08-11-2023, 14:49
Z natury jestem racjonalistką wiec coś sąsiadującego z mistycyzmem- jest dla mnie pierońsko dziwne i budzi strach, zatem
w ogóle w to nie wierzę... a jednak zdarza się.
2- Niewytłumaczalne.
Było lato i od września miałam iść do szkoły... miałam więc 7 i pół roku.
W gdyńskim szpitalu leżała mama mojej mamy bo miała wylew krwi do mózgu i była w stanie ciężkim..
Moja mama w szpitalu, tata w pracy, bracia w szkole a ja sama w domu w dużym łóżku w towarzystwie zabawek
z zapasem picia i kanapek na nocnym stoliku.
Nad wezgłowiem łóżka wisiał obraz ze "świętą rodziną" w grubych (chyba gipsowych) rzeźbionych ramach.
Coś mi kazało spod obrazu przenieść się w "nogi" łóżka.
Po jakimś czasie obraz wraz z kilku kilogramową ramą spadł ze ściany na poduszkę czyli tam, gdzie wcześniej siedziałam.
Po paru godzinach wrócili bracia a po kilku jeszcze wróciła mama.
Wszyscy byli zdziwieni, że obraz spadł, chociaż żaden z trzech haków nie wypadł ani łańcuch na którym wisiał obraz się nie przerwał.
Trzy haki , bo na jednym wisiał obraz a na dwóch się opierał dolną częściach ramy.
Bracia 13 i 14 lat , nie mogli sami powiesić ale mama im pomagała.
Wciąż pytali mnie, kogo wpuściłam do domu bo ktoś silny musiał ten ciężki obraz zdjąć ze ściany...
Nikt mi nie wierzył, że on spadł sam.
Jeszcze tego samego dnia jakiś goniec przywiózł telegram , że babcia zmarła.
Dla ścisłości dodam, że obraz spadł do południa (gdy byłam sama) a babcia zmarła w jakąś godzinę po powrocie mamy do domu. (dobre pół dnia różnicy.)
Do dzisiaj nie znalazłam wytłumaczenia tego zdarzenia ani nie udało mi się o tym zapomnieć.
A mnie znów kusi twój numerek trzeci
w ogóle w to nie wierzę... a jednak zdarza się.
2- Niewytłumaczalne.
Było lato i od września miałam iść do szkoły... miałam więc 7 i pół roku.
W gdyńskim szpitalu leżała mama mojej mamy bo miała wylew krwi do mózgu i była w stanie ciężkim..
Moja mama w szpitalu, tata w pracy, bracia w szkole a ja sama w domu w dużym łóżku w towarzystwie zabawek
z zapasem picia i kanapek na nocnym stoliku.
Nad wezgłowiem łóżka wisiał obraz ze "świętą rodziną" w grubych (chyba gipsowych) rzeźbionych ramach.
Coś mi kazało spod obrazu przenieść się w "nogi" łóżka.
Po jakimś czasie obraz wraz z kilku kilogramową ramą spadł ze ściany na poduszkę czyli tam, gdzie wcześniej siedziałam.
Po paru godzinach wrócili bracia a po kilku jeszcze wróciła mama.
Wszyscy byli zdziwieni, że obraz spadł, chociaż żaden z trzech haków nie wypadł ani łańcuch na którym wisiał obraz się nie przerwał.
Trzy haki , bo na jednym wisiał obraz a na dwóch się opierał dolną częściach ramy.
Bracia 13 i 14 lat , nie mogli sami powiesić ale mama im pomagała.
Wciąż pytali mnie, kogo wpuściłam do domu bo ktoś silny musiał ten ciężki obraz zdjąć ze ściany...
Nikt mi nie wierzył, że on spadł sam.
Jeszcze tego samego dnia jakiś goniec przywiózł telegram , że babcia zmarła.
Dla ścisłości dodam, że obraz spadł do południa (gdy byłam sama) a babcia zmarła w jakąś godzinę po powrocie mamy do domu. (dobre pół dnia różnicy.)
Do dzisiaj nie znalazłam wytłumaczenia tego zdarzenia ani nie udało mi się o tym zapomnieć.
A mnie znów kusi twój numerek trzeci
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


