01-12-2022, 15:42
Część -3
To była mroźna niedziela... Pan "doktór zza płotu" zaprasza na kawę : Proszę byście przyszli. Ojcu już jest lepiej a mamy sobie tyle do opowiadania.
Poszliśmy cała rodzinką, chociaż tata z początku się wzbraniał.
Przy stole siedział gospodarz domu, jakiś obcy mężczyzna no i "ten syn".
-Z tatą to państwo nieźle się znają ... a to jest Janusz, lekarz który operował ojca.
Janusz jest nie tylko neurochirurgiem... Janusz jest moim życiowym partnerem". -powiedział to na jednym oddechu, jakby się bał, że gdy przerwie wypowiedź - to jej nie dokończy...jak by się bał naszej reakcji ...lecz chciał to już mieć za sobą.
... Poznali się w szkole medycznej, zakochali się w sobie i od lat żyją ze sobą... mieszkają razem...
Ja nic nie rozumiałam... Jadłam makowiec i potem jabłecznik... pozwolono mi nawet na małą słabą kawę... bo przecież to TAKI WIELKI dzień..!
Najwięcej było wspomnień, przeglądania starych zdjęć, podziękowań...
Mama za wykonany telefon i wezwanie pogotowia- dostała czekoladki i wielki bukiet kwiatów... a co robił sąsiad..?
Spoglądał i uśmiechał się do syna i do pana Janusza potem przepraszał... za głupotę, która była mu życiowym przewodnikiem, za brak miłości, za klapki na oczach ...za wszystko...
Potem z oczami pełnymi od łez powiedział: "Wybacz synu... teraz wiem, że pedał to taki sam człowiek jak inni, może nawet lepszy.... tylko potrzebowałem czasu i cierpienia żeby to zrozumieć."
---------------
To działo się w czasach w PRL-u i nie znano wtedy określenia "GEJ"... przynajmniej tam gdzie mieszkałam.
To była mroźna niedziela... Pan "doktór zza płotu" zaprasza na kawę : Proszę byście przyszli. Ojcu już jest lepiej a mamy sobie tyle do opowiadania.
Poszliśmy cała rodzinką, chociaż tata z początku się wzbraniał.
Przy stole siedział gospodarz domu, jakiś obcy mężczyzna no i "ten syn".
-Z tatą to państwo nieźle się znają ... a to jest Janusz, lekarz który operował ojca.
Janusz jest nie tylko neurochirurgiem... Janusz jest moim życiowym partnerem". -powiedział to na jednym oddechu, jakby się bał, że gdy przerwie wypowiedź - to jej nie dokończy...jak by się bał naszej reakcji ...lecz chciał to już mieć za sobą.
... Poznali się w szkole medycznej, zakochali się w sobie i od lat żyją ze sobą... mieszkają razem...
Ja nic nie rozumiałam... Jadłam makowiec i potem jabłecznik... pozwolono mi nawet na małą słabą kawę... bo przecież to TAKI WIELKI dzień..!
Najwięcej było wspomnień, przeglądania starych zdjęć, podziękowań...
Mama za wykonany telefon i wezwanie pogotowia- dostała czekoladki i wielki bukiet kwiatów... a co robił sąsiad..?
Spoglądał i uśmiechał się do syna i do pana Janusza potem przepraszał... za głupotę, która była mu życiowym przewodnikiem, za brak miłości, za klapki na oczach ...za wszystko...
Potem z oczami pełnymi od łez powiedział: "Wybacz synu... teraz wiem, że pedał to taki sam człowiek jak inni, może nawet lepszy.... tylko potrzebowałem czasu i cierpienia żeby to zrozumieć."
---------------
To działo się w czasach w PRL-u i nie znano wtedy określenia "GEJ"... przynajmniej tam gdzie mieszkałam.
Niektórzy aby żyć- muszą narodzić się po raz drugi...


