11-11-2023, 13:17
- 2 - czyli ciąg dalszy
Nie byłam ciekawa co mnie czeka w domu . Chciałam spać i nic więcej się nie liczyło.
Okazało się, że ojciec miał w nocy zawał mięśnia sercowego .
Mama rano natknęła się na niego leżącego w przedpokoju... może szedł a może wracał z łazienki.
W domu były dwie bratowe bo mama była nie do użytku natomiast bracia byli w trasie, a trzeci brat z żoną zapowiedzieli się na popołudnie, bo musieli dojechać z Braniewa.... a ja, jak cholera potrzebowałam snu.
Ojca położyli w jego pokoju na podłodze i przykryli prześcieradłem, w drugim pokoju byli ludzie, więc aby mieć spokój-
położyłam się na tapczanie ojca mimo protestów rodziny.
Odkryłam jego twarz ze słowami: jeszcze się nam udusisz... schowałam też pod prześcieradło jego prawą dłoń,
która wystawała na zewnątrz - powiedziałam do niego: żeby nie było ci zimno.
O dziwo, dłoń była ciepła... tak jakby wciąż żył.
Bratowe dziwaczyły i pukały się w czoło.
Obudziłam się około piętnastej.
Ojca zabrali do prosektorium czy gdzieś tam, bo ktoś zarządził sekcję zwłok.
Z radia leciała niezbyt głośna ulubiona muzyka ojca.
Był to marsz węgierski.
Mama opierniczyła mnie, że jest żałoba a ja nie mam szacunku dla zmarłego, a ja jej na to, że skoro ojciec był mundurowym, to powinien odmaszerować w rytmie marsza i to dobrze, że ktoś o tym pomyślał ale to nie byłam ja.
Usłyszałam , że kłamie- jak zwykle.
Do dzisiaj nie wiem jakim cudem radio zaczęło grać...nie mam pojęcia kto je włączył .
Wieczorem przyjechało Braniewo i zaczęło się plądrowanie szafy ojca .
Bratowa zażyczyła sobie jego obrączki inni brali zdjęcia i medale.
Jak już rozszarpali wszystko, też postanowiłam coś sobie wziąć.
To zdjęcie w sepii z czasów kawalerstwa, wyblakły list ojca z niemieckiej niewoli i łyżkę, którą sobie z tej niewoli zabrał.
![[Obrazek: f81c581f009dde6f.jpg]](https://images90.fotosik.pl/693/f81c581f009dde6f.jpg)
Teraz , po wielu latach wciąż nie rozumiem :
-dlaczego w centralce świeciły wszystkie światełka skoro w tych niepodłączonych nie było żaróweczek,
- kim była postać na peronie, która wyparowała w dwie sekundy (do wyjścia była dobra minuta dziarskim krokiem)
-Dlaczego dłonie mi się strzęsły jak u starego chorego człowieka.
- dlaczego bez-lilak zaczął usychać tej ciepłej nocy i już nigdy więcej nie zakwitł.
-kto włączył radio i jakim cudem obudziła mnie ulubiona muzyka ojca a nie jakaś inna.
Sekcja zwłok wykazała, że ojciec odszedł z tego świata miedzy trzecia a czwartą rano.
Nie byłam ciekawa co mnie czeka w domu . Chciałam spać i nic więcej się nie liczyło.
Okazało się, że ojciec miał w nocy zawał mięśnia sercowego .
Mama rano natknęła się na niego leżącego w przedpokoju... może szedł a może wracał z łazienki.
W domu były dwie bratowe bo mama była nie do użytku natomiast bracia byli w trasie, a trzeci brat z żoną zapowiedzieli się na popołudnie, bo musieli dojechać z Braniewa.... a ja, jak cholera potrzebowałam snu.
Ojca położyli w jego pokoju na podłodze i przykryli prześcieradłem, w drugim pokoju byli ludzie, więc aby mieć spokój-
położyłam się na tapczanie ojca mimo protestów rodziny.
Odkryłam jego twarz ze słowami: jeszcze się nam udusisz... schowałam też pod prześcieradło jego prawą dłoń,
która wystawała na zewnątrz - powiedziałam do niego: żeby nie było ci zimno.
O dziwo, dłoń była ciepła... tak jakby wciąż żył.
Bratowe dziwaczyły i pukały się w czoło.
Obudziłam się około piętnastej.
Ojca zabrali do prosektorium czy gdzieś tam, bo ktoś zarządził sekcję zwłok.
Z radia leciała niezbyt głośna ulubiona muzyka ojca.
Był to marsz węgierski.
Mama opierniczyła mnie, że jest żałoba a ja nie mam szacunku dla zmarłego, a ja jej na to, że skoro ojciec był mundurowym, to powinien odmaszerować w rytmie marsza i to dobrze, że ktoś o tym pomyślał ale to nie byłam ja.
Usłyszałam , że kłamie- jak zwykle.
Do dzisiaj nie wiem jakim cudem radio zaczęło grać...nie mam pojęcia kto je włączył .
Wieczorem przyjechało Braniewo i zaczęło się plądrowanie szafy ojca .
Bratowa zażyczyła sobie jego obrączki inni brali zdjęcia i medale.
Jak już rozszarpali wszystko, też postanowiłam coś sobie wziąć.
To zdjęcie w sepii z czasów kawalerstwa, wyblakły list ojca z niemieckiej niewoli i łyżkę, którą sobie z tej niewoli zabrał.
![[Obrazek: f81c581f009dde6f.jpg]](https://images90.fotosik.pl/693/f81c581f009dde6f.jpg)
Teraz , po wielu latach wciąż nie rozumiem :
-dlaczego w centralce świeciły wszystkie światełka skoro w tych niepodłączonych nie było żaróweczek,
- kim była postać na peronie, która wyparowała w dwie sekundy (do wyjścia była dobra minuta dziarskim krokiem)
-Dlaczego dłonie mi się strzęsły jak u starego chorego człowieka.
- dlaczego bez-lilak zaczął usychać tej ciepłej nocy i już nigdy więcej nie zakwitł.
-kto włączył radio i jakim cudem obudziła mnie ulubiona muzyka ojca a nie jakaś inna.
Sekcja zwłok wykazała, że ojciec odszedł z tego świata miedzy trzecia a czwartą rano.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


