03-11-2023, 20:41
No, trochę tak jest, bo mówiąc o ogóle każdy ma kogoś innego na myśli.
Obecnie trochę jest tak, że powinien cieszyć każdy, kto w ogóle czyta i dopiero potem powinniśmy się skupiać na tym "co" czyta. Piszę to trochę ironicznie, bo to, że ktoś w ogóle czyta nie powinno być powodem do radości, ale żyjemy w czasach wtórnego analfabetyzmu, więc cieszyć muszą takie oczywistości. Dlatego ironia jest tu, niestety, na miejscu.
Książki pisze się po to, żeby ktoś je przeczytał, a społeczeństwo czy ogół powinno być na tyle świadome, oczytane i wyedukowane, by potrafić samemu oddzielać ziarno od plew i już na starcie odrzucać kicz, bylejakość i grafomańskie wypociny, sprawiając, że kiepska literatura sama odeszłaby w niebyt, bo nikt nie czytałby gówna.
Ale to utopia. Zawsze istniała literatura gorszej jakości, muzyka gorszej jakości, kino gorszej jakości i w ogóle sztuka niskich lotów, która miała większą rzeszę odbiorców niż ta ambitniejsza.
I nie jest to wymysł naszych czasów. Guwernantki zaczytywały się w kiepskich romansach, wiedeńskie walce były odpowiednikiem obecnej muzyki tanecznej, a filmy klasy B przyciągały tłumy do kin.
Tak było zawsze, odkąd powstała sztuka.
Do poważnej dyskusji rzeczywiście, trzeba byłoby określić "warunki brzegowe", o których piszesz, ale jesteśmy na plebejskim forum, a nie w uniwersyteckiej auli. Prowadzimy tu mądrzejsze lub głupsze, luźne dysputy na poważne tematy. Na tym polega idea for dyskusyjnych.
Obecnie trochę jest tak, że powinien cieszyć każdy, kto w ogóle czyta i dopiero potem powinniśmy się skupiać na tym "co" czyta. Piszę to trochę ironicznie, bo to, że ktoś w ogóle czyta nie powinno być powodem do radości, ale żyjemy w czasach wtórnego analfabetyzmu, więc cieszyć muszą takie oczywistości. Dlatego ironia jest tu, niestety, na miejscu.
Książki pisze się po to, żeby ktoś je przeczytał, a społeczeństwo czy ogół powinno być na tyle świadome, oczytane i wyedukowane, by potrafić samemu oddzielać ziarno od plew i już na starcie odrzucać kicz, bylejakość i grafomańskie wypociny, sprawiając, że kiepska literatura sama odeszłaby w niebyt, bo nikt nie czytałby gówna.
Ale to utopia. Zawsze istniała literatura gorszej jakości, muzyka gorszej jakości, kino gorszej jakości i w ogóle sztuka niskich lotów, która miała większą rzeszę odbiorców niż ta ambitniejsza.
I nie jest to wymysł naszych czasów. Guwernantki zaczytywały się w kiepskich romansach, wiedeńskie walce były odpowiednikiem obecnej muzyki tanecznej, a filmy klasy B przyciągały tłumy do kin.
Tak było zawsze, odkąd powstała sztuka.
Do poważnej dyskusji rzeczywiście, trzeba byłoby określić "warunki brzegowe", o których piszesz, ale jesteśmy na plebejskim forum, a nie w uniwersyteckiej auli. Prowadzimy tu mądrzejsze lub głupsze, luźne dysputy na poważne tematy. Na tym polega idea for dyskusyjnych.


