nie widzieli "... podkradał i z naszego ogrodu.
A dzisiaj pytam się samej siebie.
Czy można pana Franciszka nazwać bohaterem wojennym i co do cholery robiła ówczesna władza. ?
Jak sądzicie ?
Zapraszam do komentarzy .
Pan Franciszek był kapralem W.P. i pod koniec II wojny światowej zorganizował ucieczkę z sowieckiego obozu jenieckiego.
Kilku jego kolegów uciekło ale jego ruscy złapali.
Był poddany torturom ale nie pozwolili mu umrzeć , tylko wywlekli go na jakieś odludzie, może do tajgi aby umierał bez pomocy i w męczarniach.
Połamane ręce i nogi jakoś się zrosły i chyba myśliwy jakiś go znalazł i się nim zaopiekował.
Po zakończeniu wojny p.Franciszek wrócił do ojczyzny, do swojej zrujnowanej Gdyni-Chyloni i zamieszkał w domku swojego krewnego sąsiadującej z późniejszą fabryką musztardy na naszej ulicy.
Ów domek bardziej przypominał szopę niż budynek nadający się do zamieszkania.
Pan Franciszek nie dostał żadnej pomocy od państwa... ani węgla na zimę, ani kogoś do oporządzenia owej zrujnowanej chatki.
Podobno starzy ludzie z okolicy podrzucali mu ubrania, płaszcz, buty, drwa do piecyka ale od władzy nic a nic (jakby nie istniał).
Podobno ziemniaki i warzywa podkradał z okolicznych ogródków a ich właściciele specjalnie "NIC nie widzieli "... podkradał i z naszego ogrodu.
A dzisiaj pytam się samej siebie.
Czy można pana Franciszka nazwać bohaterem wojennym i co do cholery robiła ówczesna władza. ?
Jak sądzicie ?
Zapraszam do komentarzy .
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


