08-11-2023, 12:49
No to do roboty !
Zacznę od siebie i to od czasów gdy miałam kilka lat chociaż, jak psychologia twierdzi, pamięć długotrwała zaczyna gromadzić wspomnienia od naszego piątego roku życia.
A w moim przypadku było to o wiele wcześniej.
Wspomnienie straszne nr 1 .
Byłam malutka .
Leżałam w drewnianym białym łóżeczku , w ciemnym pokoju, okno zasłonięte kocem a lustro jakimś prześcieradłem.
Moja pościel była biała ale mama miała na niej wyszyte kilka truskawek.
Jedynym źródłem światła był blask zza niedomkniętych drzwi do przedpokoju.
Ale drzwi zaczęły się powoli otwierać i do pokoju weszła wysoka postać kobieca z jasną twarzą , dużymi ciemnymi oczami i wąskimi ustami.
Wypisz-wymaluj moja doktorka ze szpitala w Gdańsku.
Dotknęła dłonią mojego czoła , pokazała palcem żebym była cicho i wyszła. Szpara w drzwiach znów zrobiła się wąska.
Do tej pory moja opowieść jest OK ?
Minęło jakieś 20 lat i robiłam z mamą porządki w jej szufladzie ze szpargałami.
Natrafiłam na jakiś wypis szpitalny podpisany przez dr KISZEL.
- Pokazałam mamie i powiedziałam, że pamiętam tą lekarkę bo była moją pediatrą a raz to nawet , jak byłam mała- to była u mnie z wizytą lekarską.
Moja mama zaprzeczyła.
-To niemożliwe... Kiszelowa nie jeździła na wizyty, pracowała w Gdańsku a mieszkała daleko od Gdańska (Pruszcz, Pszczółki... nie pamiętam). (my wtedy mieszkaliśmy w Gdyni Chylonii).
Poza tym umarła jak ty jeszcze byłaś malutka.
Więc opowiedziałam mamie dokładnie ze szczegółami wszystko co zapamiętałam... koc na oknie, zasłonięte lustro, truskawki na pościeli, zielonkawy klosz lampy na suficie ...
Oczy mojej mamy zrobiły się bardzo zdziwione.
Odpowiedziała, że byłam ciężko chora i lekarze nie dawali mi szans na przeżycie.
- Temu dziecku czas już trumienkę rychtować ... tak mówili mamie.
Jakaś znajoma poradziła mamie, aby lustra i okna pozasłaniać bo jak umrę w nocy to moja dusza będzie się błąkać w zaświatach i nigdy nie odnajdzie swojego miejsca.
Ale dlaczego ta wysoka postać przy moim łóżeczku ? Tego nigdy nie zrozumiałam.
To nie był sen !!!
Może byłam w jakiejś malignie ? Może moje odchodzące życie walczyło z upartą śmiercią ?
Do dzisiaj nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
Zacznę od siebie i to od czasów gdy miałam kilka lat chociaż, jak psychologia twierdzi, pamięć długotrwała zaczyna gromadzić wspomnienia od naszego piątego roku życia.
A w moim przypadku było to o wiele wcześniej.
Wspomnienie straszne nr 1 .
Byłam malutka .
Leżałam w drewnianym białym łóżeczku , w ciemnym pokoju, okno zasłonięte kocem a lustro jakimś prześcieradłem.
Moja pościel była biała ale mama miała na niej wyszyte kilka truskawek.
Jedynym źródłem światła był blask zza niedomkniętych drzwi do przedpokoju.
Ale drzwi zaczęły się powoli otwierać i do pokoju weszła wysoka postać kobieca z jasną twarzą , dużymi ciemnymi oczami i wąskimi ustami.
Wypisz-wymaluj moja doktorka ze szpitala w Gdańsku.
Dotknęła dłonią mojego czoła , pokazała palcem żebym była cicho i wyszła. Szpara w drzwiach znów zrobiła się wąska.
Do tej pory moja opowieść jest OK ?
Minęło jakieś 20 lat i robiłam z mamą porządki w jej szufladzie ze szpargałami.
Natrafiłam na jakiś wypis szpitalny podpisany przez dr KISZEL.
- Pokazałam mamie i powiedziałam, że pamiętam tą lekarkę bo była moją pediatrą a raz to nawet , jak byłam mała- to była u mnie z wizytą lekarską.
Moja mama zaprzeczyła.
-To niemożliwe... Kiszelowa nie jeździła na wizyty, pracowała w Gdańsku a mieszkała daleko od Gdańska (Pruszcz, Pszczółki... nie pamiętam). (my wtedy mieszkaliśmy w Gdyni Chylonii).
Poza tym umarła jak ty jeszcze byłaś malutka.
Więc opowiedziałam mamie dokładnie ze szczegółami wszystko co zapamiętałam... koc na oknie, zasłonięte lustro, truskawki na pościeli, zielonkawy klosz lampy na suficie ...
Oczy mojej mamy zrobiły się bardzo zdziwione.
Odpowiedziała, że byłam ciężko chora i lekarze nie dawali mi szans na przeżycie.
- Temu dziecku czas już trumienkę rychtować ... tak mówili mamie.
Jakaś znajoma poradziła mamie, aby lustra i okna pozasłaniać bo jak umrę w nocy to moja dusza będzie się błąkać w zaświatach i nigdy nie odnajdzie swojego miejsca.
Ale dlaczego ta wysoka postać przy moim łóżeczku ? Tego nigdy nie zrozumiałam.
To nie był sen !!!
Może byłam w jakiejś malignie ? Może moje odchodzące życie walczyło z upartą śmiercią ?
Do dzisiaj nie umiem sobie tego wytłumaczyć.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


