18-01-2024, 13:17
Taka opowiastka z dawnych lat...
Trzymam na rękach malutkiego synka, z boku siedzi mama a ja proszę męża aby wbił mi jeden gwóźdź w ścianę.
Fakt, próbował... ale! A to dziurę zrobił, a to gwóźdź się wygiął a to tynk posypał. Męczył się z godzinę i nic z tego
nie wyszło a ja doprowadzona do szewskiej pasji, podaję synka mamie, biorę gwóźdź i młotek.
Jedno uderzenie i gwóźdź pięknie siedział w ścianie. Ba! Mąż nie dowierzał, próbował nawet wyciągnąć ale był
tak mocno wbity, że nie dał rady.
Trzymam na rękach malutkiego synka, z boku siedzi mama a ja proszę męża aby wbił mi jeden gwóźdź w ścianę.
Fakt, próbował... ale! A to dziurę zrobił, a to gwóźdź się wygiął a to tynk posypał. Męczył się z godzinę i nic z tego
nie wyszło a ja doprowadzona do szewskiej pasji, podaję synka mamie, biorę gwóźdź i młotek.
Jedno uderzenie i gwóźdź pięknie siedział w ścianie. Ba! Mąż nie dowierzał, próbował nawet wyciągnąć ale był
tak mocno wbity, że nie dał rady.


