13-03-2023, 7:21
Nie, nigdy nie wezmę psa z adopcji, mimo że kocham wszystkie zwierzęta ale adopcje są złe, bo im chodzi tylko
o kasę. Wiem to doskonale, bo chciałam kilka razy adoptować i za każdym razem ta sama sytuacja. Jak ja byłam zdecydowana
to schroniska wymyślały diabli wiedzą co aby tylko tego zwierzaka nie wydać. Szkoda mi bardzo tych zwierzaków i najchętniej
zabrałabym wszystkie ale trzeba myśleć racjonalnie a wiadomo, że nigdy nie będziemy w stanie pomóc wszystkim zwierzakom.
Poza tym, pracownicy schronisk są bardzo nieuprzejmi, uważają że zjedli wszystkie rozumy na temat zwierząt a tak
naprawdę, nie mają bladego pojęcia o zwierzakach. Tu mogłabym podać przykład mojej Hery, która trafiła do schroniska gdy
ja wylądowałam w szpitalu. Nie chce mi się wszystkiego opisywać, bo historia powinna być nagłośniona medialnie ale
summa summarum, ledwo odzyskałam swego psa gdy wyszłam ze szpitala. Schorowaną, wyziębną, z soplami lodu na brzuchu, z okropnym stanem anginowym, który leczyłam przez pół roku, chodząc co drugi dzień na płatne zastrzyki. A jak mało tego, to
zamiast trzymać ją w domku dla chorych psów, bo wiedziałam że na zewnątrz może nie przeżyć, to i tak trzymali ją w klatce
na zewnątrz, w mrozie i z psem, gdzie Hera akurat miała cieczkę i była nie sterylizowana, bo ja nie godzę się na okaleczanie
zwierząt. A więc schroniskom stanowczo mówię NIE!
o kasę. Wiem to doskonale, bo chciałam kilka razy adoptować i za każdym razem ta sama sytuacja. Jak ja byłam zdecydowana
to schroniska wymyślały diabli wiedzą co aby tylko tego zwierzaka nie wydać. Szkoda mi bardzo tych zwierzaków i najchętniej
zabrałabym wszystkie ale trzeba myśleć racjonalnie a wiadomo, że nigdy nie będziemy w stanie pomóc wszystkim zwierzakom.
Poza tym, pracownicy schronisk są bardzo nieuprzejmi, uważają że zjedli wszystkie rozumy na temat zwierząt a tak
naprawdę, nie mają bladego pojęcia o zwierzakach. Tu mogłabym podać przykład mojej Hery, która trafiła do schroniska gdy
ja wylądowałam w szpitalu. Nie chce mi się wszystkiego opisywać, bo historia powinna być nagłośniona medialnie ale
summa summarum, ledwo odzyskałam swego psa gdy wyszłam ze szpitala. Schorowaną, wyziębną, z soplami lodu na brzuchu, z okropnym stanem anginowym, który leczyłam przez pół roku, chodząc co drugi dzień na płatne zastrzyki. A jak mało tego, to
zamiast trzymać ją w domku dla chorych psów, bo wiedziałam że na zewnątrz może nie przeżyć, to i tak trzymali ją w klatce
na zewnątrz, w mrozie i z psem, gdzie Hera akurat miała cieczkę i była nie sterylizowana, bo ja nie godzę się na okaleczanie
zwierząt. A więc schroniskom stanowczo mówię NIE!


