03-11-2023, 14:12
- 6 -
![[Obrazek: bd217676d8d66f12.jpg]](https://images90.fotosik.pl/692/bd217676d8d66f12.jpg)
Wszystko w bezruchu zamarło i tylko cień zgarbionej postaci, wśród pni jabłonnych chyłkiem się począł oddalać w kierunku kutej bramy… Nawet tarcza księżyca skryła się za oślizłym konarem starej jabłoni.
Stado bezlitosne patrzyło, zwierało szeregi, nastawiało łby rogate, ślepia przekrwione błyskały...
nawet psy stróżujące schowały się w chaszczach i przysiadły zadami przy ziemi czekając na rozwój wypadków.
Wtedy pojawił się wójt i pogonił wełnianych głupolków w dal.
Sam sobie z tą owczą swołoczą dał radę więc i z bezlitosną KARĄ sobie poradzi…
I jak se tej kary przez kolano nie przełoży, jak nie wklepie w dupsko parę klapów ręką ciężką, niczym własny pomyślunek,
jak nie smyrnie po trawisku zdeptanym i na ostatek kopa zasadziwszy w odległe rejony za wioską pośle... tam,
gdzie dawniej ludzie torf kopali, a gdzie teraz grunt deszczem namokły w grzęzawisko się zmienił.
Ileż to bydlęcia zbłąkanego czy zwierza leśnego tutaj swojego ducha wyzionęło.
-Ale gdy w skwary wilgoci ubywa, a wrzos na jesień zakwitnie, to stary kulawy Mekintosz na skraju bagna stojąc- wspomnienia przywołuje i jakby z kimś gadał...
Niestety, duch artystyczny w nim zamarł przed laty, kiedy to zamiast niewiasty, wolał swe chucie obrócić na inne żywioły.
![[Obrazek: bd217676d8d66f12.jpg]](https://images90.fotosik.pl/692/bd217676d8d66f12.jpg)
Wszystko w bezruchu zamarło i tylko cień zgarbionej postaci, wśród pni jabłonnych chyłkiem się począł oddalać w kierunku kutej bramy… Nawet tarcza księżyca skryła się za oślizłym konarem starej jabłoni.
Stado bezlitosne patrzyło, zwierało szeregi, nastawiało łby rogate, ślepia przekrwione błyskały...
nawet psy stróżujące schowały się w chaszczach i przysiadły zadami przy ziemi czekając na rozwój wypadków.
Wtedy pojawił się wójt i pogonił wełnianych głupolków w dal.
Sam sobie z tą owczą swołoczą dał radę więc i z bezlitosną KARĄ sobie poradzi…
I jak se tej kary przez kolano nie przełoży, jak nie wklepie w dupsko parę klapów ręką ciężką, niczym własny pomyślunek,
jak nie smyrnie po trawisku zdeptanym i na ostatek kopa zasadziwszy w odległe rejony za wioską pośle... tam,
gdzie dawniej ludzie torf kopali, a gdzie teraz grunt deszczem namokły w grzęzawisko się zmienił.
Ileż to bydlęcia zbłąkanego czy zwierza leśnego tutaj swojego ducha wyzionęło.
-Ale gdy w skwary wilgoci ubywa, a wrzos na jesień zakwitnie, to stary kulawy Mekintosz na skraju bagna stojąc- wspomnienia przywołuje i jakby z kimś gadał...
Niestety, duch artystyczny w nim zamarł przed laty, kiedy to zamiast niewiasty, wolał swe chucie obrócić na inne żywioły.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


