03-11-2023, 14:46
- 10 -
Strusie to ptaszyska miękkie i powabne, tylko w igraszkach miłosnych leniem podszyte.
A jeszcze do tego, przez składanie olbrzymich jaj , takie bardziej rozlazłe- łkając
-skarżył się Mekintosz - w fałdy Gryzeldowej kiecki nos zasmarkany wycierając.
- Może czegoś mniejszego potrzeba by miłość do stworzenia okazywać ? – podtrzymał temat katabas.
- O czym to myślicie dobrodzieju ? – spytał zboczek - i czy nie grzech to aby ?
- E tam... grzech zaraz… miłość jest cacy, tylko trzeba wiedzieć, kogo kochać… może być nawet opierzone, byle dwunożne i domu zwyczajne. -Chyba dobrodziej nie myśli o tym samym co i ja ?- spytał łysy zbok z rozdziawioną paszczęką,
z której niczym nić jedwabna... spływała strużka śliny.
Niemal jednocześnie spojrzeli w stronę kurnika wioskowej znachorki, która jako jedyna we wsi gęsi hodowała …
Pierze potem z nich darła na pierzyny .. (co chudsze lub chorowite to na smalec szły…)
Co im po głowach łaziło, co w ich umysłach nieskomplikowanych w jedną wiązało się całość ?
Jakie plany lub wizje rozjaśniały głupawe oblicza tego bractwa…?
![[Obrazek: ff6e59dec95e08a4.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/ff6e59dec95e08a4.jpg)
Tymczasem Gryzelda w mig zakumała bo wybiegła pośpiesznie z izby jakby się własnym widelcem dziabnęła w roztrzęsione pośladki.
Dokąd spieszy, co zamierza ...?
Nie minęło kilka zdrowasiek a wróciła niosąc dwa oskubane i wychudzone ptaszyska…
za szyjska ułapiła niebogi, do chałupy przywlekła i pod nogi dziadom smyrnęła , dla siebie nic nie biorąc.
- Bierzcie kamraci moi i uczuciem obdarowujcie… nikt mnie nie spostrzegł więc i sprawa ni jak się nie rypnie.
- Ja odejdę bez żalu. Może coś w bezludnych krainach sobie ucapię i ukocham... na miękkim kocie czy innym króliku oko zahaczę…
dla wioski ciężarem być przestanę…
I jak se durnota pomyślała tak i zrobiła… więc wszyscy odetchnęli z ulgą.
Mijały lata a o Gryzeldzie słuch wszelaki zaginął -gdy oto pewnego ranka przybyła konno ciągnąc za sobą wóz drabiniasty,
na którym wiozła swego oblubieńca .
Kota tak wielgachnego że chyba hormonem wzrostu go biedaczka faszerowała.
Tego nawet niebiosa nie były w stanie wytrzymać.
Zbyt długo stwórca przyglądał się wiosce, którą ósmego dnia stworzył i pomyślał, że to jednak dobre nie jest aby ludzkości ośmiodniowy tydzień narzucać…
I tu jak nie pierdyknie z nieba, jak nie zahuczy w głębinach ziemi aż się chałupy w posadach trząść poczęły a ludziska paszczęki ze zdziwienia i bojaźni otwarli…
Teraz wiemy już, że wolne soboty oraz niedziele (w przeciwieństwie do świątyń) z zakazem handlu, zawdzięczamy: starowinkom pijącym wściekłe mleko, niewłaściwie kochającym ekologom w wieku podeszłym, nieślubnym pannicom i wkurzonemu panu bogu... Ósmy dzień wciąż leży zagubiony w niebiańskich planach i oby nigdy ten plan nie został zrealizowany..!
Strusie to ptaszyska miękkie i powabne, tylko w igraszkach miłosnych leniem podszyte.
A jeszcze do tego, przez składanie olbrzymich jaj , takie bardziej rozlazłe- łkając
-skarżył się Mekintosz - w fałdy Gryzeldowej kiecki nos zasmarkany wycierając.
- Może czegoś mniejszego potrzeba by miłość do stworzenia okazywać ? – podtrzymał temat katabas.
- O czym to myślicie dobrodzieju ? – spytał zboczek - i czy nie grzech to aby ?
- E tam... grzech zaraz… miłość jest cacy, tylko trzeba wiedzieć, kogo kochać… może być nawet opierzone, byle dwunożne i domu zwyczajne. -Chyba dobrodziej nie myśli o tym samym co i ja ?- spytał łysy zbok z rozdziawioną paszczęką,
z której niczym nić jedwabna... spływała strużka śliny.
Niemal jednocześnie spojrzeli w stronę kurnika wioskowej znachorki, która jako jedyna we wsi gęsi hodowała …
Pierze potem z nich darła na pierzyny .. (co chudsze lub chorowite to na smalec szły…)
Co im po głowach łaziło, co w ich umysłach nieskomplikowanych w jedną wiązało się całość ?
Jakie plany lub wizje rozjaśniały głupawe oblicza tego bractwa…?
![[Obrazek: ff6e59dec95e08a4.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/ff6e59dec95e08a4.jpg)
Tymczasem Gryzelda w mig zakumała bo wybiegła pośpiesznie z izby jakby się własnym widelcem dziabnęła w roztrzęsione pośladki.
Dokąd spieszy, co zamierza ...?
Nie minęło kilka zdrowasiek a wróciła niosąc dwa oskubane i wychudzone ptaszyska…
za szyjska ułapiła niebogi, do chałupy przywlekła i pod nogi dziadom smyrnęła , dla siebie nic nie biorąc.
- Bierzcie kamraci moi i uczuciem obdarowujcie… nikt mnie nie spostrzegł więc i sprawa ni jak się nie rypnie.
- Ja odejdę bez żalu. Może coś w bezludnych krainach sobie ucapię i ukocham... na miękkim kocie czy innym króliku oko zahaczę…
dla wioski ciężarem być przestanę…
I jak se durnota pomyślała tak i zrobiła… więc wszyscy odetchnęli z ulgą.
Mijały lata a o Gryzeldzie słuch wszelaki zaginął -gdy oto pewnego ranka przybyła konno ciągnąc za sobą wóz drabiniasty,
na którym wiozła swego oblubieńca .
Kota tak wielgachnego że chyba hormonem wzrostu go biedaczka faszerowała.
Tego nawet niebiosa nie były w stanie wytrzymać.
Zbyt długo stwórca przyglądał się wiosce, którą ósmego dnia stworzył i pomyślał, że to jednak dobre nie jest aby ludzkości ośmiodniowy tydzień narzucać…
I tu jak nie pierdyknie z nieba, jak nie zahuczy w głębinach ziemi aż się chałupy w posadach trząść poczęły a ludziska paszczęki ze zdziwienia i bojaźni otwarli…
Teraz wiemy już, że wolne soboty oraz niedziele (w przeciwieństwie do świątyń) z zakazem handlu, zawdzięczamy: starowinkom pijącym wściekłe mleko, niewłaściwie kochającym ekologom w wieku podeszłym, nieślubnym pannicom i wkurzonemu panu bogu... Ósmy dzień wciąż leży zagubiony w niebiańskich planach i oby nigdy ten plan nie został zrealizowany..!
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


