17-07-2023, 15:18
Nie mam klimy w aucie i jak robię dostawę to kabina głównie przez szyby nagrzewa się do kilkudziesięciu stopni. W ładowni mam 4-5 stopni. Takie mam atrakcje temperaturowe.
Boni masz rację. Ja muszę żonę bardzo hamować z używaniem klimy bo potrafi nie mieć umiaru. Już raz mnie zaziębiła. Tuż przed wycieczką na górę Synaj. Pierwszy priorytet to mieć w co się wysmarkać bo chusteczki szybko się kończyły. Z nosa lało się jak z fontanny Di Trevi. Doszło do tego że chusteczki z braku używałem po 2-3 razy. Wysychały w upale to znów używałem. Kieszenie wypełnione niczym poliki u chomika. Przełom był jednak bardzo drastyczny. Z braku suchych chusteczek... Tak mi się lało z nosa!!! Zapierdoliłem papier toaletowy z latryny przy klasztorze Św. Katarzyny (bo toaletą tego nie da się nazwać) i do powrotu do hotelu przy oszczędzaniu jakoś starczyło.
Ale nie to jest najgorsze. Jak sobie pomyślę że klima nie była odgrzybiana od lat to ze zdrowiem będzie słabo. I nie natychmiastowo a z czasem. Zatruwają nas te hotelowe klimy i ja nie jestem chętny by ich używać. Żonie niestety nie potrafię tego wytłumaczyć że nas truje tą klimą.
Trudno... Ale pilot od klimy często ginie... To gdzieś wpadnie to bateria padnie i nie działa.
Gorzej jak stacjonarnie sterowana. Nie mam wtedy argumentów ale coś wymyślę. Jakiś bezpiecznik musi mieć...
Myślę że wie że jak znów przesadzi to przez przypadek klima się zepsuje i nie będzie działać. Po elektrycznej szkole jestem więc coś tam wiem jak zepsuć.
Ogólnie to było pod tym względem dobrze ale w tym roku widzę że zaczęła się nieco rozkręcać. Muszę być czujny i narzędzia będzie trzeba zabrać na następny wyjazd.
bonaparte napisał(a):Nie mam klimy w pokoju się jak jest bardzo upalnie to pracujemy godzinę krócej. Zresztą nie lubię klimy już raz się przeziębiłem przez to i tak jest chyba pełno zarazków.
Boni masz rację. Ja muszę żonę bardzo hamować z używaniem klimy bo potrafi nie mieć umiaru. Już raz mnie zaziębiła. Tuż przed wycieczką na górę Synaj. Pierwszy priorytet to mieć w co się wysmarkać bo chusteczki szybko się kończyły. Z nosa lało się jak z fontanny Di Trevi. Doszło do tego że chusteczki z braku używałem po 2-3 razy. Wysychały w upale to znów używałem. Kieszenie wypełnione niczym poliki u chomika. Przełom był jednak bardzo drastyczny. Z braku suchych chusteczek... Tak mi się lało z nosa!!! Zapierdoliłem papier toaletowy z latryny przy klasztorze Św. Katarzyny (bo toaletą tego nie da się nazwać) i do powrotu do hotelu przy oszczędzaniu jakoś starczyło.
Ale nie to jest najgorsze. Jak sobie pomyślę że klima nie była odgrzybiana od lat to ze zdrowiem będzie słabo. I nie natychmiastowo a z czasem. Zatruwają nas te hotelowe klimy i ja nie jestem chętny by ich używać. Żonie niestety nie potrafię tego wytłumaczyć że nas truje tą klimą.
Trudno... Ale pilot od klimy często ginie... To gdzieś wpadnie to bateria padnie i nie działa.
Gorzej jak stacjonarnie sterowana. Nie mam wtedy argumentów ale coś wymyślę. Jakiś bezpiecznik musi mieć... Myślę że wie że jak znów przesadzi to przez przypadek klima się zepsuje i nie będzie działać. Po elektrycznej szkole jestem więc coś tam wiem jak zepsuć.
Ogólnie to było pod tym względem dobrze ale w tym roku widzę że zaczęła się nieco rozkręcać. Muszę być czujny i narzędzia będzie trzeba zabrać na następny wyjazd.


