03-11-2023, 14:29
- 8 -
A kiedy zmrok rozwiesił swą brunatną szatę nad okolicą, Mekintosz zatopił się w marzeniach,
podlewając je gorzałką smakowitą (łońskiego lata pędzoną).
Myśli jego uskrzydlone przybrały barwę srebrzystą i niczym obłoki wichrem pędzone podążać zaczęły w kierunku tajemniczej farmy.
Ileż tam możliwości, ile istot dla oka miłych i sercu bliskich czeka mojej inicjatywy..? - pomyślał.
- Tylko olbrzymiaste jakieś a w nogach mocarne i okrutne..... i dzioby wielgachne, do tkliwych pocałunków ni jak się nie nadające
....ale nic to, dzioby też się przydadzą, tylko trzeba jakieś fikuśne pieszczoty wymyślić.
Więc oblizał się zboczek z zakłopotaniem acz sprośnie… podrapał po łbie rozczochranym i zapytał sam siebie:
- a gdzież to stworzenie ma te wielkie i przyjemne w dotyku balony ? - poszukam a wtedy nie oddam nikomu .
Nie doczekał Mekintosz świtu bo mu myśli sprośne spać nie pozwoliły.
Wymknął się zatem i kryjąc za opłotkami w wiadomym kierunku podążył.
I już miał skoczyć i do macanek się zabrać, gdy między ptaszyskami coś ciemnego mignęło.
- Cóż to być może? Pokraczne takie i z głupawym grymasem na gębie…
A to tylko Gryzelda, nieślubna córka organisty z wielkim widelcem w łapskach, remanent wśród ptactwa robiła...
![[Obrazek: e413e36c54db7428.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/e413e36c54db7428.jpg)
Co tu robi..? czego chce..? Pewnie zazdrość ją tu przygnała… pokrakę jedną...
Ucapił ją zatem za ucho i wyspowiadać się kazał. - Głód mnie męczył straszliwy i jajków chciałam zebrać na wieczerzę.
Już trzy tydnie na samym trawsku lecę, więc z sił opadam ... urodę tracę...
- To nie w kurniku jajców szukałaś, tylko kupry obmacywałaś bezwstydnie ?
- A gdzie miejsce jaj, jak nie w części wstydliwej stworzenia bożego ?
Wszyscy tam mają… nawet ja. A wy, to niby gdzie jajca macie Mekintoszu- na plecach ?
A kiedy zmrok rozwiesił swą brunatną szatę nad okolicą, Mekintosz zatopił się w marzeniach,
podlewając je gorzałką smakowitą (łońskiego lata pędzoną).
Myśli jego uskrzydlone przybrały barwę srebrzystą i niczym obłoki wichrem pędzone podążać zaczęły w kierunku tajemniczej farmy.
Ileż tam możliwości, ile istot dla oka miłych i sercu bliskich czeka mojej inicjatywy..? - pomyślał.
- Tylko olbrzymiaste jakieś a w nogach mocarne i okrutne..... i dzioby wielgachne, do tkliwych pocałunków ni jak się nie nadające
....ale nic to, dzioby też się przydadzą, tylko trzeba jakieś fikuśne pieszczoty wymyślić.
Więc oblizał się zboczek z zakłopotaniem acz sprośnie… podrapał po łbie rozczochranym i zapytał sam siebie:
- a gdzież to stworzenie ma te wielkie i przyjemne w dotyku balony ? - poszukam a wtedy nie oddam nikomu .
Nie doczekał Mekintosz świtu bo mu myśli sprośne spać nie pozwoliły.
Wymknął się zatem i kryjąc za opłotkami w wiadomym kierunku podążył.
I już miał skoczyć i do macanek się zabrać, gdy między ptaszyskami coś ciemnego mignęło.
- Cóż to być może? Pokraczne takie i z głupawym grymasem na gębie…
A to tylko Gryzelda, nieślubna córka organisty z wielkim widelcem w łapskach, remanent wśród ptactwa robiła...
![[Obrazek: e413e36c54db7428.jpg]](https://images91.fotosik.pl/692/e413e36c54db7428.jpg)
Co tu robi..? czego chce..? Pewnie zazdrość ją tu przygnała… pokrakę jedną...
Ucapił ją zatem za ucho i wyspowiadać się kazał. - Głód mnie męczył straszliwy i jajków chciałam zebrać na wieczerzę.
Już trzy tydnie na samym trawsku lecę, więc z sił opadam ... urodę tracę...
- To nie w kurniku jajców szukałaś, tylko kupry obmacywałaś bezwstydnie ?
- A gdzie miejsce jaj, jak nie w części wstydliwej stworzenia bożego ?
Wszyscy tam mają… nawet ja. A wy, to niby gdzie jajca macie Mekintoszu- na plecach ?
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


