14-05-2024, 9:42
Franc- pomidor post -1
Odświeżam wątek bo dzisiaj z rana naszły mnie wspomnienia -a szczególnie jedno- z czasów bardzo dawnych.
Pamiętam naszą sąsiadkę w ciąży z córeczką w spacerówce pilnującą swojej trzeciej córki.
Ja więc musiałam mieć niecałe cztery lata bo jej najstarsza córka była moją rówieśniczką.
Chylonia wtedy była taką wsią bo u niektórych i drób i nawet świnkę czy kozę za płotem można było zobaczyć.
W tym czasie po naszej ulicy chodził postrach dzieciarni. Nazywaliśmy go "Franc-Pomidor".
Przezywaliśmy go i uciekaliśmy a chłopcy to nawet rzucali w niego kamykami.
Ów człowiek był niski gruby, z garbem krzywymi rękoma i nogi miał koślawe , którymi dziwnie powłóczył.
Dla nas, maluchów był jak potwór z baśni .
Nie komentujcie- będzie ciąg dalszy
Odświeżam wątek bo dzisiaj z rana naszły mnie wspomnienia -a szczególnie jedno- z czasów bardzo dawnych.
Pamiętam naszą sąsiadkę w ciąży z córeczką w spacerówce pilnującą swojej trzeciej córki.
Ja więc musiałam mieć niecałe cztery lata bo jej najstarsza córka była moją rówieśniczką.
Chylonia wtedy była taką wsią bo u niektórych i drób i nawet świnkę czy kozę za płotem można było zobaczyć.
W tym czasie po naszej ulicy chodził postrach dzieciarni. Nazywaliśmy go "Franc-Pomidor".
Przezywaliśmy go i uciekaliśmy a chłopcy to nawet rzucali w niego kamykami.
Ów człowiek był niski gruby, z garbem krzywymi rękoma i nogi miał koślawe , którymi dziwnie powłóczył.
Dla nas, maluchów był jak potwór z baśni .
Nie komentujcie- będzie ciąg dalszy
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


