03-11-2023, 14:38
- 9 -
Może i durnowaty ten pokurcz, ale przyznać trzeba, że nieźle kombinuje.
Wiadomo przecież, że najświeższy produkt znaleźć można jedynie u źródła.
Tylko jedno spojrzenie i gest ledwie zauważalny wystarczył, by zgodną współpracę rozpocząć.
Zahuczało, zadymiło, poniosło po oskubanym żywopłocie i po niespełna godzinie wszystkie ptaszyska
miały w oczach błogość i zadowolenie (samiczki szczególnie...).
Chód ich jedynie koślawym się wydał, bo na lewo ptaszyskami zarzucał- pewnikiem dlatego, że tego rodzaju pieszczot do tej pory nie znały.
„Ależ to sodomia z gomorią, wszelki duch... żeby ptaszysków dopadać" - aleście ludziska przebrzydłe i jeszcze wespół w zespół,
kara na takich zbereźników..”- wrzeszczał głupi Jasiek, który całej tej zabawie przyglądał się zza krzaków.
-„Zaraz lecę do dobrodzieja i donos na was składam.”
Mekintosz z dziewczęciem osobliwym jak wryci stanęli nie wierząc własnym oczom, że oto ich czyn tak szybko się wydał.
Już mieli rzucić się na kolana przed Jaśkiem aby ubłagać dyskrecji i jak tu nagle nie ruszy ich sumienie żółcią nakrapiane
i w dołku nie ściśnie z wściekłości: -A co ty pachołku zafajdany, donosić chcesz ?!
-Czerwony karzeł reakcji się znalazł... z czarnymi w koalicję wchodzi..! -Dobrodziejem straszyć będzie...
– Więc jak święta tradycja nakazuje -dokopali biednemu Jaśkowi do dupy.
Jajca do chałupy dowieźli w całości i po chwili do wspólnej wieczerzy siedli.
![[Obrazek: 4e3fece9372bfedf.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/4e3fece9372bfedf.jpg)
A tu stukanie w oknie się rozległo cichutkie acz natrętne... a potem do izby wtoczył się w zabłoconej sutannie,
z wywalonym jęzorem i wzrokiem zamglonym a szczęśliwym- dobrodziej wioskowy i poturlał wedle ławy.
Mlasnął jęzorem i nastroszywszy kinol począł łapczywie łowić jajeczne zapachy...
- Zaproście mnie do stołu, bo długo pościłem i moje kiszki z głodu grają fałszywie...
Dajcie jadła, a dam wam rozgrzeszenie in blanco... o gwałcie zbiorowym na ptactwie zapomnę.
I siedli we trójkę i szeptać zaczęli, jak by się bali , że ich ktoś może podsłuchać i do spółki wprosić.
Może i durnowaty ten pokurcz, ale przyznać trzeba, że nieźle kombinuje.
Wiadomo przecież, że najświeższy produkt znaleźć można jedynie u źródła.
Tylko jedno spojrzenie i gest ledwie zauważalny wystarczył, by zgodną współpracę rozpocząć.
Zahuczało, zadymiło, poniosło po oskubanym żywopłocie i po niespełna godzinie wszystkie ptaszyska
miały w oczach błogość i zadowolenie (samiczki szczególnie...).
Chód ich jedynie koślawym się wydał, bo na lewo ptaszyskami zarzucał- pewnikiem dlatego, że tego rodzaju pieszczot do tej pory nie znały.
„Ależ to sodomia z gomorią, wszelki duch... żeby ptaszysków dopadać" - aleście ludziska przebrzydłe i jeszcze wespół w zespół,
kara na takich zbereźników..”- wrzeszczał głupi Jasiek, który całej tej zabawie przyglądał się zza krzaków.
-„Zaraz lecę do dobrodzieja i donos na was składam.”
Mekintosz z dziewczęciem osobliwym jak wryci stanęli nie wierząc własnym oczom, że oto ich czyn tak szybko się wydał.
Już mieli rzucić się na kolana przed Jaśkiem aby ubłagać dyskrecji i jak tu nagle nie ruszy ich sumienie żółcią nakrapiane
i w dołku nie ściśnie z wściekłości: -A co ty pachołku zafajdany, donosić chcesz ?!
-Czerwony karzeł reakcji się znalazł... z czarnymi w koalicję wchodzi..! -Dobrodziejem straszyć będzie...
– Więc jak święta tradycja nakazuje -dokopali biednemu Jaśkowi do dupy.
Jajca do chałupy dowieźli w całości i po chwili do wspólnej wieczerzy siedli.
![[Obrazek: 4e3fece9372bfedf.jpg]](https://images92.fotosik.pl/694/4e3fece9372bfedf.jpg)
A tu stukanie w oknie się rozległo cichutkie acz natrętne... a potem do izby wtoczył się w zabłoconej sutannie,
z wywalonym jęzorem i wzrokiem zamglonym a szczęśliwym- dobrodziej wioskowy i poturlał wedle ławy.
Mlasnął jęzorem i nastroszywszy kinol począł łapczywie łowić jajeczne zapachy...
- Zaproście mnie do stołu, bo długo pościłem i moje kiszki z głodu grają fałszywie...
Dajcie jadła, a dam wam rozgrzeszenie in blanco... o gwałcie zbiorowym na ptactwie zapomnę.
I siedli we trójkę i szeptać zaczęli, jak by się bali , że ich ktoś może podsłuchać i do spółki wprosić.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


